22 propozycje na to, jak wykorzystać czas w drodze na uczelnię.

 

Wie­le osób koja­rzy czas stu­diów z uciąż­li­wym dojeż­dża­niem na uczel­nię. Godzi­ny spę­dzo­ne w auto­bu­sach i pocią­gach moż­na jed­nak poży­tecz­nie wyko­rzy­stać. Wystar­czy, że Two­ja podróż trwa zale­d­wie pół godzi­ny. W prze­cią­gu tygo­dnia jeź­dzisz przez 5 godzin, na mie­siąc to już pra­wie cała doba. W cią­gu roku aka­de­mic­kie­go spę­dzisz tydzień w auto­bu­sie. Wyobra­żasz sobie sie­dzieć przez prze­rwy przez tydzień w jed­nym miej­scu i nic nie robić? Ja czu­ła­bym, że życie prze­pły­wa mi przez pal­ce. Cie­ka­wiej robi się, gdy weź­mie­my pod uwa­gę cały okres stu­diów. Oka­że się, że z głu­piej pół­go­dzi­ny w auto­bu­sie zro­bi się 37 dni! Ponad mie­siąc i to bez prze­rwy na sen. A to zale­d­wie 3o minut jaz­dy w jed­ną stro­nę, wyobraź­cie sobie, co dzie­je się z tymi licz­ba­mi, gdy ktoś dojeż­dża godzi­nę lub pół­to­rej dzien­nie!

 

Myślę, że teraz już nikt nie ma wąt­pli­wo­ści, że roz­sąd­ne gospo­da­ro­wa­nie cza­sem pod­czas tych podró­ży ma zna­cze­nie. ;) Poniż­sze pomy­sły na to jak wyko­rzy­stać czas w dro­dze na stu­dia przy­da­dzą się nie tyl­ko tym, któ­rzy dojeż­dża­ją każ­de­go dnia, ale i tym, któ­rzy poświę­ca­ją co week­end spo­ro cza­su, by wró­cić do rodzin­ne­go mia­sta.

 

Jak wyko­rzy­stać czas w dro­dze na uczel­nię.

  1. Zapla­nuj swój dzień, stwórz listę rze­czy do zro­bie­nia.
  2. Zrób porzą­dek na tele­fo­nie. Usuń apli­ka­cje, któ­rych nie uży­wasz, sta­re zdję­cia, wyczyść listę połą­czeń i skrzyn­kę odbior­czą.
  3. Posprzą­taj w toreb­ce. Do jed­ne­go worecz­ka wrzuć rze­czy, któ­re nie są Ci już potrzeb­ne, a gdy wyj­dziesz z auto­bu­su wyrzuć je do naj­bliż­sze­go kosza.
  4. Poma­luj się. W Danii widzia­łam kobie­tę, któ­ra robi­ła w pocią­gu kom­plet­ny maki­jaż. To też jakiś spo­sób na zaosz­czę­dze­nie cza­su. ;D
  5. Wizu­ali­zuj swój dzień, wyobraź sobie, jak chcesz by wyglą­dał, jakie emo­cje chciał­byś dzi­siaj odczuć.
  6. Zjedz śnia­da­nie. Total­nie rozu­miem ludzi, któ­rzy wsta­ją o 5, żeby zdą­żyć na 6 na pociąg i przez to nie mają cza­su na śnia­da­nie. Na szczę­ście nie jestem w takiej sytu­acji, ale gdy­bym była zapew­ne przy­go­to­wy­wa­ła­bym jedze­nie dzień wcze­śniej i zja­da­łam je w pocią­gu. ;)
  7. Zre­lak­suj się, podzi­wiaj wido­ki za oknem, a nawet zrób sobie drzem­kę. Szcze­gól­nie, jeśli jesteś wykoń­czo­ny po całym dniu na uczel­ni.
  8. Zasta­nów się nad swo­im życiem. Serio. Rzad­ko mamy czas na reflek­sję, nasze myśli są sta­le zaję­te. Pomyśl o miej­scu, w któ­rym teraz jesteś, o tym, co zmie­ni­ło się ostat­nio w Two­im życiu, czy jesteś z nie­go zado­wo­lo­ny. Zauważ, co dopro­wa­dzi­ło Cię do tego miej­sca, zapy­taj sie­bie dokąd zmie­rzasz.
  9. Jeże­li musisz robić to, codzien­nie to sprawdź Facebooka/Twittera/Instagram, o ile nie zamie­rzasz powtó­rzyć tej czyn­no­ści zaraz po powro­cie do domu.
  10. Roz­wią­zuj krzy­żów­ki/sudoku ćwicz swój mózg w grach roz­wo­jo­wych, lub zdo­bądź jakąś ogól­ną wie­dzę. Niech to będzie czas dla Two­je­go umy­słu.
  11. Poćwicz pew­ność sie­bie i zaini­cjuj roz­mo­wę. Środ­ki komu­ni­ka­cji miej­skiej, to świet­ne miej­sce ku temu. Wię­cej na ten temat prze­czy­tasz w tek­ście o tym jak ini­cjo­wać roz­mo­wę.
  12. Czy­taj blo­gi. Mi wte­dy czas leci naj­szyb­ciej. :)
  13. Zrób coś miłe­go dla innych. Napisz sym­pa­tycz­ne­go SMSa do zna­jo­mej, spraw komuś w auto­bu­sie kom­ple­ment. Nawet zwy­kłe “miłe­go dnia” może popra­wić komuś humor.
  14. W myślach opi­suj to, co się aktu­al­nie dzie­je, tak jak­byś czy­tał książ­kę. to faj­ne ćwi­cze­nie sztu­ki pisa­nia.
  15. Spo­so­bem na spę­dze­nie cza­su w auto­bu­sie, czy innym środ­ku loko­mo­cji może być jakiś auto­bu­so­wy (pocią­go­wy) pro­jekt. Taka podróż­ni­cza ruty­na. Np. za każ­dym razem, gdy jedziesz auto­bu­sem robisz zdję­cie na kon­kret­nym przy­stan­ku, a pod koniec roku ukła­dasz z nich kolaż. Możesz też robić coś, na co nigdy nie mia­łeś cza­su np. pisać książ­kę.
  16. Pod­czas podró­ży możesz stwo­rzyć wpis do Two­je­go dzien­ni­ka.
  17. Możesz czy­tać książ­kę. (Wiem, że wszy­scy to robią, ale wypa­da­ło napi­sać. )
  18. Słu­chaj audio­bo­oków, pod­ca­stów.
  19. Ucz się języ­ków przez apli­ka­cje, lub słu­cha­jąc nagra­ne­go kur­su.
  20. Rób zada­nia domo­we! Miło jest doje­chać do domu wie­dząc, że nie ma się już żad­nych obo­wiąz­ków.
  21. Ucz się. Ucze­nie się w auto­bu­sach jest dość trud­ne, ale to zara­zem dobre ćwi­cze­nie na kon­cen­tra­cję. Cza­sem zamiast bez­sen­sow­nie roz­glą­dać się po auto­bu­sie war­to otwo­rzyć zeszyt i cho­ciaż prze­czy­tać to, co prze­ra­bia­li­ście dane­go dnia. Przy takich regu­lar­nych odświe­że­niach mate­ria­łu, póź­niej nie trze­ba poświę­cać dużo cza­su na naukę.
  22. Odpo­wiedz na zale­głe maile lub wyko­naj tele­fo­ny, o któ­rych cią­gle zapo­mi­nasz. Np. zadzwoń do bab­ci. Wiem, że dużo osób narze­ka na oso­by tele­fo­nu­ją­ce w auto­bu­sach, ale ja tego kom­plet­nie nie rozu­miem. Może mi to wytłu­ma­czy­cie? Zawsze myślę o tym, że ta oso­ba, z któ­rą roz­ma­wia­my przez tele­fon mogła­by sie­dzieć obok nas i rów­nież z nami roz­ma­wiać.

 

Celo­wo wymie­sza­łam tutaj róż­ne spo­so­by spę­dza­nia cza­su. Nie­któ­re są bar­dziej relak­su­ją­ce, inne słu­żą nasze­mu roz­wo­jo­wi, ale na pew­no żad­ne z nich nie jest zwy­kłym mar­no­wa­niem cza­su. Po pro­stu nie moż­na wyma­gać od sie­bie w każ­dej chwi­li 100% efek­tyw­no­ści. Pomy­słów jest tyle, że każ­dy powi­nien zna­leźć coś dla sie­bie. Sani widzi­cie, w środ­kach komu­ni­ka­cji miej­skiej moż­na robić tak dużo rze­czy! Nie wiem wła­ści­wie, po co z nich wycho­dzić. ;) Jestem cie­ka­wa, czy macie jakieś inne pro­po­zy­cje wyko­rzy­sta­nia tego cza­su. Co naj­bar­dziej lubi­cie robić podró­żu­jąc?

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania
Fol­low

  • Pingback: Co robić podczas okienek w planie? 10 moich pomysłów. - Blue Kangaroo()

  • Pingback: Gry towarzyskie na studencką imprezę. - Blue Kangaroo()

  • Od dru­gie­go roku stu­diów — czy­li już jakieś trzy lata (? :OOO) — dojeż­dżam rowe­rem :) Wcze­śniej­sze dojaz­dy tram­wa­jo­we dawa­ły duże pole do popi­su i wła­śnie spę­dza­łam je tak jak opi­sa­łaś (a raczej wyko­rzy­sty­wa­łam KILKA z poda­nych opcji). :D

    • W sen­sie, że nawet zimą!?

      • Zimą, jesie­nią — w śnie­gu, w desz­czu, w bło­cie, w sło­necz­ku :) Pogo­da i tem­pe­ra­tu­ra mi i mojej Kozie gene­ral­nie nie strasz­na :) W naj­gor­szą pogo­dę kapok i t-shirt na zmia­nę dla mnie i folia na sie­dze­nie dla rowe­ru (bo nie­ste­ty musi stać pod uczel­nią i cze­kać ;))!

  • Ana

    Chcia­ła­bym wró­cić do takich podró­ży… teraz do pra­cy jeż­dżę autem i zosta­je mi co naj­wy­żej radio / pły­ta / języ­ki na pły­cie lub mp3 / dyk­ta­fon na notat­ki :)

  • Ven

    O tak. Ja zawsze czy­tam blo­gi, odpi­su­ję na wia­do­mo­ści i odspa­miam swój tele­fon. O ile mam tro­chę prze­strze­ni i nie jadę ści­śnię­ta i przy­ssa­na do szy­by jak glo­no­jad.

  • Faj­ne pro­po­zy­cje! Ja na uczel­nie cho­dzę na nogach więc spo­ro rze­czy odpa­da, ale dużo myślę i pla­nu­ję w dro­dze :)

  • Co do roz­ma­wia­nia w komu­ni­ka­cji miej­skiej to mnie i dener­wu­je i nie dener­wu­je :D Jak ktoś roz­ma­wia nor­mal­nym tonem, na jakieś przy­ziem­ne tema­ty to nie mam nic prze­ciw­ko, nawet jak taka oso­ba sie­dzi koło mnie. Zaczy­na mnie to iry­to­wać w momen­cie, kie­dy na tape­tę wcho­dzą tema­ty typu ile wypi­łeś, ile kobiet mia­łeś, co zro­bi­ła przy­ja­ciół­ka czy ktoś tam inny, a decy­be­le lecą w górę i ktoś krzy­czy na pół auto­bu­su.

  • Pingback: Ładne rzeczy! #12 | HANIAKO()

  • Joan­na

    Ja jestem tą oso­bą z punk­tu 22, Nie cier­pię ludzi, któ­rzy podróż pocią­giem trak­tu­ją jak oka­zję do wyko­na­nia wszyst­kich zale­głych tele­fo­nów z ostat­nie­go tygo­dnia. Przy czym pod­kre­ślam, że mam tu na myśli słu­cha­nie tych wywo­dów przez pół godzi­ny, a nie jakiś jeden tele­fon, któ­ry aku­rat się przy­tra­fił.
    NIE WIEM co jest nie tak, ale roz­ma­wia­nie przez tele­fon jest zde­cy­do­wa­nie bar­dziej dener­wu­ją­ce niż nor­mal­na roz­mo­wa mię­dzy współ­pa­sa­że­ra­mi. Tele­fo­nu­ją­cy ludzie noto­rycz­nie krzy­czą, bo gubi im się zasięg, powta­rza­ją 5 raz to samo zda­nie, bo pociąg stu­ko­cze i nie sły­chać, poda­ją swo­je nazwi­ska, hasła, szcze­gó­ło­wo tłu­ma­czą co goto­wa­li na obiad i jaka jest ich ulu­bio­na pozy­cja sek­su­al­na bez naj­mniej­sze­go skrę­po­wa­nia, jak­by zupeł­nie zapo­mi­na­li gdzie są.

    • Tak się zasta­na­wiam, czy mi się kie­dyś coś takie­go przy­da­rzy­ło i pew­nie tak, ale nie umiem sobie przy­po­mnieć kon­kret­nej sytu­acji. Pew­nie dla­te­go, że wła­śnie mi to wgl nie prze­szka­dza. Jak ktoś nie robi hała­su w auto­bu­sie, to jest on na uli­cy, jak nie ma go na uli­cy to jest w cen­trum han­dlo­wym i tak jakoś mnie to nie rusza, chy­ba się już znie­czu­li­łam. ;p

    • Kie­dyś czy­ta­łam, że roz­mo­wy tele­fo­nicz­ne innych nas bar­dziej dener­wu­ją niż roz­mo­wy mię­dzy oso­ba­mi, któ­re są obok nas, bo nie mamy dostę­pu do odpo­wie­dzi z dru­giej stro­ny. I to nawet nie cho­dzi o to, że koniecz­nie chce­my znać wszyst­kie szcze­gó­ły, ale że nasz mózg reje­stru­je, że cze­goś w tym bra­ku­je. Że niby jest roz­mo­wa, ale tyl­ko poło­wa. Naj­wy­raź­niej mózgo­wi łatwiej coś igno­ro­wać, gdy czu­je, że wszyst­ko jest w porząd­ku.

      • Bar­dzo cie­ka­we stwier­dze­nie! Ja też sły­sza­łam, że nie ma moż­li­wo­ści, żeby oprzeć się two­rze­niu kon­tek­stu i cią­gu takiej roz­mo­wy, że auto­ma­tycz­nie będzie­my z tego two­rzyć jakąś histo­rię. ;D

  • Ja zosta­nę przy książ­kach i nauce może, oraz medy­ta­cji cza­sa­mi. A dojazd ponad dwa­dzie­ścia minut w 1 stro­nę…
    Zawsze, jak pró­bu­ję cię czy­tać na tele­fo­nie widzę począ­tek tek­stu (ten do dru­gie­go aka­pi­tu), a dalej jest dużo czy­ste­go tła, na innych stro­nach tego nie ma. To ja mam coś poprze­sta­wiać u sie­bie i będzie dzia­łać, czy to może z blo­giem jest coś nie tak?

    • O kur­czę, dobrze, że mi to piszesz, bo ja u sie­bie na tele­fo­nie widzę wszyst­ko nor­mal­nie. Zapy­tam moje­go infor­ma­ty­ka. ;)

  • Ja zosta­nę przy punk­cie 17, bo tyl­ko w pocią­gu mam czas na książ­ki. Chy­ba że w danym momen­cie nicze­go nie mam do czy­ta­nia [choć to się bar­dzo rzad­ko zda­rza] to słu­cham muzy­ki ^-^

    • Ja zawsze sta­ram się mieć parę luź­nych pozy­cji na czyt­ni­ku, tak na czar­ną godzi­nę. ;D

  • Oso­bi­ście dale­ko na uczel­nię nie mam, ale zasta­na­wiam się nad swo­im życiem w dro­dze na każ­dą wej­ściów­kę… W sumie moż­na ten czas wyko­rzy­stać na szyb­ką powtór­kę ;)

    • Masz codzien­nie wej­ściów­ki? Zawsze, kie­dy ktoś mówi mi że ma wej­ściów­ki, to myślę sobie, że jed­nak u mnie nie jest tak źle. ;)

      • Nie, codzien­nie nie, na całe szczę­ście, 2–3 razy w tygo­dniu. Stu­den­ci wete­ry­na­rii pozdra­wia­ją :)

        • Powo­dze­nia dla stu­den­tów wete­ry­na­rii. ;)

  • Świet­ne! Ja naj­czę­ściej w dro­dze na uczel­nię czy­tam coś, obra­biam zdję­cia na tele­fo­nie albo po pro­stu myślę, co mam dzi­siaj zro­bić i jak zor­ga­ni­zo­wać dzień naj­le­piej logi­stycz­nie :) Codzien­nie poko­nu­ję tę samą tra­sę tram­wa­jem, dla­te­go gdy­bym tyl­ko gapi­ła się przez okno było by bar­dzo nud­nie :)

    • O! Obra­bia­nie zdjęć to też super pomysł. ;)

  • Naj­bar­dziej pod­pi­su­ję się pod punk­tem 19. Słu­chaw­ki do uszu i uczy­my się np. hisz­pań­skie­go!
    Nie­ste­ty bar­dzo czę­sto po pro­stu bez­czyn­nie cze­ka­my, nie robi­my kom­plet­nie nic. To taki jak­by tro­chę smut­ny widok.

    • Ja muszę z tymi słu­chaw­ka­mi uwa­żać, bo po chwi­li zaczy­nam powta­rzać na głos i ludzie się jakoś dziw­nie patrzą. ;p

  • Ja to czy­tam książ­kę ‚przy­naj­mniej w auto­bu­sie mam na nią czas ;)

  • Od sie­bie dodam jesz­cze coś zwią­za­ne­go z zawo­dem nauczy­cie­la — spraw­dzaj pra­ce i ukła­daj lek­cję, albo przej­rzyj pod­ręcz­nik w celu poszu­ka­nia zada­nia na tak zwa­ną czar­ną godzi­nę (bo co jeśli ucznio­wie wyko­na­ją przez cie­bie zało­żo­ne rze­czy szyb­ciej niż przy­pusz­cza­łeś? war­to mieć plan B). Zawsze się spraw­dza. Pró­bo­wa­łam tez pisać listy ale za bar­dzo trzę­sie :P

    • Dobry pomysł, w sumie widzia­łam już parę razy wykła­dow­ców spraw­dza­ją­cych pra­ce w auto­bu­sach. ;)

  • Judy­ta Pato­ka

    Jak zoba­czy­łam o czym ma być ten wpis, od razu klik­nę­łam, bo mia­łam wra­że­nie, że jestem jed­nym z pasa­że­rów mar­no­traw­nych, a tu się oka­zu­je, że od lat robię pra­wie wszyst­ko z Two­jej listy! Może ewen­tu­al­nie bez nauki języ­ków, choć w cza­sie słu­cha­nia pio­se­nek znaj­du­ję ich tek­sty i tłu­ma­czę nie­zna­ne sło­wa, a cza­sem uczę się na pamięć, jeśli zoba­czę cie­ka­we kon­struk­cje. Chy­ba nie da się sie­dzieć i zupeł­nie nic nie robić, a nawet jeśli, to przy­naj­mniej moż­na doce­niać chwi­le w spo­ko­ju, po poran­nym pośpie­chu, albo cało­dzien­nym bie­ga­niu!

    • Dla­cze­go myśla­łaś więc, że mar­nu­jesz czas? ;p Ja cza­sem się dzi­wię ludziom, któ­rzy sie­dzą i patrzą na mnie w tym busie, albo cza­sem, gdy jadę z kimś słu­cha­ją o czym roz­ma­wiam. ;)

      • Judy­ta Pato­ka

        myślę, że głów­nie dla­te­go, że myśle­nie nie wią­że się z ruchem, czy­ta­nie to przy­jem­ność, a pro­duk­tyw­ność koja­rzy mi się bar­dziej z obo­wiąz­ka­mi i czymś naocz­nym. dla­te­go tym bar­dziej się cie­szę, że mogę ten czas spę­dzić pozor­nie ‘bez­pro­duk­tyw­nie’ robiąc rze­czy, któ­re są dla mnie przy­jem­no­ścią! :3
        o, i wła­śnie dla­te­go w auto­bu­sie lubię roz­ma­wiać o muzy­ce, książ­kach i fil­mach, bo mam nadzie­ję, że jeśli ktoś pod­słu­cha, to zapa­mię­ta i kie­dyś obej­rzy!

  • audio­bo­oki :)

  • Uwiel­biam roz­wią­zy­wać sudo­ku w auto­bu­sach! Uwiel­biam! Czę­sto też pla­nu­ję dzień, uczę się hisz­pań­skie­go i, nie­spo­dzian­ka, czy­tam. Cza­sem wręcz cze­kam na jaz­dę auto­bu­sem, bo to czas bez kom­pu­te­ra, w peł­ni dla mnie :)

    • Mam tak samo! Nie mogę się docze­kać jaz­dy busem, bo prze­cież będzie tak faj­nie. :D

  • Swo­im tek­stem przy­po­mnia­łaś mi, że już wie­ki temu mia­łam sobie ścią­gnąć apli­ka­cję do nauki hisz­pań­skie­go. :)

  • Maria

    Wg mnie obrym wyko­rzy­sta­niem cza­su jest w zale­zno­ści od prze­ko­nań modli­twa lub np. jakaś for­ma medy­ta­cji.

    • Masz rację, naj­lep­szą medy­ta­cję w moim życiu prze­ży­łam wła­śnie w busie. ;)

  • eV

    Faj­na lista. Mi dojaz­dy zaj­mo­wa­ły dobrych parę godzin dzien­nie, kie­dy cho­dzi­łam do liceum. Nie­ste­ty wte­dy jesz­cze nie było więk­szo­ści z rze­czy o któ­re teraz nie­trud­no — nie mia­łam smart­fo­na a biblio­te­ka była wiecz­nie zamknię­ta w godzi­nach w któ­rych nie mia­łam zajęć. Czas spę­dzo­ny w pocią­gu i auto­bu­sie prze­zna­cza­łam więc głów­nie na sen, a jak wyjąt­ko­wo nie chcia­ło mi się spać to na szki­co­wa­nie.

    • Pew­nie tro­chę trzę­sło. ;) Ja w liceum dojeż­dża­łam jakieś 15 minut, ale musia­łam cza­sem dłu­go cze­kać na auto­bus i wte­dy uczy­łam się słó­wek. ;)