fbpx

Chcę wszystko i wiecznie mi mało!

chcę wszystko

 

Powiedzieć, że łatwiej jest wymienić to, czego nie chcę niż to, co chcę, byłoby lekką przesadą ale ja naprawdę chcę wiele. Najgorsze jest chyba to, że to czego pragnę, w większości przypadków nie jest czymś materialnym. W sumie to nie jest najgorsze. Najgorszy jest strach przed tym, że zabraknie mi życia!

 

Zacznijmy chociaż od takich języków. Chciałabym mówić po niemiecku jak rodzimy obywatel tego kraju. Nie obchodzi mnie, że ktoś powie: „niemożliwe”. Nie ma rzeczy niemożliwych. Okej, tutaj jestem na dobrej drodze, bo w końcu studia zobowiązują. Ale! Chciałabym mówić po włosku, bo przecież jadę na Erasmusa, z drugiej strony hiszpańskiego używa więcej ludzi na świecie niż włoskiego. Oczywiście z tyłu głowy siedzi też angielski, ale kocham się we francuskim. Nie mogę jednak zacząć się go uczyć, bo byłoby to przesadą, szczególnie, że 2 lata poświęciłam na naukę szwedzkiego, więc wypadałoby go kontynuować. A od języków jeden krok do podróżowania…

 

Podróżować chciałabym często. Wiadomo, każdy ma obowiązki, mnie ograniczają akurat studia i nie byłoby to największym problemem, gdybym umiała się zdecydować, gdzie ja to bym pojechać chciała, bo chciałabym wszędzie. Bardzo chciałabym zobaczyć Hamburg, bo czuję, że polubię się z tym miastem, ale nie wiem, czy nie będę tam na przełomie listopada i grudnia, więc teraz rezygnuję. W sumie jest tak ciepło, pojechałabym do Norwegii, ale może jednak chcę się poopalać nad Morzem Śródziemnym? Włochy?  Jadę tam na Erasmusa, więc bezsensu. Hiszpania, czy Bałkany? A może by tak odłożyć tę kasę, dozbierać jeszcze trochę i wybrać się na inny kontynent. Np. do Stanów, albo Japonii. W Afryce też nie byłoby źle. Albo olać to wszystko i odłożyć kasę na Erasmusa?  Chciałabym być wszędzie. Serio. Ciężko mi jest określić miejsca, do których koniecznie chciałabym się udać, bo koniecznie, to chciałabym zwiedzić wszystko. Jak mogłabym tak wprost określić, czy bardziej pragnę ponownie zobaczyć wieżę Eiffla czy Statuę Wolności po raz pierwszy. Przecież nie można stwierdzić, które z tych miast jest lepsze! Po prostu chcę wszystko.

 

chcę wszystko

 

Chcę też uczyć się miliona rzeczy naraz. Oprócz języków, grafiki, fotografii, chcę zdobywać wiedzę na temat tworzenia i prowadzenia własnego biznesu. Poza tym chcę oczywiście mieć czas na czytanie wielu książek, rozwój duchowy, uprawianie sportu i naukę gotowania nowych potraw. Do tego chciałabym odkryć sens życia, swoje powołanie i przy okazji lekarstwo na raka.

 

Chcę tańczyć w deszczu i chcę leżeć na słońcu. Chcę czuć ekscytację i wenę, zadumę i patos. Chcę, żeby jeszcze częściej szkliły mi się oczy i chcę nigdy już nie płakać. Chcę zobaczyć gniew natury, chcę dotknąć chmur i odnaleźć koniec tęczy. Pragnę poczuć zwycięstwo, wyróżnienie, ale i bezosobowość tłumu. Chcę poznać nowe emocje, o których nie mam pojęcia, ale chcę też przypomnieć sobie uczucia, które znałam jako dziecko.

 

I nie jest też tak, że nic w tym kierunku nie robię. Tylko po prostu ilość moich pragnień czasem mnie przytłacza, bo wciąż chciałabym więcej i więcej! Mamma mia! Wiem, że powinnam się jakoś ogarnąć, poukładać swoje priorytety i wiecie, nawet tak robię. Skupiam się na tych rzeczach, które według rozsądnego myślenia są w tej chwili najlepszym rozwiązaniem, ale jednak uczucie „chcę więcej, chcę jeszcze” towarzyszy mi cały czas. Doszło już do tego, że naukę języków mam zaplanowaną do końca życia. Francuski dojdzie jakoś koło 30, a np. na emeryturze będę uczyć się łaciny. Zróbcie coś ze mną! Czekam na Wasze rady i pomoc! ;)

Do następnego czytania!

Ania

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk