fbpx

Dlaczego bezstresowe podejście do matury jest tak ważne na moim osobistym przykładzie. CZ. 2

dlaczegp nie warto się stresować

 

W sumie to nie wiem, kiedy dokładnie zaczęłam stresować się maturą. Zawsze było do niej dużo czasu. Była zawieszona w co prawda bliżej określonej, ale jednak przyszłości. Sądzę, że zaczęło się przed samymi egzaminami. Ale! Kto się wtedy nie stresuje? Jak tu nie stresować się maturą? Z perspektywy czasu widzę, że można było. 50% sukcesu przy walce ze stresem składa się z uświadomienia sobie, że ten stres jest. Z nazwania go po imieniu i próby przezwyciężenia go.

 

Pamiętacie swoją pierwszą kawę? Pierwsza kawa to taka inicjacja. Przecież tylko dorośli mogą pić kawę! Moją pierwszą wypiłam właśnie ucząc się do matury. Ależ miałam kopa! W końcu to pierwszy raz. Uczyło mi się świetnie, więc piłam jej więcej. Wtedy jedna, czarna po południu wystarczała.

 

Pierwszy egzamin, czyli podstawową maturę z języka polskiego zdawałam normalnie. W sumie to nie pamiętam, czy bardzo się stresowałam. Raczej podchodziłam do niej pewna siebie, gdyż przez 3 lata uczyłam się w klasie dziennikarskiej, w dodatku moja przyjaciółka miała w tym dniu urodziny, co też wprawiło mnie w dobry humor. Drugiej matury nie zdawałam już ze wszystkimi uczniami.

 

dlaczegp nie warto się stresować

 

Wróciłam wieczorem do domu, wzięłam kąpiel, a potem zemdlałam. (Dziwna logika ludzi, którzy mdleją: zgasiłam światło, bo uznałam, że i tak nie będę nic widzieć.) Szybko się ocknęłam. Nienawidzę tego uczucia, gdy przebudzam się z omdlenia i jeszcze nic nie widzę. Mam otwarte oczy, ale wszystko jest czarne. Z drugiej strony kocham ten chłód, który rozchodzi się wtedy po moim ciele. Myślałam, że zemdlałam z powodu zbyt gorącej kąpieli. Zaczęłam mieć mdłości i problemy żołądkowe. Tej nocy omdlałam jeszcze kilkanaście razy. To była najgorsza noc w moim życiu. Mdlałam w łazience i w łóżku. Nie umiałam przejść 10 metrów, bo już mdlałam. Obudziłam się rano osłabiona i odwodniona. Spałam tej nocy 2-3 godziny. To był dzień rozszerzonej matury z języka polskiego. Dlaczego akurat dzisiaj? Nie mogło mi się to zdarzyć chociaż dzień później? Wiedziałam już, że nie napiszę tej matury, że będę musiała w czerwcu (albo w lipcu, już nie pamiętam) jechać do Jaworzna, by pisać ją w dodatkowym terminie. Niby na lekcjach mówili nam o tym, co należy zrobić, jeśli w dniu matury dopadnie nas choroba, albo wydarzy nam się jakiś wypadek, ale tak jak wszyscy myślałam: mi się to nie przytrafi, mnie to nie dotyczy.

 

Rano pojechałyśmy do przychodni, a stamtąd prosto do szpitala. Tam czułam się już bezpiecznie. Podłączyli mnie do kroplówki, przyjechała Ola.

 

Początkowo nie wiedziałam, czy się czymś zatrułam, czy to był stres. Moja mama wciąż mi powtarzała, że za bardzo się przejmuję, że to na pewno wina stresu. Ja odpierałam jej zarzuty. Dwa lata później myślałam, że był to atak celiakii. Teraz wiem, że nie jestem uczulona na gluten. Tego dnia jadłam to co wszyscy domownicy. Dzisiaj z ręką na sercu mogę przyznać, że tak, to był stres. Nerwy, stres, zmęczony organizm.

 

dlaczego nie warto się stresoać

 

To drugi i ostatni wpis z tej serii. Bardzo chciałam pokazać Wam jak niebezpieczny potrafi być stres. On nie atakuje od razu, a kumuluje się w nas a jego skutki mogą być tragiczne.  Zwolnijcie, nie gońcie tak, nie przejmujcie się. Wiem, że to wymaga zmiany nastawienia do życia. Właściwie to szeregu zmian, ale lepiej, żeby przekonały Was do tego dwa wpisy jakiejś tam blogerki niż Wasze doświadczenia. Wystarczy, że ja już sprawdziłam na własnej skórze czym kończy się ignorowanie potrzeb własnego ciała.  Maturę napisałam w czerwcu i dostałam się na studia. Kolokwium, o którym pisałam we

też zdałam, tylko dwa tygodnie później i jestem już na 3 roku. Z perspektywy czasu widzę, że naprawdę nie warto niszczyć sobie zdrowia.

 

 

 

Podobno takie autentyczne historie najlepiej do nas przemawiają. Nie napisałabym tych tekstów po to, by się pożalić, a raczej ku przestrodze. Te dwie sytuacje, to właśnie przyczyny zmiany mojego nastawienia, to powody, które spowodowały, że zaczęłam pisać o studiach, czy nauce. Obiecuję, że to już na ostatni taki smutny wpis, teraz będę zarzucać Was tylko pozytywnymi myślami. ;) Ten wpis opublikował się automatycznie. Aktualnie jestem w Kopenhadze, a gdy wrócę podzielę się z Wami moimi odczuciami. Może nawet zabiorę Was na spacer jak po Łodzi? ;)

 

 

 

 

do następnego czytania!

 

 

 

Ania

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk