fbpx

Jak w praktyce pogodzić slow life z pragnieniem rozwoju.

jak pogodzić rozwój osobisty i slow life

Czasem wydaje mi się, że idee przekazywane przez różne książki czy artykuły rozwojowe kłócą się ze sobą. Raz słyszymy o tym, by się rozwijać, uprawiać sporty, uczyć się języków, uczęszczać na różne kursy, mieć swoją pasję, przeć naprzód, nie poddawać się. Kult człowieka zapracowanego i uparcie dążącego do celu jest coraz bardziej popularny. Z drugiej strony mówi się o tym, by cieszyć się chwilą, tym, co jest tu i teraz. By nie gnać tak ciągle, by rozkoszować się każdym gryzem spożywanego posiłku, zachwycać się otaczającym nas światem.  Kolejnym elementem tej góry sprzeczności jest zarządzanie sobą w czasie. Bardzo modny temat, który naprawdę lubię. Czy jednak ścisłe planowanie dnia co do godziny jest dobrym pomysłem? Moim zdaniem nie można dać konkretnej odpowiedzi na to pytanie. Wszystko zależy od tego jak podchodzimy do naszego terminarza. Wszystko zmienia się, gdy to nie my zarządzamy naszym czasem, a czas rządzi nami. 

 

I jak tu pogodzić te wszystkie elementy. Jednocześnie czując, że się rozwijamy, ale tak, by życie nie przelatywało nam przez palce. Poszukiwanie złotego środka w czym tylko się da, to obok wiecznego ułatwiania sobie życia, jedno z moich ulubionych zajęć. :) Prawda jest taka, że ciężko prowadzi się powolny tryb życia mając wpisane w plan dnia: pracę, naukę, sport, dom, pasję i parę pomniejszych spraw. Nie mamy czasu, żeby wyluzować, spędzić czas nic nie robiąc. Ciągle musimy mieć jakieś zajęcie. Jeśli wiesz, o czym mówię, to być może jesteś rozwojowym nałogowcem i przyda Ci się podlinkowany tekst. :) Z drugiej strony osoba o lekkim podejściu do życia, może po pewnym czasie zauważyć jak wiele okazji marnuje, mieć wyrzuty sumienia i być niezadowoloną z siebie.

 

A tę piosenkę gorąco polecam pracoholikom, genialna puenta. Pewnie znacie. :)

 

Odpowiednia organizacja.

Z pomocą może przyjść mądra organizacja czasu. Pisałam o tym co nie co w tekście Uwaga na planowanie czasu!Nie warto narzucać sobie wielu obowiązków do wykonania w przeciągu jednego dnia. I tak zrobimy tylko część z tego, a poziom frustracji będzie wzrastał z dnia na dzień. Dla mnie mega ważnym elementem jest wpisywanie do kalendarza czasu na odpoczynek. Kiedyś miałam z tym duże problemy, nawet dzieliłam się nimi z na blogu, ale teraz czuję, że dobrze radzę sobie z świadomym wypoczynkiem, dlatego mogę śmiało powiedzieć, że to działa. Mój chłopak z początku pomysł negował, no bo jak to tak wszystko planować, nawet odpoczynek! Żadnej spontaniczności w tym życiu! Teraz widzę, że często sam planuje swój czas, a nawet relaks, więc chyba zmienił zdanie. ;)

 

Luz.

Czasem po prostu odpuścić. Nie zaplanować dnia, nie wypełnić całej listy zadań, olać sprawę. Serio. Nic się nie stanie jeśli raz odpuścisz sobie trening. Robisz to w końcu dla siebie, a nie dla cyfr. Nic się nie stanie, jeśli raz olejesz zadanie domowe. A łazienka nie obrazi się na Ciebie, gdy umyjesz ją następnego dnia. I nawet jeśli zamiast tych czynności zdecydujesz się na leżenie w łóżku i oglądanie seriali, to nadal nic się nie dzieje. Haczyk tkwi w tym, by umieć to robić bez wyrzutów sumienia.

 

Wczesne wstawianie.

Wstawać wcześnie, ale umieć spać do 10. Wczesne wstawanie wydaje mi się w tym przypadku kluczem do sukcesu. Jeśli sypiasz ponad 8 godzin dziennie, to może warto spróbować skrócić ten czas? To w końcu 1/3 Twoje dnia, czyli 1/3 Twojego życia. Ja sypiam 6-7 godzin dziennie. Bywa różnie, zwykle dłużej w weekendy, bo wtedy nie nastawiam budzika, gdyż mój organizm przyzwyczaił się do tego trybu i nie przekroczy 7 godzin snu. Do skrócenia czasu spędzanego w łóżku przekonały mnie proste obliczenia. Pomyślałam sobie, że mając 80 lat, tak naprawdę przeżyję zaledwie 54 lata, bo 26 prześpię! Masakra. Skracając sen zaledwie o godzinę i śpiąc 7 godzin zyskujesz w swoim 80-letnim życiu ponad 3 lata! Wiesz ile rzeczy można zrobić w 3 lata?! Godzina czy dwie dodatkowego czasu w ciągu dnia brzmi jak zbawienie. Wtedy można na spokojnie przygotować posiłki, czytać książki, czy jak śpiewa Agnieszka Chrzanowska „zagapić się na własny cień”. Z drugiej strony są takie dni, gdy czuje się, że jednak jest się człowiekiem, a nie maszyną i po prostu ma się ochotę pozostać w łóżku do 10:00. I mimo wszystko to też jest okej. :)

 

Druga piosenka na dziś, ależ muzykalny wpis! Włączamy za każdym razem, gdy mamy wyrzuty sumienia z powodu lenistwa. Słuchamy w kółko, aż przejdzie.

 

Czas poświęcony na odpoczynek może  okazać się bardzo inspirującym. Ja osobiście byłam naprawdę zaskoczona, gdy wprowadzałam tę zasadę w życie. Jestem ciekawa, jak to wygląda u Was. Potraficie „zagapiać się na własny cień”, czy może ciężko jest Wam zabrać się do pracy? Jak godzicie ze sobą rozwój i slow life?

 

do następnego czytania!

Ania

 

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk