Ile kosztuje Erasmus i jak to zrobiłam, że jeszcze na nim zarobiłam.

Obiecałam Wam Q&A dotyczące wyjazdu na Erasmusa, jednak za każdym razem, gdy zaczynałam je pisać, nie potrafiłam upchnąć swoich wypowiedzi w krótkich akapitach i ten, jakże modny pomysł na Q&A zarzuciłam i postanowiłam odpowiedzieć na Wasze pytania w kilku wpisach. Na początku podkreślę, że ten post jest o tym, ile kosztuje Erasmus we Włoszech, a w dodatku południowych. Ci z Was, którzy wybierają się do Rzymu, Mediolanu bądź Florencji muszą liczyć się z wyższymi stawkami, bo południe jest z reguły tańsze. Ci natomiast, którzy wybierają się na Sycylię będą mogli wydać na Erasmusie mniej niż ja.

 

 

Ile kosztuje Erasmus?

 

 

1. Pierwsze koszta: czas i cierpliwość.

 

 

Nim przejdę do pieniędzy, to może powiem tylko, że Erasmus kosztuje też trochę czasu i cierpliwości. Zaraz po przyjeździe na Erasmusa przygotowałam listę rzeczy do zrobienia przed wyjazdem i wrzuciłam ją na bloga. Korzystając z niej możecie zaoszczędzić duuuużo z powyższych, bo naprawdę nie jest to takie straszne jak mówią! Na szczęście cała inicjatywa jest zupełnie darmowa. Nie ma żadnych opłat wstępnych ani składek. Biura Erasmusa pomagają nam też zupełnie za free, dlatego kochajcie cierpliwość swoich Pań z biura. Ja po polskiej stronie trafiłam na świetnych ludzi. Po włoskiej trafiłam na Włochów. Też świetnych, ale jednak Włochów. Co kosztowało mnie odrobinę owej cierpliwości.

 

 

2. Bilet.

 

Gdy już przebrnąłeś przez formalności czas na zakup biletu. Mój kosztował zaledwie 79 PLN plus 140 PLN za bagaż. Leciałam oczywiście Wizzairem do Neapolu, no bo czym innym ma lecieć student na Erasmusa. Bilet zarezerwowałam 2 miesiące wcześniej stąd też ta cena. Może się tak zdarzyć, że Twój bilet podejdzie i pod 800 złotych. Najlepiej zapłacić za niego wcześniej i nie pomniejszać sobie kwoty dostępnej na Erasmusie o jego koszt. Przed wyjazdem jest dużo czasu na oszczędzanie!

 

 

Po przylocie mieszkaliśmy 3 dni w hotelu. Wiem, że to dość nietypowe, bo zazwyczaj Erasmusi wyszukują sobie mieszkania wcześniej, jednak w Salerno wygląda to tak, że podobno nie warto ufać Włochom i organizacje takie jak AEGEE i ESN pomagają znaleźć Ci mieszkanie na początku Twojego pobytu.

 

 

ile kosztuje erasmus

Mój widok z okna każdego dnia! <3

 

 

3. Planer wydatków.

 

 

Już w mieszkaniu zajęliśmy się przygotowaniem plannera wydatków. I gorąco polecam zrobić to każdemu wyjeżdżającemu na Erasmusa! Wygląda to tak:

  1. Liczysz, ile łącznie pieniędzy na miesiąc masz do wydania.
  2. Odejmujesz od tego koszt mieszkania.
  3. Odejmujesz od tego koszt biletu miesięcznego.
  4. Odejmujesz inne koszta, które wiesz, że będziesz płacić co miesiąc.
  5. Dzielisz to, co Ci zostało przez ilość miesięcy, które spędzisz na Erasmusie.
  6. Dzielisz to przez 30 i już wiesz, ile pieniędzy możesz wydać na dzień.

 

 

Jeżeli wiesz, że Twoje stypendium będzie niskie, to dobrze byłoby takie przybliżone obliczenia zrobić przed wyjazdem. Będziesz wtedy wiedział, ile własnych oszczędności musisz uzbierać, by dobrze bawić się na Erasmusie. Możesz też pracować na miejscu. Wielu studentów tak robi.

 

 

4. Czy za kwotę dofinansowania można się utrzymać?

 

 

Różnie to bywa. Ja mogłam to zrobić. Wiem, że kiedyś dofinansowania do wyjazdów były dużo niższe. Teraz jadąc do Włoch otrzymujemy 500 euro oraz dodatkowe 200, jeżeli pobieramy stypendium socjalne. Ja miałam jednak swoje oszczędności, które zbierałam przez cały wcześniejszy semestr. Mimo tego, że bardzo dużo podróżowałam i nie jadłam jak typowy student udało mi się na Erasmusie nawet zaoszczędzić! Moje szczęście wynikało też z tego, że mieszkałam w jednym pokoju z O. więc mieszkanie wychodziło nas 190 euro na głowę. To bardzo mało. Pojedyncze pokoje kosztowały w Salerno od 200 do 300 euro. To, że jeszcze zarobiłam na Erasmusie stało się zupełnie przez przypadek. Po prostu podczas pobytu w Salerno spływały do mnie środki w złotówkach np. ze stypendium, których nie wydawałam i tak uzbierały się oszczędności. Ciekawe, czy powtórzę to na następnym Erasmusie. ;)

Inne wydatki:

  • internet: 4 euro/miesiąc
  • kaucja 190 euro (zwrotna)
  • media: prąd i gaz 40 euro/ 3 mies.
  • śmieci i woda 200 euro/os/5 miesięcy – płatne z góry
  • imprezy: 10 euro/ impreza
  • bilet miesięczny: 27,5 euro/ miesiąc

jedzenie: 80 euro/tydzień (dla dwóch) ale da się taniej! My nie jedliśmy praktycznie chleba. Nasze śniadania to same owoce. Obiady – warzywa. Wiadomo, że takie odżywianie jest ciut droższe.

  • chleb o,20-0,30€ / mały bochenek
  • Makaron – 0.60€/ paczka 500gr.
  • ryż – o,69 €/ 0,5 kg
  • passata pomidorowa 0,60€/ litr
  • oliwa z oliwek extra virgin 3,5 – 7€/ litr
  • mleko 0,80€/ litr
  • mozzarella z mleka bawoła – 3,15 €/ 250 gr.
  • płatki owsiane 2 €/ 500 gr (ale bywało i tak, że zapłaciłam 4 euro.)
  • banany – 1€/ kg na targu!
  • truskawki 2€/ 250 gr
  • pomarańcze 1€/ kg
  • cytryny 1,5€/ kg
  • pomidory 1-2 €/kg

Ale już np. produkty bezglutenowe czy bez laktozy są dużo droższe:

  • mleko ryżowe – 2,30 €
  • mleko sojowe – 2 €
  • makaron bezglutenowy 2,5 €/250 gr
  • mąka bezglutenowa – 3 €/ 0,5 kg
  • mąka ryżowa 2 €/ o,5 kg
  • 4 hamburgery wegańskie – 4 €

ile kosztuje erasmus

 

 

5. Ile powinno kosztować jedzenie w knajpach (tzn. ceny nie pod turystów):

 

 

  • margherita – 3-6 € – Jak kosztuje 7-10 to zdzierstwo. ;D
  • lody – 1,5 – 2,5 € za dwie „gałki” inna porcja się dla mnie nie liczy.
  • spaghetti – 5-8 €
  • panini (czyli włoski fast food) – 2,5-3,5 €
  • sałatki 6-12 € w zależności od składu
  • espresso – 0,90 – 1,20 €
  • cappucino – 1 – 2 €
  • caffe latte – 1,50 -2 €
  • croissant – 0,8 – 1,2 €
  • muffin 1,5 – 2
  • słodkości ogólnie 1 -3 €

 

 

To tyle z najważniejszych produktów. Teraz żałuję, że nie napisałam tego tekstu od razu po powrocie, bo wielu cen już nie pamiętam. Chociaż w sumie mogę je uzupełnić podczas mojego drugiego pobytu w Salerno!

 

 

6. Koszt podróżowania

 

 

Nie prowadziłam osobnego budżetu poświęconego podróżom, dlatego opiszę, jak to robiłam. Zaraz po przyjeździe wyszukałam fajne oferty przelotów na Sycylię i Maltę. Zarezerwowałam je jakoś w połowie lutego, a w kwietniu i maju lecieliśmy. Rezerwowałam noclegi tylko na AIRBNB. Dawno już nie spałam inaczej, bo tak jest po prostu najtaniej i najciekawiej. Rejestrując się z mojego linka macie 20 jurków na pierwszą podróż, pamiętacie? ;) Gdy trafiła się okazja biletów do Rzymu za 25 centów nie wahałam się ani chwili! Korzystałam właśnie z takich promocji. Zwiedzałam okolicę podczas wycieczek organizowanych przez ESN i wypytywałam Włochów o najtańsze opcje zwiedzania. Nie jeździłam jednak na wycieczki, które były organizowane w dalsze tereny Włoch, bo były one po prostu drogie i w dodatku polegały głównie na piciu alkoholu. Np. wycieczka do Wenecji kosztowała 260 euro, a ja za tę kwotę zrobiłam tour po całej Italii. Kierowałam się moimi zasadami taniego podróżowania.

 

 

ile kosztuje erasmus

 

 

Długi wyszedł ten wpis, ale to przez te wszystkie wyliczenia. Mam nadzieje, że pomoże to osobom wybierającym się na Erasmusa, a szczególnie tym, które jadą do Włoch, w określeniu budżetu i rozeznaniu się. Jeżeli o czymś zapomniałam, to śmiało pytajcie w komentarzach. Możecie zadawać też inne pytania związane z wyjazdem, odpowiem w kolejnych wpisach. Erasmus może kosztować dużo, jeżeli nie potrafimy kontrolować swoich wydatków. Można zrobić to jednak sprytnie i jeszcze na tym zyskać. Nie zawsze jest to jednak możliwe, dlatego przed wyjazdem dobrze jest obliczyć sobie średni dzienny budżet, a potem po prostu dozbierać na niego.

 

 

Do następnego czytania!

Ania

 

 

  • Patrycja Bonczewska

    Świetna przygoda!

  • Patrycja

    WOW sama byłam na Erasmusie ,ale mój to kompletnie inaczej wyglądał; o Gdy byłam w 3 klasie technikum musiałam zdać test z angielskiego i zawodowego oraz rozmowę po angielsku ,a kiedy się dostałam uczyliśmy się hiszpańskiego . Mój Erasmus trwał miesiąc tylko lecz udało się pojechać kiedy jest najpiękniejsza pogoda. Wpłata własna u mnie wyglądała tak ,że musiałam sobie kupić jakieś kieszonkowe , ubrania i wiadomo chemię ,a tak wszystko ,ale wszystko( jedzenie, bilet , ubezpieczenie czy kartę na autobusy) już dostaliśmy. Oczywiście w ciągu miesiąca miałam 4 wycieczki (nawet do Gibraltaru- gorąco polecam bo zakochałam się w tym miejscu). Trochę się zdziwiłam ,że są różne formy tego samego programu.

    Polecam serdecznie <3

    • Patrycja

      I zapomniałam ,że także dostawałam kieszonkowe co tydzień po 50 euro tylko.

    • Tak, duuuużo się pozmieniało z Erasmusem. Tylko nie wiedziałam, że już w technikum trzeba było się rekrutować! Jak to możliwe? Przecież nie byłaś jeszcze studentką żadnej uczelni. Nigdy nie słyszałam o tej formie programu Erasmus, na pewno to nie był inny program? :)

  • Malwina

    Dwa tygodnie temu zaczęłam swojego Erasmusa – co prawda ” tylko” na Słowacji. Mam aparat ortodontyczy i po poprostu nie byłoby mnie stac na latanie do domu co 2 miesiące. A zawsze marzyłam o Hiszpanii…
    Do tego praktycznie wszystkie przedmioty mam po słowacku i mieszkam z polkami, więc zamiast uczyc się angielskiego poprawie tylko słowacki :D

  • Zacznę od tego, że Erasmus to była jedna z najlepszych decyzji na studiach i każdemu polecam, nawet jeśli ma się takie przygody jak ja po przyjeździe do Polski. Właśnie cierpliwość była mi najbardziej potrzebna po powrocie do Polski, bo pani koordynator Erasmusa z dziekanatu miała focha na cały świat i była lekko roztrzepana. W sumie może to wina mojego wydziału, bo mój chłopak nie miał takich przygód u siebie na uczelni (ale też fakt, że on nie studiował w Polsce). Mogłoby się wydawać, że Erasmus w Niemczech będzie drogi i będę do niego dopłacać, ale nie. No dobrze, nie chodziłam na słynne erasmusowe imprezy, a na imprezy w klubach alternatywnych za wejście po 5 euro. Ale nie dość, że pozwiedzałam (wypad do Porto), parę epickich koncertów (Snow Patrol, Bob Dylan etc), kupiłam rower, który mi potem zaiwanili spod akademika, to jeszcze mi coś zostało. Także teraz każdemu, w tym moim studentom polecam wyjazd na Erasmusa.

    • O proszę! No to nieźle, widzę, że nie jestem wyjątkiem w tej kwestii. U mnie na wydziale wszystkie sprawy załatwiało się super, więc po prostu miałaś pecha. :(

  • Nie wiem, jak to wygląda we Włoszech, ale sama będąc na Erasmusie w Walencji korzystałam na całego z sieci rowerków miejskich. To koszt ok 28euro za cały rok(!), zupełnie przestałam się martwić biletami miesięcznymi :) Jasne, nie zawsze było to najlepsze rozwiązanie, zwłaszcza, jak padał deszcz, a na mojej stacji nie było wolnego miejsca… ale ! pocieszam się, że może to dzięki Walenbici do Polski nie wróciłam z kolejnymi kilogramami nadwagi :D

  • msygidus

    rany dziewczyno, uwielbiam Twojego bloga. Co prawda studentką zostanę dopiero za parę dni, ale Twoje wpisy są mi jakoś zawsze bliskie i rozwiewają wiele moich wątpliwości. czasem gdy mam zły dzień klikam >rozwój osobisty i dream mode on :P

    dzięki, że jesteś i piszesz.

    • Dziękuję, że to napisałaś. W większości przypadków widzę tylko liczby, które zaglądają na bloga, a Ty jesteś prawdziwa. Dziękuję.

  • Przedsiębiorcza Ania! <3 Super :)

  • Ja w trakcie erasmusa pracowałam – przez pół roku byłam au pair, ostatnie miesiące taką mieszkającą w domu – więc zarobiłam naprawdę sporo. Ale byłam też we Francji, gdzie było dużo ulg i dopłat dla zagranicznych studentów (co pomagało równoważyć wysokie ceny).

    • Ooo, ale czadowo Ci się udało! Nie musiałaś ponosić kosztów za mieszkanie i do tego jeszcze doszły dofinansowania. Widzę, ze dobra z Ciebie bizneswomen :D

  • Łał, wszystko najważniejsze w jednym wpisie – suuuper! :)

  • Fajne podsumowanie. Powiem Ci, że dopiero mam pełniejsze porównanie jakie koszty czekają na mnie. Sama lecę na Erasmusa w styczniu ale koszty już mnie przerażają więc powoli odkładam kasę. No cóż w Sztokholmie sam bilet miesięczny to wydatek rzędu 800 koron (400 zł!) a cena wynajęcia pokoju to 1500 zł.

    • Wiem! Skandynawia jest bardzo droga, to zupełnie inna bajka niż reszta Europy. A dofinansowanie też 500 euro?

      • Tak, dokładnie.

        • Lipka. :( No nic, pozostaje mi tylko życzyć udanej zabawy na Erasmusie. :D

          • Dziękuję :*

            • Nats

              Ja jestem w Sztokholmie, przyjechalam jako Erasmus, ale zostalam na dobre :). Bilet miesieczny ze znizka studencka to 560 SEK, pokoj w akademiku 4000 SEK. Czyli akurat dofinansowanie Erasmusa, ktore dostalam starczylo mi dokladnie na oplacenie czynszu za caly rok plus moze 200 euro ekstra. Niestety, rodzice musieli mi przesylac tyle samo pieniedzy ile przesylali w Polsce, zebym mogla sie normalnie odzywiac czy gdzies wyjsc. Niemniej jednak zostalam, Sztokholm jest nieziemski, mam nadzieje,ze Twoja przygoda na Erasmusie tutaj,bedzie tak super a moze nawet lepsza niz moja! Wszystkiego dobrego!!

  • May

    Idealnie trafiłaś z tekstem! We wtorek wyruszam na podbój Italii właśnie :) Akurat włoskie ceny mniej-więcej znam, ale zainspirowałaś mnie to zrobienia dokładnego planu wydatków. Jeszcze nie wiem co prawda, ile będę oddawać siostrze za jedzenie i rachunki, ale pozostałe koszta mogę policzyć :)
    Możesz powiedzieć coś na temat rowerów miejskich we Włoszech? A może orientujesz się, w jakiej kwocie można kupić karnet na siłownię tak z grubsza? Wiem, że ceny w zależności od regionu i promocji będą się różnić, ale nawet kwoty bardzo „około” mnie usatysfakcjonują :)

    • U mnie na uczelni można było się zapisać na taki „karnet” i to kosztowało 20 euro miesięcznie, wcześniej trzeba było zrobić jakieś badania za 40 euro. O siłowni w Salerno nie słyszałam, bo samo spacerowanie po tak pagórkowatym terenie jest jak trening. ;D Rowery są w dużych miastach, ale cen niestety nie znam, :(

  • eV

    Ahh, pojechalabym… Tylko że co zrobić z rzeczami posiadanymi w Polsce? U mnie nie zmieściłyby się w największym bagażu w samolocie. Raczej musiałabym zafundować sobie wynajem ciężarówki, co w przypadku tylko roku czy pół roku Erasmusa mogłoby być skrajnie nieopłacalne.

    • Można sprzedać, oddać, poprosić kogoś o przechowanie części? O ile nie jedziesz do środka dżungli, to wszystko da się kupić na miejscu. W każdym większym mieście jest pchli targ, albo nawet ikea. Są sklepy ze wszystkim. Da się to tanio załatwić. A najlepiej wynająć mieszkanie z wyposażeniem ;) A do życia na Erasmusie przez pół roku wcale nie potrzeba dwóch szaf ubrań, kompletu 12szt talerzy i sokowirówki ;)

      • eV

        Zgłaszasz się na ochotnika na przechowanie zawartości średniej wielkości mieszkania? Jasne, że te rzeczy nie byłyby mi potrzebne tam, ale z powodu Erasmusa nie chciałabym się pozbyć absolutnie wszystkiego za wyjątkiem kilku koszulek i dwóch par spodni. Rozumiem modę na minimalizm ale ja jednak lubię książki, lubię pamiątki i lubię mieć kupę ubrań z lumpeksu, tak aby na każdą porę i każda okazję cokolwiek było. Naprawdę sprzedałabyś wszystko co posiadasz tylko po to aby wyjechać na rok czy nawet pół roku? Co innego wyprowadzać się na stałe, wtedy oczywiście dobrze jest się pozbyć jak największej liczby przedmiotów.

        • Można zostawić je w mieszkaniu i poprosić kogoś, żeby doglądał. ;D Chyba, że to wynajmowane mieszkanie, to lepiej zostawić rzeczy u rodziny czy znajomych. A jeżeli chodzi tu o większe gabaryty np. jakieś meble, to ludzie często wynajmują garaże, za 200-300 PLN można tam składować. :)

        • Ja właśnie nie mam zbyt wielu rzeczy i nie przywiązuję się, więc na pewno łatwiej mi niż Tobie tak po prostu wyjechać. Ale powiem szczerze, że takiego życia nauczyły mnie ciągłe wyjazdy. Biorę ze sobą najważniejsze rzeczy, kilka koszulek, ręcznik z mikrofibry, maksymalnie dwie pary spodni, jakąś spódnicę czy sukienkę, coś na wierzch, bieliznę na kilka dni i minimum kosmetyków (mini wersje jeśli jadę na kilka-kilkanaście dni albo kupuję na miejscu pełnowymiarowe jeśli jadę na dłużej niż 2 tygodnie). Spokojnie mieszczę się w kabinówkę, na weekend biorę zwykle szkolny plecak albo pakuję rzeczy do normalnej torebki. Sporadycznie zabieram większą walizkę niż kabinówka. I kiedy się przeprowadzałam ostatnio miałam ze sobą dwie walizki i karton z książkami. Kiedyś gromadziłam książki, dziś uważam, że to średnio opłacalne ekonomicznie. Zostawiłam tylko te, do których wracam, czyli kilka sztuk. Resztę (wy)pożyczam, korzystam z wymian i wędrujących książek. Gdybym wyprowadzała się na rok czy pół wzięłabym tyle, ile się zmieści w walizce do luku bagażowego (tylko ciuchy, buty, kosmetyki i laptop, może ulubiony kubek i czytnik), a resztę kupiła na miejscu. Zdziwiłabyś się w takiej chwili jak mało do życia jest człowiekowi potrzebne :) Ja się zdziwiłam, że da się żyć pół roku w akademiku mając jeden: garnek, patelnię, talerz, kubek, miseczkę i zestaw sztućców. Bez cedzaka, szklanki, tarki albo tłuczka do mięsa :)

  • claudia

    Raczej koszty , nie koszta :)