Jak mam uczyć się języka, którego kurna nie lubię?!

 

Poszłam do podstawówki z językiem wiodącym niemieckim. Nie było w tym nic dziwnego. Dla mnie. Poszłam do gimnazjum. Wiele dzieci znało wtedy trochę angielskiego, co sprawiło, że i ja zechciałam go poznać i moi rodzice również tego pragnęli. I tak rzucałam się między kursami. Podczas takowych mało kto chciał uczyć dziewczynkę od początku, bo przecież coś tam z wcześniejszych zajęć już potrafiła. Jednego kursu nie ukończyłam, bo Pani uznała, że będzie się z nami bawić przez 60 minut w mafię. Po polsku. Drugi kurs przerwał prowadzący. Szkoła nie potrafiła zdecydować się na jednego nauczyciela. Aż w ostatniej klasie gimnazjum znałam perfekcyjnie… nazwy zwierząt i kolorów, bo przecież to przerabia każdy nowy belfer, w każdym kolejnym półroczu. Kiedy ta dziewczyna uznała, że chciałaby się w końcu czegoś nauczyć, nieśmiało zapytała o znaczenie jednego, małego słowa: just. I od tamtego dnia nienawidziła angielskiego całym sercem, a śmiech nauczycielki brzęczy jej w uszach po dziś dzień. Studiuje więc germanistykę i amen?

 

 

Nie lubię języka bo:

 

 

1. Mam problem: Czuję barierę językową.

 

 

No nie amen, bo tak się składa, że odbiło jej i postanowiła wyjechać na Erasmusa. No a to nie wypada tak tylko z Niemcami siedzieć i do innych gęby nie otworzyć. To się tak nawet nie da. Zatem uznała, że się z tego angielskiego doszkoli. Bo przez to pałanie nienawiścią ogrooomna bariera językowa się we niej wykształciła. Od angielskiego nie da się uciec, więc jego poziom gdzieś tam się polepszał. To był taki udawany angielski, jak loki z prostownicy, ale był. Znalazła korepetytorkę i powiedziała jej: Masz mnie nauczyć mówić. A ona, że spoko. I tak też się stało. Przez pół roku spotykały się na Skypie i rozmawiały m.in. o prawie przyciągania. Dziewczyna, czyli jak już się domyślacie ja, trochę bała się każdych zajęć. Najbardziej bała się pierwszych, podczas których musiała opisać obrazek. Tragedia, co nie? Obrazek!

 

 

Aż nie chce mi się tego wspominać. Postanowiłam obdarzyć moją nauczycielkę ogromnym zaufaniem i powoli pokonywałam z nią barierę językową. I jeżeli takiej również doświadczasz, to szczerze powiem Ci, że to jest najlepszy sposób na jej złamanie. Wyjazdy za granicę też są fajne, ale powiedzmy sobie szczerze, ile ma się tam okazji do rozmowy? To zamawianie jedzenie nie jest jakimś szaleństwem, a na konwersację z obcokrajowcem się nie odważysz, bo przecież bariera… Moim zdaniem to jedyna opcja, żeby poszukać osoby, najlepiej w podobnym wieku, powiedzieć jej: Ej, ja chcę tylko gadać, a później zacząć regularne konwersacje. Zainwestuj ostatnie zaskórniaki, a nie pożałujesz. Satysfakcja z posługiwania się obcym językiem – bezcenna.

 

 

Pokonanie bariery językowej u większości osób będzie momentem, w którym polubią dany język. Powiedzmy sobie szczerze, że nie lubimy uczyć się jakiegoś języka, bo nam to nie wychodzi, bo go nie umiem. Jak się jednak nauczymy i w dodatku zaczniemy się tym językiem sprawnie posługiwać, to nagle okazuje się, że to całkiem spoko język jest.

 

 

jak mam uczyć się języka, którego nie lubię

Zdjęcia wykonałam w Salerno. Pińć minut łod mieszkania. <3

 

 

2. Problem: Nie potrafię mówić z akcentem.

 

 

Rozwiązanie: Ten temat poruszyłam w mailingu do Wakacyjnego Wyzwania Językowe, ale wyjaśnię to pokrótce jeszcze raz, bo nie wszyscy biorą udział w wyzwaniu. Nie wiem, dlaczego, ale w naszym kraju strasznym stresem i nerwami otoczona jest sprawa wymowy w obcych językach. Ludzie! Słyszeliście kiedyś Hiszpana, Włocha albo Francuza mówiącego po angielsku? Iz it a jołk? Aj ejt ju. To autentyczne przykłady. I ci ludzie, szczególnie z południa podchodzą dużo mniej krytycznie do swojego angielskiego niż Polacy. Uczysz się języka, więc powinieneś być dumny z tego, co osiągasz. A nie tylko krytykować swój akcent. Każdy ma akcent, w Anglii i w Niemczech są różne akcenty. Zaakceptowanie faktu, że masz inaczej rozwinięty aparat mowy jest pierwszym krokiem do tego, by zaakceptować swój akcent. Możesz oglądać filmiki na YT z poprawną wymową i ulepszać swoje umiejętności, ale najpierw przyjmij do siebie, że to zupełnie normalne mówić z akcentem. Mieć problemy z wymową też. Uczysz się języka, starasz się i dlatego masz przewagę nad krytykantami. Jeżeli nie lubisz języka, bo nie potrafisz perfekcyjnie go wypowiadać, to jedyną drogą jest zaakceptowanie tego i spokojne ćwiczenia.

 

 

3. Problem: Nie podoba mi się ten język./Nie przepadam za tym narodem.

 

 

Rozwiązanie: To jest dość poważny problem. Jeżeli musisz uczyć się jakiegoś języka, a ten wcale Ci się nie podoba, to nie jest kolorowo. Myślę teraz o hiszpańskim, którego brzmienia nie toleruję. Spowodowane to jest rokiem życia z Hiszpanami, patrzeniem na te dorosłe dzieci i słuchaniem przy tym ich irytujących wrzasków i tańców godowych. Gdybym więc miała teraz uczyć się tego znienawidzonego języka, to zaczęłabym od znalezienia w nim jakichś plusów. Takim plusem może być nauczenie się piosenki Despacito, żeby szpanować na imprezie. Albo Makareny. To byłyby moje pierwsze kroki, żeby się do tego języka przekonać. Gdyby to nie wystarczyło (chociaż kurna, jak znajomość Makareny może nie wystarczyć?!), to zajęłabym się nauką z tekstów i książek, by do pewnego momentu nie słuchaćjęzyka. Zapewne poświęciłabym też czas w zagłębienie się w kulturę Hiszpanii i zaplanowała podróż! Może uczyłabym się meksykańskiej wersji tego języka? Trzeba próbować różnych rzeczy, bo nic nie robiąc, nic się nie zmieni.

 

 

4. Problem: Nie lubię nauczycielki/nauczyciela.

 

 

Rozwiązanie: Przecież od tego się u mnie zaczęło. Nie lubiłam nauczycielki angielskiego, bo wyśmiewała się ze mnie i moich koleżanek, gdy czegoś nie rozumiałyśmy. Kobieta skończyła studia i miała bekę z 14-latek. W ten sposób zniechęciłam się też do matematyki, czego trochę żałuję, chociaż w sumie, nie wiadomo, gdzie bym teraz była, gdybym rozwijała się w tym kierunku. Ważne jest by oddzielić nauczyciela od przedmiotu i nie łączyć ich w głowie ze sobą. Bo nauczyciel się zmieni a niesmak pozostanie. W tym przypadku polecałabym zapisanie się na kurs, czytanie w tym języku, słuchanie muzyki, by złapać jak najwięcej konotacji z językiem, które nie będą związane z lekcją. Tak, by dany język nie kojarzył się tylko z konkretnym belfrem. Oczywiście będzie to wymagać poświęcenia, bo w końcu nie lubisz uczyć się tego języka, ale podobnie jak w przypadku powyżej, jeżeli nie zrobisz nic, to nic się nie zmieni.

 

 

jak mam uczyć się języka, którego nie lubię

 

 

5. Problem: Nie rozumiem  gramatyki.

 

 

Rozwiązanie: A musisz? Jak tak, to poproś kogoś o wytłumaczenie jej. Mówimy, że czegoś nie rozumiemy, a nie poświeciliśmy nawet chwili na to, żeby się temu przyjrzeć. Tych chwil potrzebujesz. Samotnie analizując przykłady, a gdy już naprawdę nie potrafisz, to z kolegą lub korepetytorem. A jeśli nie musisz, to się jej nie ucz. To, czego potrzebujesz do swobodnej komunikacji na pewno nie jest trudne. A jak nie ogarniasz trybów przypuszczających w angielskim, to piąteczka! Potrzebowałam ich z 2 razy na Erasmusie i po prostu zaznaczyłam, że: Ej chcę powiedzieć coś w trybie przypuszczającym, ale nie wiem jak to zrobić, to powiem normalnie, ale Wy wiecie, o co mi chodzi.

 

Swobodne posługiwanie się językiem nie oznacza wcale znajomości tego języka. Zapamiętaj to sobie.

 

 

A tak na zakończenie powiem, że jeżeli nie lubisz jakiegoś języka, to olej go i zostań zawodowym przytulaczem pand. Myślę, że do tego może być potrzebny jakiś azjatycki język, ale to tylko na chwilę, bo pandom będzie to zupełnie obojętne, w jakim języku je miziasz.

 

Daj lajka za pandę!

Do następnego czytania!

Ania

  • Sissi

    Rady są cudowne, zwłaszcza ta z gramatyką – „a musisz?” Samo sedno.

    A propos akcentu – natychmiast przypomniała mi się lekko traumatyczna sytuacja ze szkoły. Wyjechaliśmy na wymianę do Włoch z biegłym angielskim i początkującym włoskim, ale jednak sporo mówiliśmy po włosku i byliśmy ogromnie podekscytowani. Już na lotnisku jedna dziewczyna coś powiedziała po włosku do swojego hosta i natychmiast pośród hostów gruchnął śmiech, zaczęli mówić do siebie po włosku „słyszysz jej akcent? Słyszysz jak ona mówi?”, po czym poinformowali dziewczynę, że jak nie umie mówić po włosku (w domyśle: perfekcyjną włoszczyzną z obowiązującym w tym regionie akcentem) to niech się, biedactwo, nie odzywa.
    Efekt? Do końca wyjazdu nikt nie podszkolił włoskiego ani o jotę. Wszyscy wszak mówili bez problemu po angielsku, a po włosku nie chcieli być wyśmiani.
    Z ciekawostek: ci Włosi mówili wyłącznie po włosku, z angielskiego byli baaardzo słabi. Dopytałam się również mojego hosta (akurat był bardzo sympatyczny) czy może akcent nie był kluczowy w jakimś słowie, który tamta dziewczyna wymawiała – tzn. czy nie zmieniał na przykład znaczenia słowa na coś innego (ach, ten włoski!). Nie zmieniał. Dopytałam zatem, czy może walnęła jakąś totalną głupotę językową. Nie, zdanie było poprawne, tylko wypowiedziane „płasko”. No wybitnie śmieszne było to, że Polka z biegłym angielskim miała polski akcent po włosku (którym władała naprawdę przyzwoicie). Szkoda tylko, że głupiutcy Włosi stworzyli sporej grupie osób barierę językową na naprawdę długi czas.

    Od tego czasu akcentami się nie przejmuję – no bo chyba nie ma rady, żeby idealnie opanować wszystkie włoskie akcenty. Albo wszystkie angielskie. Przypuszczam, że i wszystkich niemieckich się nie da? Dopóki ludzie się rozumieją to chyba jest okej, a wyraz twarzy kogoś kiedy okazuje się, że mówisz w jego ojczystym języku – to jest dopiero bezcenne!
    Pozdrawiam,
    Sissi.

    P.S. Mam angielskim na poziomie C1/C2 i w nigdy nie jestem 100% pewna trybów przypuszczających. To moja zmora, przysięgam, a jak ktoś pyta „a który to ten pierwszy, a który drugi?” To mnie totalnie dobija. Na wyczucie się to robi i już! :D Z kolei po włosku ciskam przypuszczeniami jak szalona :D

    • Włosi się tak zachowali? Powiem Ci, ze jestem w szoku, bo ja od Włochów spotkałam się z największym ciepłem, jeżeli chodzi o moje nieporadne mówienie. Może to była kwestia wieku tych hostów… Jestem naprawdę w szoku. A żenujące jest to, że sami nie mówili po angielsku. Z włoskiego akcentu w angielskim to dopiero można się śmiać. Ach, aż mam ochotę im to wygarnąć, ale ich nie znam. :D
      PS Pocieszyłaś mnie słowami o trybie przypuszczającym. :D

  • Agnieszka Sołtysik

    Polecicie nauczyciela języka angielskiego na Skype, który pomoże rozwiązać problem 1? :D

  • Oj, żeby to było takie proste. Nade mną wisi widmo wyjazdu w ciągu najbliższych lat do Niemiec, a ja mam potworny uraz do tego języka bazujący na świadomości, że gramatyka będzie mi wchodziła bardzo opornie. Przeczytałam porady, fajne, ale nie pomagają na opór. Jak czegoś nie lubię, to nie tykam, tak? To jak tu polubić coś, skoro mam włożyć pracę, i to świadomą, w polubianie czegoś, z czym nie chcę mieć kontaktu?

    • Jak ktoś szuka problemu, to zawsze go znajdzie. :) Tak jak pisałam, trzeba świadomie podjąć decyzję, że COŚ się zrobi, bo nicnierobienie niczego nie zmienia. ;)

      • Wiem wiem, przeczytałam tonę książek rozwojowych, też umiem tak pisać.

  • Pati

    Nie cierpię niemieckiego. Nie lubię jego brzmienia, ogólnie narodu (moim zdaniem są zbyt dumni), a gramatyka jest potworna. Uczę się go od gimnazjum i nic, a chciałabym go umieć, bo mieszkam blisko granicy i praca w tym kraju to świetny pomysł na rozwój.

    • To tylko wrażenie. Każdy człowiek mówi o tych samych emocjach, tylko dla nas ten język brzmi tak twardo. :P Próbuj dalej! Gramatyka jest bardzo poukłada. Jeżeli naprawdę chcesz się uczyć tego języka polecam Ci książkę Benzy. Tam wszystko jest pięknie wytłumaczone!

  • MadamePolyglot

    Hej! Ale dlaczego ona się śmiała z just? Bo nie rozumiem chyba :)
    Ja bym poszła do tych pand :)

  • Ja akurat uwielbiam się uczyć języków obcych i te przedmioty zawsze szły mi najlepiej. Bariera językowa zniknęła natomiast kiedy wyjechałam sama do danego kraju – nie było nikogo,kto mógłby mi pomóc,więc sama musiałam się porozumieć i później stwierdziłam,że nie jest źle i z każdym dniem było coraz lepiej :)

  • Częstym problemem jest wciąż uczenie języka obcego w oparciu o metodę gramatyczno-tłumaczeniową. Ja byłam jeszcze uczona języków tą metodą. Nie mówię, że obecnie kładzenie tylko nacisku na metodę komunikacyjną jest idealne, bo musi być zachowana jakaś równowaga. Ale całe pokolenia u nas w Polsce były tak uczone, że tylko gramatyka, a ćwiczyć ją w rozmowach to po co. Sama powtarzam moim studentom, że język, jak sama nazwa wskazuje, służy do komunikowania się. Niestety, dużo zależy od nauczyciela na tym początkowym etapie nauczania. Musi spokojnie wytłumaczyć i nie zrazić do języka, ale też osoba ucząca musi sama w domu wtedy dużo pracować. Nie można uczyć się tylko na lekcji, a są tacy zawodnicy. Ale z tym akcentem, to mnie też zadziwia, jak u nas w Polsce jest kładziony nacisk. Warto wyjeżdżać na Erasmusa i różnego rodzaju kursy, chociażby, żeby osłuchiwać się z tym językiem.

  • Super porady! Ja odkryłam że tak trochę mam tak angielskim. Uczę się uczę i nauczyć nie mogę :)

  • jeśli chodzi o płynność mówienia, to do dziś jestem wdzięczna losowi (hm, a może rodzicom?) że trafiłam na metodę Callana – jeśli nie słyszałaś, wygoogluj sobie :) dzięki temu nigdy nie miałam problemów z mówieniem, wiadomo, z czasem zwiększał mi się zasób słownictwa, nabierałam wprawy, ale nigdy nie miałam tej bariery, o której wspomina tak wiele osób. niemieckiego z kolei nauczyłabym się lepiej, bo go uwielbiam, a mój poziom to ciągle słabe B1 :(

    • Chodziłaś gdzieś na zajęcia prowadzone tą metodą? Czy faktycznie nie robiliście żadnych zapisków? Bardzo mnie to fascynuje!

      • faktycznie ;) jedyne, co pisaliśmy to dyktanda po skończonym rozdziale, które później sami sobie sprawdzaliśmy z książką. i tak przez 5 lat ;) efekty były lepsze niż po wszystkich poprzednich kursach razem wziętych, a tempo nauki 3x szybsze niż przy tradycyjnej nauce z ławkami i książką.

  • Ja – nienawidząc angielskiego od dziecka – trafiłam do klasy w liceum z rozszerzonym angielskim. Trzy lata bycia najgorszym w klasie dają tyle, że boisz się powiedzieć „hello”, bo nawet w tym masz zły akcent i wszyscy patrzą na Ciebie jak na debila. Moim ulubionym słówkiem do końca życia zostanie „rarely”, mimo milionów prób umiem je tylko przesylabizować – może kwestia wady wymowy. Na studiach specjalnie zaniżyłam sobie poziom, żeby zacząć od A2, dzięki czemu odkryłam że zmarnowałam semestr na bezsensowne powtarzanie liceum. Gramatykę znam, słówka znam lepiej niż większość osób w grupie, nie umiem nic powiedzieć. Panika i mętlik w głowie. Najgorszej, jak się ktoś zapyta o drogę albo poprosi o pomoc, co w dużym mieście się często zdarza – nie umiem szybko reagować i momentalnie zapominam nawet jak jest „proszę” i „dziękuję”. Wolę udawać, że nie znam języka.
    Pojechałabym do Anglii, zmarnowała kupę hajsu – no i co? I tak bałabym się odezwać. A moi znajomi mówią tak dobrze, że jadąc z nimi i tak nie musiałabym wchodzić w interakcje z ludźmi. Nie widzę w tym na razie sensu.
    Aczkolwiek ostatnio znalazłam strony, na których można pisać z ludźmi różnych narodowości, specjalnie po to, by uczyć się języka, jest to jakaś opcja. Ostatecznie udało mi się przestać nienawidzić angielskiego i całej kultury brytyjskiej, i irytuje mnie tylko to, że „szkolne” teksty do nauki języka są nudne i nie chce mi się robić tych wszystkich zadań jak dla podstawówki, ale prawdziwe książki i gazety po angielsku są dla mnie za trudne. Taki mam poziom że ani w jedną stronę, ani w drugą. Nawet sobie komiksów nie poczytam, bo slang mnie powala.

    • To jest dokładnie to, co ja czułam. Już nie wchodziłam w szczegóły w tekście, ale też mi się zdarzało udawać, że nie rozumiem, co ktoś do mnie mówi. ;D Ja jak byłam na takim poziomie pomiędzy to wzięłam się za bajki. ;D

  • Z tym akcentem to też jest ciekawa sprawa. Na studiach (ekonomicznych dla ścisłości) moja lektorka języka angielskiego w bardzo dosadny sposób powiedziała mi, że moja wymowa i akcent (a raczej jego brak) są nie do zniesienia. OŁKEJ. I żeby uniknąć tych nieprzyjemności podczas zaliczeń ustnych, gimnastykowałam się jak mogłam by jej ten akcent jakoś pokazać, ale miałam z tego więcej radochy niż smutku, choć na początku zabolało. Jestem raczej z tych, którzy nie wyobrażają sobie życia bez języków, dlatego polecam się nie przejmować takimi sugestiami (Komunikatywna byłam? Byłam, tylko, że bez akcentu.;)) Mizianie to też fajna opcja na PLAN B na życie (zaraz po ratowaniu kangurków – stop tam Inglisz ist necesario :D ) :)

    • Wspaniałe podejście! Zarażaj nich innych, błagam! Polska Cię potrzebuje! :D

      PS Jak mogłam nie napisać o kangurkach. :(