Jak nie stresować się studiami. cz. I

 

Trudno nie stresować się rozpoczęciem studiów. To normalna reakcja na nową sytuację. To samo czujemy idąc po raz pierwszy do szkoły lub pierwszego dnia w pracy. Chodzi o to, by stres ten nie utrzymywał się przez kolejne miesiące, no i na pewno nie aż do wakacji! Chciałabym pokazać Wam, jak bardzo niebezpieczny jest stres. Temat jest obszerny,  dlatego postanowiłam podzielić go na dwie części. Dzisiaj opowiem o tym, dlaczego nie powinniśmy bagatelizować stresu i jak mu zapobiegać, a w następnym tekście przeczytacie o tym, co robić jeżeli już znajdujemy się pod wpływem chronicznego stresu.

 

 

Przestań ignorować stres!

Stres jest jednym z najbardziej bagatelizowanych problemów XXI. Życie w ciągłym stresie jest wręcz uważane za normalne, a stres jest przecież przyczyną wielu chorób, z którymi wydawałoby się, że nie ma nic wspólnego! Przez nadmierną i długotrwałą produkcję kortyzolu zwiększa się liczba białych krwinek we krwi oraz zdolność organizmu do produkowania przeciwciał. W skutek czego osłabia się nasz układ odpornościowy. Osoby żyjące w ciągłym stresie łatwiej ulegając więc infekcjom, w dodatku są bardziej narażone na nowotwory! Chroniczny stres powodu także otyłość, bezpłodność, ostoporozę, różnego rodzaju choroby serca, a nawet cukrzycę! Nie mówiąc już o chorobach psychicznych takich jak nerwica czy depresja. Niestety większość ludzi nadal uważa, że stres jest świetnym motywatorem w pracy, w szkole, na uczelni a nawet w rodzinie. Serio, ludzie widzą w tym jedyną metodę. A my mamy nie mieć możliwości urodzenia dziecka albo umrzeć na raka, tylko dlatego, że latami żyliśmy pod presją innego człowieka. Moim zdaniem te czasy powinny się skończyć. Na tym blogu już nie raz podkreślałam jak niebezpieczny jest stres i będę o tym jeszcze nieraz pisać. Chcę, żebyście zrozumieli, że to nie jest TYLKO stres. To nie jest tylko ścisk żołądka, tylko szybsze bicie serca, tylko ból głowy. To ostrzeżenie płynące z Waszych ciał.

 

Jak nie stresować się studiami.

Na początek zadaj sobie pytanie, jakie jest Twoje podejście do studiów? Czasem wydaje nam się, szczególnie na początku, że studia są wszystkim, a my bez nich jesteśmy nikim. Myślimy, że wszystko musi pójść idealnie. Kolokwia i testy zaliczone w pierwszym terminie i oczywiście na piątkę. Nie ma mowy o sesji poprawkowej, a o dziekance nie chcemy nawet słyszeć! I wiecie, co? To ten cholerny perfekcjonizm wywołuje w nas lęk. Boimy się, że nie uda nam się spełnić oczekiwań, które sobie narzuciliśmy. To co nas stresuje, to nasze wyobrażenia na temat studiowania. Nie samo studiowanie. Nauczmy się pozytywnie myśleć o tym, co Cię otacza i przestańmy tworzyć wokół siebie obraz złego świata. Nie tędy droga!

 

Monotematyczności powiedz nie!

 

Jeżeli studia są dla Ciebie całym życiem, to nawet drobne potknięcia stają się życiową porażką. Strach przed kolejną wywołuje stres. Dlatego codziennie powinniśmy rozwijać inne zainteresowania. Mieć pasję, która oderwie nas od monotonii, ale pomoże też poczuć się kimś wartościowym i bez studiów. Wiem, że brzmi to bardzo ogólnikowo, ale to jeden z podstawowych kroków, które warto wykonać, by nie odczuwać stresu związanego ze studiowaniem, by nie kłaść całej swojej wartości na szalę uczelni, lecz rozłożyć ją na różnych mniejszych szalkach. ;) Jeśli nie znalazłeś jeszcze swojej pasji, to pamiętam, że Ania, która maluje publikowała kiedyś na blogu swego rodzaju test. Ten wpis powinien pomóc Ci odnaleźć Twoją pasję.

 

jak nie stresowac sie studiami

 

Lepiej zapobiegać niż leczyć.

 

Jeżeli jeszcze nie jest za późno i nie wpadłeś w wir stresu, ale wiesz, że jesteś na niego podatny, możesz spróbować się przed nim zabezpieczyć. Ta profilaktyka ma tutaj dużo wspólnego z tym, o czym mówiłam w tekście: jak przetrwać pierwszy rok studiów. Przeczytaj, jeżeli jeszcze go nie widziałeś. Ten wpis przyda się także na wyższych rocznikach. Opisałam w nim właściwie wszystkie moje sposoby na zapobieganie problemom na uczelni.

Do tego zastanów się, co Cię stresuje. Co wywołuje ten ścisk w żołądku. Nazwanie stresora obniża stres o połowę. Właściwie nie ma tu zbyt wielkiego wyboru. Najprawdopodobniej denerwujesz się:

 

1. tym, czy zaliczysz sesję,

2. konkretnymi zajęciami,

3. konkretnym wykładowcą,

4. ewentualnie ogólnie tym, czy nadajesz się na ten kierunek.

 

Kiedy dowiesz się już, co Cię stresuje zacznij z tym walczyć. Opracuj plan pokonania stresora.

 

KLIKNIJ W NUMEREK, KTÓRY DOTYCZY CIEBIE.

 

Gdy obawiasz się sesji zaplanuj już co do dnia, kiedy i czego będziesz się uczyć. Rozpisz to dokładnie w swoim kalendarzu. Jeżeli nie masz wszystkich notatek z danego przedmiotu, przy najbliższej okazji (jutro!) poproś o nie kolegów. Dla spokoju serca przejrzyj te materiały, które już masz. Sprawdź, czy są czytelne. Możesz zabrać się za przygotowanie streszczonych notatek, które wykorzystasz do nauki np. w postaci map myśli. Wiem, że to zajmuje czas, no ale nie chcesz się stresować, tak?
Jeżeli stresują Cię konkretne zajęcia, ich forma, czy np. kartkówki na wejściu, nie ma innego wyjścia z sytuacji niż porządne przygotowanie się do nich. Jeżeli bez wyrzutów sumienie możesz powiedzieć, że przygotowałeś się w 100% nie masz się czego bać. Tylko nie mów, że się „starałeś”. Ludzie, którzy mówią, że się „starali” zwykle mówią tak, by podkreślić, że coś tam zrobili, ale tak naprawdę za ich niepowodzenie winny jest czynnik zewnętrzny.
Jeżeli to wykładowca sprawia, że twoje serce bije szybciej i to nie dlatego, że jest przystojny, to jesteś w dość trudnej sytuacji. Poza dobrym przygotowaniem się do zajęć, wypytaj się starszych roczników, jaka była frekwencja zdawalności u tego wykładowcy. Usłyszysz pewnie, że nigdy nie mieli bardziej przerażających zajęć, ale podsumowują to stwierdzeniem, że przecież wszyscy zdali. Takie rozeznanie uświadomi Ci, czy jest się czego bać. Jeśli tak patrz punkt 1 i 2. Jeśli nie to możliwe, że ten wykładowca ma taki styl bycia i uważa zastraszanie za najlepszą metodę nauczania. Niestety tacy ludzie istnieją i trzeba się z tym pogodzić.
Już o tym pisałam, ale się powtórzę. Przestań myśleć, że to akurat Ty jesteś tym najgorszym, tym, który się nie nadaje. Na danym kierunku przed i po Tobie byli i będą ludzie, tacy ja Ty! Oni też kończyli te studia. Mieli te same zmartwienia, ale dali radę. Skoro oni się już pomartwili, to po co, Ty masz to robić? ;)

 

 

I pamiętaj, nie przebywaj w towarzystwie panikarzy. Nie słuchaj ludzi, którzy wszystkim się przejmują i zarażają swoim stresem innych. Nie jest Ci to do szczęścia potrzebne.


 

 

Podsumowując to wszystko chciałam dzisiaj Was uświadomić, jak ważna jest walka ze stresem i jak niebezpieczny może on być. W ramach profilaktyki inwestujcie czas w inne zainteresowania, nie tylko w uczelnię. Niech Wasze powodzenie w życiu nie będzie zależne od jednego czynnika. Jeżeli znacie potencjalnego stresora, to opracujcie plan walki z nim. W ten sposób tylko sobie pomożecie. Poczucie kontroli jest bardzo ważnym czynnikiem zapobiegającym stresowaniu się. Gdy wiem, że nad czymś panuję, to nie muszę się tego bać! Jeszcze na koniec dodam, że jeżeli uważacie, że szerzenie informacji o niebezpieczeństwach płynących ze stresu i uświadamianie ludzi w tym temacie jest ważne, to podzielcie się tym tekstem w mediach społecznościowych ze swoimi znajomymi. Pomóżcie im uniknąć niebezpieczeństwa związanego z chronicznym stresem. ;)

 

Do następnego czytania!

Ania

  • Pingback: Kiedy za bardzo przejmujesz się studiami... - Blue Kangaroo()

  • Pingback: Walka ze stresem. Jak nie stresować się studiami. cz. II - Blue Kangaroo()

  • Jakby się nad tym zastanowić, to stres jest przyczyną każdej choroby.
    Ale jak piszesz zaczęło to być „normalnością” i teraz jak ktoś ma coś do zrobienia (nawet wcale niewielkiego), to oczywiście znajomi czy rodzina mówią: „stresujesz się ale będzie dobrze” albo coś w tym stylu.
    A co do studiów to sądzę, ze obecnie „za poważnie” się je traktuje i dlatego ci, którzy studiują przeżywają taki stres związany ze studiami.
    Kiedyś nikt „nie wariował” z tego powodu, że nie zaliczył egzaminu, kolokwium, a już nadzwyczaj mało było takich, którzy dostając poniżej 5 byli zestresowani.
    To była zwykła radość, że zdało się egzamin (nieważne na ile), a nie jakieś tam wielkie pytania: „A na ile zdałaś(eś)? Tylko na 4? :)

  • Ewelina B

    Pamiętam, że studiując mój pierwszy kierunek stresowałam się praktycznie cały czas, natomiast teraz będąc na wymarzonych studiach które sprawiają mi przyjemność jest zupełnie inaczej. W moim przypadku kluczem okazało się odnalezienie tego co na prawdę chcę w życiu robić i podchodzenie to tego z jak największą pasją :)

  • Edyta moj-kawalek-podlogi.pl

    Co prawda studia mam już za sobą, ale pamiętam jeszcze stres z nimi związany. Podpisuję się w 100%, żeby unikać towarzystwa panikarzy :) Oni są w stanie wprowadzić popłoch nawet u osób, które są wyjątkowo opanowane i nauczone.

  • Wysokie wymagania, jaki stawiamy sobie samym są pierwszym krokiem do stresu. Na licencjacie byłam zadowolona z kierunku. Chciałam mieć dobre oceny i miałam je bez większego wysiłku – to przez to, że lubiłam to, o czym się uczyliśmy, nie musiałam nic kuć. Na magisterce mam inny kierunek – katastrofa. To co jest na zajęciach nie ma nic wspólnego z nazwą kierunku niestety. Męczy mnie to. Ale wiem, że ten kierunek jest mi potrzebny do przyszłej pracy. [paradoks, wiem, ale ma to sens :D]. Więc postanowiłam wszystko olać. Studiować tak, by jedynie wszystko pozaliczać, nie przejmować się. A przede wszystkim – korzystać z przywilejów, jakie dają nam studia same w sobie. A są takie, prawda? ;)

  • Jak dobrze, że takie stresy mam już za sobą :) na pierwszym roku się stresowałam i z perspektywy czasu stwierdzam że to totalna głupota :D ehhh :D

  • Dobre rady, czasami mnie też dopada taki strach – jak ja sobie poradzę na tej medycynie, chyba nic nie umiem do tego testu, trzeba się bać… A w ogóle to jest dziwna sytuacja z jedną nauczycielką. Nie ogarniam tego.

    Przed polskim panika. Wszyscy boją się McGonagall, powtarzają temat ostatniej lekcji, dumają nad jakimś dziwnym rymem, Iga po raz kolejny stwierdza, że zbyt się jej boi, by powiedzieć, że nie ma na imię Ida… nawet nie ma do kogo uciec od panikarzy.

    Nadchodzi polski. McGonagall na każdej lekcji pyta. Ja na każdej lekcji wysyłam jej w myślach sygnał: dziś nie chcesz mnie pytać, wszyscy mówią, że ty nigdy mnie nie pytasz, więc nie zrobisz tego dzisiaj, bo niepytanie mnie ci się podoba. I to działa.

    I doświadczalnie sprawdziłam: nawet powiedzenie jej, że nie zamierza się uważać na lekcjach, bo polski ci nie jest potrzebny, nie jest w stanie jej wkurzyć. Ale to nie jest tak, że McGonagall jest od tego mniej straszna dla wszystkich, inni zawsze mówią, że to tylko ja jestem w stanie takie rzeczy robić. I nie przemawia do nich to, że nie ma się czego bać.

    • Też tak miałam, a nawet nadal mam! Myślę o tym, że nie jestem pytana, albo że chcę być teraz zapytaną o to się dzieje. Prawo Przyciągania działa, albo zwariowałyśmy. ;)

      • Ja jak chcę być zapytana, to się zgłaszam, ale co kto lubi…

      • Właśnie. Bo tu nie ma znaczenie czy myślisz o tym, że chcesz być pytana albo, że nie chcesz być pytana -zadziała jednakowo- będziesz najprawdopodobniej zapytana. Gdy tak właśnie myślisz, to przywołujesz obraz „pytanie Cię” I tak się dzieje.