fbpx

Jak mam uczyć się języka, którego kurna nie lubię?!

jak mam uczyć się języka, którego nie lubię

 

Poszłam do podstawówki z językiem wiodącym niemieckim. Nie było w tym nic dziwnego. Dla mnie. Poszłam do gimnazjum. Wiele dzieci znało wtedy trochę angielskiego, co sprawiło, że i ja zechciałam go poznać i moi rodzice również tego pragnęli. I tak rzucałam się między kursami. Podczas takowych mało kto chciał uczyć dziewczynkę od początku, bo przecież coś tam z wcześniejszych zajęć już potrafiła. Jednego kursu nie ukończyłam, bo Pani uznała, że będzie się z nami bawić przez 60 minut w mafię. Po polsku. Drugi kurs przerwał prowadzący. Szkoła nie potrafiła zdecydować się na jednego nauczyciela. Aż w ostatniej klasie gimnazjum znałam perfekcyjnie… nazwy zwierząt i kolorów, bo przecież to przerabia każdy nowy belfer, w każdym kolejnym półroczu. Kiedy ta dziewczyna uznała, że chciałaby się w końcu czegoś nauczyć, nieśmiało zapytała o znaczenie jednego, małego słowa: just. I od tamtego dnia nienawidziła angielskiego całym sercem, a śmiech nauczycielki brzęczy jej w uszach po dziś dzień. Studiuje więc germanistykę i amen?

 

 

Nie lubię języka bo:

 

 

1. Mam problem: Czuję barierę językową.

 

 

No nie amen, bo tak się składa, że odbiło jej i postanowiła wyjechać na Erasmusa. No a to nie wypada tak tylko z Niemcami siedzieć i do innych gęby nie otworzyć. To się tak nawet nie da. Zatem uznała, że się z tego angielskiego doszkoli. Bo przez to pałanie nienawiścią ogrooomna bariera językowa się we niej wykształciła. Od angielskiego nie da się uciec, więc jego poziom gdzieś tam się polepszał. To był taki udawany angielski, jak loki z prostownicy, ale był. Znalazła korepetytorkę i powiedziała jej: Masz mnie nauczyć mówić. A ona, że spoko. I tak też się stało. Przez pół roku spotykały się na Skypie i rozmawiały m.in. o prawie przyciągania. Dziewczyna, czyli jak już się domyślacie ja, trochę bała się każdych zajęć. Najbardziej bała się pierwszych, podczas których musiała opisać obrazek. Tragedia, co nie? Obrazek!

 

 

Aż nie chce mi się tego wspominać. Postanowiłam obdarzyć moją nauczycielkę ogromnym zaufaniem i powoli pokonywałam z nią barierę językową. I jeżeli takiej również doświadczasz, to szczerze powiem Ci, że to jest najlepszy sposób na jej złamanie. Wyjazdy za granicę też są fajne, ale powiedzmy sobie szczerze, ile ma się tam okazji do rozmowy? To zamawianie jedzenie nie jest jakimś szaleństwem, a na konwersację z obcokrajowcem się nie odważysz, bo przecież bariera… Moim zdaniem to jedyna opcja, żeby poszukać osoby, najlepiej w podobnym wieku, powiedzieć jej: Ej, ja chcę tylko gadać, a później zacząć regularne konwersacje. Zainwestuj ostatnie zaskórniaki, a nie pożałujesz. Satysfakcja z posługiwania się obcym językiem – bezcenna.

 

 

Pokonanie bariery językowej u większości osób będzie momentem, w którym polubią dany język. Powiedzmy sobie szczerze, że nie lubimy uczyć się jakiegoś języka, bo nam to nie wychodzi, bo go nie umiem. Jak się jednak nauczymy i w dodatku zaczniemy się tym językiem sprawnie posługiwać, to nagle okazuje się, że to całkiem spoko język jest. Jeżeli masz ochotę popracować przez 7 dni w te wakacje nad swoim językiem, to weź udział w Wakacyjnym Wyzwaniu Językowym. Zajmiemy się naszymi językowymi słabostkami, by w końcu sprawnie używać języka. :) Zapisy poniżej!

 

 


 

 


jak mam uczyć się języka, którego nie lubię

Zdjęcia wykonałam w Salerno. Pińć minut łod mieszkania. <3

 

 

2. Problem: Nie potrafię mówić z akcentem.

 

 

Rozwiązanie: Ten temat poruszyłam w mailingu do Wakacyjnego Wyzwania Językowe, ale wyjaśnię to pokrótce jeszcze raz, bo nie wszyscy biorą udział w wyzwaniu. Nie wiem, dlaczego, ale w naszym kraju strasznym stresem i nerwami otoczona jest sprawa wymowy w obcych językach. Ludzie! Słyszeliście kiedyś Hiszpana, Włocha albo Francuza mówiącego po angielsku? Iz it a jołk? Aj ejt ju. To autentyczne przykłady. I ci ludzie, szczególnie z południa podchodzą dużo mniej krytycznie do swojego angielskiego niż Polacy. Uczysz się języka, więc powinieneś być dumny z tego, co osiągasz. A nie tylko krytykować swój akcent. Każdy ma akcent, w Anglii i w Niemczech są różne akcenty. Zaakceptowanie faktu, że masz inaczej rozwinięty aparat mowy jest pierwszym krokiem do tego, by zaakceptować swój akcent. Możesz oglądać filmiki na YT z poprawną wymową i ulepszać swoje umiejętności, ale najpierw przyjmij do siebie, że to zupełnie normalne mówić z akcentem. Mieć problemy z wymową też. Uczysz się języka, starasz się i dlatego masz przewagę nad krytykantami. Jeżeli nie lubisz języka, bo nie potrafisz perfekcyjnie go wypowiadać, to jedyną drogą jest zaakceptowanie tego i spokojne ćwiczenia.

 

 

3. Problem: Nie podoba mi się ten język./Nie przepadam za tym narodem.

 

 

Rozwiązanie: To jest dość poważny problem. Jeżeli musisz uczyć się jakiegoś języka, a ten wcale Ci się nie podoba, to nie jest kolorowo. Myślę teraz o hiszpańskim, którego brzmienia nie toleruję. Spowodowane to jest rokiem życia z Hiszpanami, patrzeniem na te dorosłe dzieci i słuchaniem przy tym ich irytujących wrzasków i tańców godowych. Gdybym więc miała teraz uczyć się tego znienawidzonego języka, to zaczęłabym od znalezienia w nim jakichś plusów. Takim plusem może być nauczenie się piosenki Despacito, żeby szpanować na imprezie. Albo Makareny. To byłyby moje pierwsze kroki, żeby się do tego języka przekonać. Gdyby to nie wystarczyło (chociaż kurna, jak znajomość Makareny może nie wystarczyć?!), to zajęłabym się nauką z tekstów i książek, by do pewnego momentu nie słuchaćjęzyka. Zapewne poświęciłabym też czas w zagłębienie się w kulturę Hiszpanii i zaplanowała podróż! Może uczyłabym się meksykańskiej wersji tego języka? Trzeba próbować różnych rzeczy, bo nic nie robiąc, nic się nie zmieni.

 

 

4. Problem: Nie lubię nauczycielki/nauczyciela.

 

 

Rozwiązanie: Przecież od tego się u mnie zaczęło. Nie lubiłam nauczycielki angielskiego, bo wyśmiewała się ze mnie i moich koleżanek, gdy czegoś nie rozumiałyśmy. Kobieta skończyła studia i miała bekę z 14-latek. W ten sposób zniechęciłam się też do matematyki, czego trochę żałuję, chociaż w sumie, nie wiadomo, gdzie bym teraz była, gdybym rozwijała się w tym kierunku. Ważne jest by oddzielić nauczyciela od przedmiotu i nie łączyć ich w głowie ze sobą. Bo nauczyciel się zmieni a niesmak pozostanie. W tym przypadku polecałabym zapisanie się na kurs, czytanie w tym języku, słuchanie muzyki, by złapać jak najwięcej konotacji z językiem, które nie będą związane z lekcją. Tak, by dany język nie kojarzył się tylko z konkretnym belfrem. Oczywiście będzie to wymagać poświęcenia, bo w końcu nie lubisz uczyć się tego języka, ale podobnie jak w przypadku powyżej, jeżeli nie zrobisz nic, to nic się nie zmieni.

 

 

jak mam uczyć się języka, którego nie lubię

 

 

5. Problem: Nie rozumiem  gramatyki.

 

 

Rozwiązanie: A musisz? Jak tak, to poproś kogoś o wytłumaczenie jej. Mówimy, że czegoś nie rozumiemy, a nie poświeciliśmy nawet chwili na to, żeby się temu przyjrzeć. Tych chwil potrzebujesz. Samotnie analizując przykłady, a gdy już naprawdę nie potrafisz, to z kolegą lub korepetytorem. A jeśli nie musisz, to się jej nie ucz. To, czego potrzebujesz do swobodnej komunikacji na pewno nie jest trudne. A jak nie ogarniasz trybów przypuszczających w angielskim, to piąteczka! Potrzebowałam ich z 2 razy na Erasmusie i po prostu zaznaczyłam, że: Ej chcę powiedzieć coś w trybie przypuszczającym, ale nie wiem jak to zrobić, to powiem normalnie, ale Wy wiecie, o co mi chodzi.

 

Swobodne posługiwanie się językiem nie oznacza wcale znajomości tego języka. Zapamiętaj to sobie.

 

 

A tak na zakończenie powiem, że jeżeli nie lubisz jakiegoś języka, to olej go i zostań zawodowym przytulaczem pand. Myślę, że do tego może być potrzebny jakiś azjatycki język, ale to tylko na chwilę, bo pandom będzie to zupełnie obojętne, w jakim języku je miziasz.

 

Daj lajka za pandę!

Do następnego czytania!

Ania

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk