fbpx

Jak wyrobić w sobie nawyk biegania. Poradnik dla osób o słabej sile woli.

 

Od razu powiem, że nie jest to typowy poradnik dla biegaczy, bo żaden ze mnie specjalista. Nie będę się skupiać na technicznej stronie biegania, a raczej na jego mentalnych podstawach. W tym tekście przedstawię historię dotyczącego tego, jak pokonałam swoje lenistwo i zaczęłam biegać i co najważniejsze – regularnie biegać.

 

Dla kogo jest ten sposób?

  • Dla osób, które albo nigdy nie biegały, albo podejmowały próby, które kończyły się zaledwie kilkakrotnym wyjściem na trening.
  •  Dla osób o słabej kondycji.
  •  Dla osób o słabej sile woli.
  •  Dla osób, które chcą zacząć biegać, ale nie potrafią się zmotywować.
  •  Dla osób, które gdy słyszą, że ktoś biega 5 km dziennie robią wielkie oczy, a gdy ktoś im mówi, że robi dychę – są w szoku.

Dla kogo nie jest?

  • Nie jest dla osób, które już biegają, nie jest dla biegowych świrów, fanów tego sportu itp.
  •  Nie jest dla osób o dobrej kondycji.
  •  Nie jest dla osób, które systematycznie uprawiają sporty.
  •  Nie jest dla osób, które nie rozumieją, jak można nie dać rady przebiec 5,10 czy 15 kilometrów.

 

U podstaw mojej przygody z bieganiem leży coś zupełnie innego, a mianowicie… wyzwanie przysiadowe.

Rok temu, mniej więcej w lutym podjęłam się wyzwania przysiadowego. Miałam motywację, bo wykonywałam je razem z przyjaciółką ze studiów. Szło mi naprawdę świetnie, przeszłam przez całe wyzwanie nie omijając żadnego dnia ćwiczeń. Wtedy zachwyciła mnie formuła tego wyzwania. Moim zdaniem jest ono genialnie skonstruowane. Możliwe, że nie wszyscy znają to ćwiczenie, dlatego szybko je teraz opiszę. No więc trwa ono miesiąc. Z każdym dniem ilość przysiadów do wykonania wzrasta. Co trzy dni mamy przerwę, następnie trenujemy znowu przez 3 dni i tak aż do końca. Zaczynamy od wykonania 50 przysiadów, kończymy na 250. Te przerwy mają na celu dać odpocząć naszym mięśniom, ale dla mnie były one swoistymi małymi celami. Mówiłam do siebie: ” jeszcze tylko dzisiaj i wolne” i dzięki temu wytrwałam. Gdyby wyzwanie polegało na codziennym ćwiczeniu możliwe, że nie dałabym rady. Te przerwy w treningach są potrzebne nie tylko mojemu ciału, ale także mojej psychice. Wtedy postanowiłam nieco przerobić to wyzwanie, na wyzwanie biegowe, co okazało się później świetnym pomysłem!

 

Stworzyłam swoją własną tabelkę. W miejsce liczby przysiadów wpisywałam liczbę minut biegu oraz zachowałam przerwy co 3 dni. Wiesz od jakiej ilości minut zaczęłam? Od 3 minut. Dokładnie. Pierwszego dnia wyszłam z domu zaledwie na 3 minuty. Po co wychodzić na taki krótki „trening”?

 

jak zacząć biegać

 

Moim celem nie było od początku zrzucenie wagi czy podniesienie kondycji. Moim celem było wyrobienie w sobie nawyku. Na początku nie wychodziłam pobiegać po to, by ćwiczyć ciało, a po to, by ćwiczyć umysł. Co to za problem wyjść z domu na 3 minuty? Możesz to zrobić nawet w tej chwili. Po prostu wstać, założyć najzwyklejsze trampki i wyjść. Kiedy wrócisz, możliwe, że nawet monitor nie zdąży wygasnąć, ale Ty zrobisz już swój pierwszy krok. Stworzysz pierwsze połączenie neuronowe, które z czasem, wraz z innymi kolegami-neuronami da wspaniały efekt. W końcu dojdzie do tego, że dziwnie będziesz się czuł, jeśli któregoś dnia nie pójdziesz biegać. U mnie się sprawdziło. A teraz mówię całkiem serio, wyjdź biegać, ja poczekam! :)

 

Teraz, kiedy już wróciłeś, opowiem Ci, co dalej. Stosując taktykę 3 dni treningu jeden dzień przerwy zwiększałam każdego dnia ilość przebiegniętych minut o 2. Czyli po kolei 3, 5, 7 minut itd. Na początku nie robiło to praktycznie żadnej różnicy, ale gdy biegałam już po 35 minut, sama myśl o tym, że wczoraj dałam radę, to te dwie minutki dłużej nie zrobią mi żadnej różnicy, była bardzo motywująca i pozwalała mi wytrwać w dalszym biegu.

 

Ale dlaczego minuty?

Dlaczego nie biegam na kilometry tylko na czas. Odpowiedź jest prosta, bardziej czuję upływający czas, niż przebiegnięte metry. Obieram różne trasy biegowe, bo gdybym ciągle pokonywała jedną i tą samą, znudziłaby mi się bardzo szybko. Licząc dystans nie widzę dużej różnicy w poszczególnych treningach, nie odczuwam postępu. Okej, Endomondo pokaże mi, jak długi odcinek przebiegłam, ale jeśli tego nie odczuję, nie będę odczuwać też satysfakcji z rozwoju. Czas czuję bardzo dobrze.

 

Dlaczego tak, a nie inaczej?

W tym sposobie chodzi o to, by się ruszyć. To jest jego absolutnie najważniejszym celem. Wszyscy dobrze wiemy, że czasem bardzo trudno jest zacząć coś robić. Potem jakoś już idzie. Wprowadzenie biegania czy po prostu ruchu w swoje życie, powinno być zmianą trwałą i systematyczną. Dlatego nieważne, że przez pierwszy tydzień wyzwania nie przekroczysz progu 20 minut. Ważne, że się ruszysz! Sądzę, że lepiej jest przez miesiąc wyrabiać w sobie przyzwyczajenie metodą małych kroków, niż nie zrobić przez ten miesiąc nic, tylko dlatego, że cel był za dużo. Lepiej jest nawet zacząć od małych wyzwań, które sprawią, że dana czynność wejdzie nam w krew, niż zacząć od większych i wytrzymać przez miesiąc lub dwa. Nie ma co się spieszyć! Ja dopiero po 2 tygodniach kupiłam buty do biegania, bo widziałam, że robię to systematycznie. Początkowo biegałam w trampkach, na miękkim podłożu i uwierzcie mi moje stawy od tego nie umarły. ;) Podobnie jak w przypadku wyzwania przysiadowego, tak i podczas biegania, dni przerw stały się takimi mini celami. Psychicznie jest mi łatwiej wytrwać. Zresztą ten system ma na celu ułatwienie biegania ze strony psychicznej. Przy nim nie ma już wymówek, że nie ma się czasu, albo że nie da się rady. Ten sposób skutecznie je niweluje.

 

Ostatnio sporo u mnie wszelakich arkuszy. W sumie to nawet podoba mi się ich przygotowanie, bo dużo się przy tym uczę i rozwijam swoje umiejętności. :) W tym przypadku znowu nie chciałam Ci niczego narzucać. Możesz samodzielnie wpisać ilość minut biegu, od której zaczniesz. Samemu wyznaczysz też o ile dłuższy będzie Twój każdy następny trening. Ja w tym roku zaczęłam już od większej ilość minut i skaczę, co 5, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś zaczął od tych 3 minutek. Nie walczysz o złote majtki, a o nowy nawyk. Nie masz ćwiczyć przez miesiąc i czasami, a kilka miesięcy, a może i cały rok (jeśli będziesz chciał biegać zimą) i systematycznie. Za parę miesięcy nie będzie Cię obchodzić, jak zaczynałeś. :)

 

 

jak zacząć biegać

 

BONUS: Mój trik na „Nie mam już siły.”

Nie wiem, czy u Was to się sprawdzi, ale gdy ja już nie mam siły, by dalej biec, a na stoperze zostało jeszcze parę minut, staram się podnieść wzrok jak najwyżej, nie patrzeć pod nogi, ani na drogę tylko w chmury. Nie wiem jak to działa, ale dodaje energii i niweluje moje zmęczenie. Znowu patrzenie w dół, na buty jest najgorsze, od razu zwalniam i czuję się bardziej zmęczona.

 

Ciekawa jestem Waszej reakcji na ten pomysł. Najważniejsze jest dla mnie to, że może komuś pomóc, zmotywować go i wnieść coś w jego życie. To jest najfajniejsze w blogowaniu. :) A jeśli czyta to ktoś bardziej zaawansowany w bieganiu, to chętnie poczytam o innych trikach na „Nie mam już siły”. Przydadzą się!

Do następnego czytania!

Ania

 

PS Jeżeli spodobał Ci się ten wpis lub uważasz go za przydatny, to będę wdzięczna, gdy podzielisz się nim na którymś z portali społecznościowych. :) Z góry dziękuję!

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk