Jak polubić naukę? Wyzwanie: Sesja is coming. Dzień 1. JEDYNY PUBLICZNY!

Hej! Dzisiaj chcę opowiedzieć Ci o super procesie, dzięki któremu w końcu polubisz naukę. Sama jestem bardzo nim podekscytowana, bo to banalnie prosta i oczywista sprawa, a tyle zmienia! I najważniejsze w tym jest to, że fakt, czy polubisz naukę jest pewny. To nie jest tak, że może się kiedyś do niej przekonasz. Nie. Chodzi o to, że naprawdę polubisz uczenie się, ponieważ w grę wchodzi wyrobienie sobie nawyku.

 

 

Ten wpis powstaje w ramach Wyzwania Sesja Is Coming i jest to jedyny publiczny wpis/film z tej serii. Reszta pozostanie wysłania na maile uczestników. Możesz zapisać się poniżej, a więcej o tym wyzwaniu przeczytać tutaj.

 

 

EDIT: ZAPISY ZAKOŃCZONE. Kliknij, by nie przegapić w przyszłości i dostać kilka pomocnych, studenckich materiałów!



Dla osób, które wolą czytać.

 

 

Jak polubić naukę?

 

 

Ludzie często lubią rzeczy, których teoretycznie lubić nie powinni. Jak się to więc dzieje? Gorzka kawa, piwo, parzący w gardło alkohol czy np. lukrecja. :D Jak to się stało, że je polubiliśmy? Wszystko zależy od sytuacji, w której poznaliśmy dane smaki. Codzienne picie kawy to rytuał, który kojarzy się z czymś miłym, z chwilą spokoju, chwilą tylko dla siebie.

 

 

Etap I. Najpierw pojawia się pragnienie. Czysta ciekawość. Od dzieciństwa widujesz swoich rodziców przy filiżance kawy. Wtedy są razem, rozmawiają i mają czas dla Ciebie, czasem spotykają się ze znajomymi. Są radośni. Też tak chcesz. Ta kawa musi być fajna. No i te wszystkie reklamy, uśmiechniętych ludzi pijących magiczny trunek. Też tak chcesz.

 

 

A jak odnieść to do uczenia się? Musisz go pragnąć. Wiem, że brzmi dziwnie, ale tak właśnie jest! Zamień się w menadżera nauki i stwórz reklamę dla niej. Możesz zrobić zdjęcia, namalować coś, stworzyć slogany lub chociaż wyobrażać sobie, jak się uczysz, jaką satysfakcję Ci to sprawia i jakie przynosi skutki. Chwyć za najprostsze triki marketingowe! Reklamuj uczenie się jako seksowne, modne i uszczęśliwiające.

 

 

Pamiętaj, że skuteczna reklama musi Cię otaczać, musi wpływać na Ciebie z każdej strony. Powieś więc przygotowane przez Ciebie reklamy w Twoim pokoju, w kuchni na lodówce, na pulpicie Twojego laptopa. Dobrze byłoby też w czasie wzbudzania pragnienia otaczać się inspirującymi historiami naukowców i ludzi sukcesu. Możesz oglądać np. filmy z tym związane. Stworzyłam kiedyś bogatą listę filmów motywujących do nauki. Każda osoba, która dołącza do Studenckiego Blueslettera otrzymuje ją w prezencie. Zapisać możesz się tutaj.

 

jak polubić naukę

 

 

Etap II. I w końcu po nią sięgasz. Trochę się przed nią wzbraniałeś, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Założę się,że każdy z Was go pamięta. Nawet jeżeli nie zasmakowała Ci za pierwszym razem, to i tak jakoś do niej wracasz. Zaczynasz pijać ją na spotkaniach ze znajomymi, zajadasz się przy tym pysznymi ciastami. W końcu kawa zaczynasz lubić kawę, bo kojarzy Ci się ona z miłymi przeżyciami, czasem ze znajomymi. Endorfiny wywołane przez czekoladę w ciastach, też robią swoje. I już lubisz kawę! Teraz czas na uczenie się.

 

(Ej, napiszcie w komentarzach, w jakich okolicznościach piliście swoją pierwszą kawę!)

 

W końcu się za nie zabierasz. Kurczę, nie jest tak jak mówią o nim w reklamach, ale kawa też nie była słodka. Musisz coś do tego dorzucić. Przy kawie byli to znajomi, miłe rozmowy i słodycze. W przypadku nauki niech będą to piękne zapachy, odświętny ubiór (tak, ubierz się i pomaluj jak na randkę!), ładnie urządzony kącik nauki, ulubiony napój. Jeżeli potrafisz uczyć się w kawiarni, to koniecznie do niej idź! To doda nauce polotu.

 

 

Etap III. Nagroda. Właściwie opisałam go już trochę wyżej. Kawa sama w sobie jest gorzka, ale nagroda za nią są miłe momenty spędzony podczas jej picia. Dlatego sama kawa też staje się fajna! Koniecznie wyznacz sobie coś, co będzie Twoją nagrodą po tym, jak skończysz się już uczyć. To naprawdę musi być jedna i ta sama rzecz. To znaczy, że jeżeli zdecydujesz się po każdej sesji nauki zjeść kinder niespodziankę, to niech zawsze będzie to kinder niespodzianka, a nie inny słodycz. Jeżeli zdecydujesz, że po nauce możesz iść na basen, to zawsze idź na basen, nie biegaj. W ten sposób wyrobisz sobie pętle nawyku. Czynności muszą być schematyczne, powtarzalne i proste.

 

 

Ważny bardzo jest moment, który wywołuje pojawienie się nawykowego zachowania. Pamiętam, że w dzieciństwie miałam odruch odrabiania lekcji zaraz po zjedzeniu obiadu. To był dla mnie bodziec, który oznaczał włączenie się trybu nauki. Wszystko dzięki mojej mamie, która zawsze mi powtarzała, że jak teraz się pouczę, to potem będę miała więcej czasu na zabawę. Co ma być Twoim bodźcem? Wymyśl sam! Najlepiej, żeby było to jakieś rutynowe zachowanie, które będziesz wykonywać zawsze nim usiądziesz do książek.


 

 

Powtarzaj całość w nieskończoność, aż wyrobisz sobie nawyk i w końcu nauka zacznie kojarzyć Ci się z czymś przyjemnym! Cała logika tego sposobu oparta jest na założeniach tworzenia nawyku, o których przeczytałam w książce Siła nawyku. Wiem, wcześnie Ania. :D Mam coś takiego, że nie czytam najpopularniejszych książek, szczególnie amerykańskich. Ale w końcu i ta do mnie trafiła!

 

 

 

To co? Nauka zatrudniła Cię, żebyś zajął się jej marketingiem. Jak będzie wyglądać Twoja kampania? :)

Do następnego czytania!

Ania

 

Polub na FB, to jak przybicie piąteczki za dobrą robotę. ;)

  • Kiedyś miałam wyrobiony ten nawyk – na studiach lubiłam się nawet uczyć i to było jak kaw. Najpierw było niemiło, ale potem były wyniki, z których czuło się satysfakcję. Teraz się rozleniwiłam i uczenie się czegoś wymaga na nowo wysiłku :)
    Przede wszystkim człowiek powinien uczyć się powoli i systematycznie – wtedy i wysiłku jest mnie i sukces lepiej smakuje.

  • Pamiętam moich kilkanaście/kilkadziesiąt pierwszych kaw – częstował mnie nią tata. Nie smakowała mi ani trochę, ale przyjemnie było pogadać z tatą przy jego ulubionym napoju. Do dzisiaj mi się dobrze kojarzy, choć nadal nie jestem amatorką tego smaku :)

    Celebrowanie nauki, ładne ubieranie się do niej itd. – wg mnie to świetna strategia :) Jakoś nigdy dobrze nie szło mi uczenie w dresie lub w piżamie. A w ładnej sukience czuję, że siadam do pracy i rzeczywiście się na niej skupiam :)

    Świetny materiał – bardzo sensownie motywuje. Widać, że masz pomysł na tę serię (zaraz zaznajomię się z resztą materiałów, niestety dopiero teraz znalazłam na to czas), w przeciwieństwie do wielu jutubowych „motywatorów”, którzy wciąż powtarzają to samo.
    Pozdrawiam :)

    • Ale te kawy były w dzieciństwie? Podobno w Meksyku daje się dzieciom od małego kawę. :)
      I dobrze słyszeć, że u kogoś jeszcze ta strategia się sprawdza! Nie wiem, co powtarzają ci motywatorzy w sumie? Nie oglądam za bardzo. ;p Bardzo nie chciałam brzmieć jak typowy motywator i mam nadzieję, że widać, że mówię to z serca!

  • Anna Martynenko

    Tak, czasami załamanie się twojego „ducha wewnętrznego” powoduje mocną niechęć. Ale biorę siebie w garść motywując się tym, że wiedza, której nabędę, pomoże mi w dalszych studiach (jestem cudzoziemką w Polsce i ciągle uczę się języka). Wewnętrzny głos jest moją najlepszą motywacją. Sam fakt, że kolejny dzień to możliwość poznania nowych słów, wyrazów, nabycia praktyki daje mi bodźca i porusza do przodu. Oczywiście, trzeba bardzo mocno chcieć, ale jeżeli ustaliłeś cel, to trzeba zrobić 100% jakość pracy, by go osiągnąć. Moja rada – zawsze przypominać sobie w myślach o przyszłych skutkach, że przejdziesz dodatkowy „level” samodoskonalenia się. Po prostu pamiętać.
    Pozdrawiam,
    Hania

    • Hania, to mega inspirujące co piszesz. Wow, super, że są tacy ludzie jak Ty, którzy mają tak pozytywne nastawienie. Gratuluję zawziętości w dążeniu do celu i z całego serducha życzę powodzenia! :*:)

      • Anna Martynenko

        Dzięki, twój blog jak najbardziej wspomaga mnie w tym! Chcę jeszcze prosić o radę w sprawie praktyki językowej. Jak mogę na bieżąco uczyć się języka, jeżeli nie mam Polaków w otoczeniu? Czy może są strony internetowe z online dyskusjami i obcowaniem? Wdzięczna za odp.)
        Pozdrawiam

        • Nie masz Polaków na studiach? Nie masz żadnych Polaków wśród znajomych? Może czas jakichś poznać? ;D Zapytać o pomoc? A jeżeli nie masz takiej możliwości, to jest strona https://www.interpals.net/, gdzie ludzie zaznaczają, jakich języków chcą się uczyć i poznają się nawzajem. Może sprawdzisz też grupy na FB dla osób uczących się polskiego? Myślę, że to może być dużo wygodniejsze. :)

          • Anna Martynenko

            Tak, brzmi dziwnie, ale studiuję w centrum dla Polonii i cudzoziemców(w mojej grupie są jedynie Ukrainki, jak zresztą ja i Białorusinki), więc jedynymi native speakerami są nauczyciele(z którymi nie da się porozmawiać po studencku). Jesteśmy niby „izolowani” od Polaków, z tym trudno jest. Może sprawa we mnie, mało komunikuję z ludźmi, ale naprawdę nie mam z kim….ciągłe zadania domowe, jak w szkole i projekty. Tutaj system jest bardziej podobny do szkolnego. Nie mogę się doczekać prawdziwych studiów, chociaż nikt nie zapowiada, że będzie łatwo. Dziękuję jeszcze raz za wszystkie udzielone rady, jestem niezmiernie Ci wdzięczna też za możliwość wysyłania wiadomości takiego rodzaju) Też w pewnym sensie obcowanie)))) pozdrawiam.

  • Lubię się uczyć, ale jakoś tak wybiłam się z rytmu, że teraz ciężko mi się zmotywować… :(

  • Hania

    Moja pierwsza kawa, to było chyba gdzieś w gimnazjum… Nie smakowała mi, zdziwiłam się, jak można to pić. I tak mi zostało, że nie piję. Nie piłam przed maturami, ani w czasie sesji. Nigdy nie miałam z kawą jakichś bardzo pozytywnych skojarzeń i nie trafia do mnie argument o całej tej otoczce, która powoduje, że też tak chcemy i sięgamy po kawę. Kwestia wychowania. Mój tata też nie pije kawy i zawsze mówił, że robią się od niej żółte zęby i że jak już zacznę pić, to nie przestanę :p Wzięłam sobie też do serca przykład mojej mamy, która odkąd pamiętam chce przestać pić kawę i nie może. A jeśli chodzi o nawyk nauki. Kończę właśnie licencjat z polonistyki i cóż, studia nie są moją pasją, nie uczę się z radością. Podchodzę do tego tak, że chcę po prostu skończyć to, co zaczęłam. Myślę, że idealna byłaby sytuacja, gdyby motywacja do nauki pochodziła z wewnątrz – chcemy się czegoś nauczyć, bo uważamy to za wartościowe. Nagroda, ładne ubranie i makeup to jednak bazowanie na motywacji zewnętrznej. Choć wszystko zależy też od tego, z jakim wyjściowym nastawieniem się startuje. W najgorszym momencie III roku miałam poczucie, że, kurczę, na Uniwersytecie Medycznym piszą licencjaty z zastosowania technologii w rekonstrukcji kości po urazach (moja koleżanka), to jest osadzone w rzeczywistości, a ja dzielę włos na czworo nad literaturą, co jest niepotrzebną abstrakcją…. Byłam podłamana i najładniejszy makijaż nie wpłynąłby na moje przekonanie – na to, co w głowie. Trochę długo mi wyszło…. I nie chodzi o to, że metoda nie działa. Czasem może być tak, że problem z niechęcią do nauki jest, niestety, głębszy. Tak było w moim przypadku.

    • Niesamowite, ale Ci zazdroszczę! Sama chciałabym nie lubić kawy!
      A co do Twojej sytuacji, to rozumiem, że Twoją motywacją wewnętrzną było jedynie skończenie studiów i to też jest jakaś forma motywacji wewnętrznej, na której można by się podpierać. Rozumiem doskonale jednak to zniechęcenie, bo sama teraz nie czuję tej wewnętrznej motywacji do skończenia studiów i wiem, że może być ciężko. :D

  • Ekstra! Ludzie i ludziska! Słuchajcie tej Pani! Ona ma 1000% racji :)

  • Diana

    Pierwszy raz kawy napiłam się jak chodziłam do podstawówki, prawdopodobnie była to 5-6 klasa, dzięki mojej śp. babci która robiła PYSZNĄ kawę! Oczywiście poza wiedzą rodziców! :P Ale nigdy kawoszem nie byłam, jestem herbaciarą :)

  • Dominika D

    Hej, sama nie pamiętam kiedy pierwszy raz wypiłam kawę, chyba kiedyś jak byłam mała podkradłam mamie łyk jak nie widziała 😅 teraz zdarzy mi sie wypić na spotkaniu ze znajomymi, czy w szkole z automatu żeby byc w stanie wytrzymać do końca zajęć, jak czeka mnie dluga ciezka noc, w domu pije siekiere jak dopada mnie migrena. Dziwie sie sobie, ze w domu rodzinnym kryje sie z kawa 😃

    • Haha, nieźle! Taki odruch już pewnie Ci został.Ale nie spodziewałam się, że aż tyle osób nie będzie na co dzień pić kawy. Chyba Włochy zmieniły mój punkt patrzenia. :D

  • Karin

    Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy piłam pierwszą kawę, byłam wtedy malutka :) miałam parę lat, zawsze siedziałam przy tacie gdy pił kawę i dostawałam od niego końcówkę, niecały łyczek :) od 2 lat kawę pije regularnie, mam to we krwi- wypite z kubka taty :D

  • Pierwszy raz piłam cappuccino w macu, bo mnie koleżanka namówiła… Rodzice nie pozwalali mi pić kawy, więc to było prawie jak narkotyki :P Dosypałam do niej chyba z cztery torebeczki cukru, serio. Z czasem kawa stała się dla mnie atrybutem człowieka poważnego, uczącego się i mającego w życiu dużo ciekawszych zajęć niż spanie, i dlatego tak ją lubię :D
    Bo w zasadzie taką kampanię marketingową w kwestii nauki zrobili mi już bardzo dawno temu rodzice. O cokolwiek bym nie zapytała mojego taty, zawsze to wiedział – komunikat prosty – jak będę dorosła chcę być jak tata, więc muszę się uczyć. Rodzice mają magistra, więc ja muszę co najmniej doktora, żeby nie zostać w tyle ;) Rodzice czytają naukowe książki, więc Hipis z gimnazjum czyta podręczniki do antropologii. Mama powiedziała, że każdy wykształcony człowieka czyta Dostojewskiego, więc Hipis zaraz sięga po „Zbrodnię i karę”. Zawsze myślałam że zainteresowania naukowe są dla każdego zupełnie normalne i szokiem było dla mnie odkrycie, że niektórzy dorośli ludzie nie czytają. Dzisiaj jestem o wiele bardziej leniwa niż w dzieciństwie i trudniej mi przyswajać wiedzę, wiele rzeczy mnie rozprasza, ale jak już usiądę do nauki, to siedzę, i naprawdę to lubię. Raczej nic nigdy nie odbierze mi przyjemności z zagłębiania się w stare książki o literaturze i tłumaczenia łacińskich tekstów, nawet presja studiów.
    A więc polecam robić dzieciakom pranie mózgu póki są małe i po prostu być najlepszym przykładem dla nich :D
    Z drugiej strony zawsze strasznie gryzie mnie sumienie gdy czegoś nie zdam, bo wiem że to niestety nie głupota, to tylko lenistwo…
    PS. Twoje ślicznie ułożone włosy napawają mnie nadzieją, że tak typowo polskie, proste i brązowe włosy też da się logicznie ułożyć, może moje mają tylko gorszy humor chwilowo…. :D

    • Coś w tym jest, że kawa jest jak narkotyk. Świetny opis kawy tak w ogóle! :D
      Genialna strategia z tym praniem mózgu. :D Bardzo ciekawa perspektywa, aż jestem ciekawa, jakie to było dla Ciebie uczucie, kiedy się dowiedziałaś, że nie wszyscy czytają książki! I powiem Ci, że powinnaś się cieszyć, że wiesz, że to lenistwo. Dużo ludzi od razu ocenia siebie i stawia w pozycji przegrańca, głupka, idioty…
      Typowe polskie włosy <3 Moje typowe włosy lubią się z pianką i dlatego tak wyglądają. :)

  • Świetny materiał :) Sposób w jaki mówisz, Twoje gesty i aparycja od razu nastrajają mnie pozytywnie do działania, bo jesteś po prostu naturalna w tym co robisz.
    Moja pierwsza kawa? Wydaje mi się, że w liceum – co prawda rozpuszczalna, pamiętam, że uczyłam się do sprawdzianu z chemii. Wypiłam kawę i…zasnęłam. Tak :D Zasnęłam tuż po kawie, więc niewiele mi pomogła, jednak jej smak lubię do dziś, choć kiedyś jej nienawidziłam.

    Pozdrawiam,
    Natalia (www.allwrite.pl)

    • Wow, to tak jak niektórzy mówią o pierwszym piwie, że w ogóle ich nie upiło. :D Dziękuję bardzo za te miłe słowa, to bardzo motywuje do kręcenia kolejnych materiałów, bo przyznam, że jest to angażujące!

  • Kobieto Ty po prostu naprawdę wiesz, co piszesz i po co piszesz! Brawo!!