fbpx

Jak zdać egzamin, kiedy czasu mało a materiału niekoniecznie.

jak zdać egzamin

Sesja wre. Uczelnie umacniają mury, wykładowcy szlifują swoje pióra. Pani w ksero pada ze zmęczenia. Najwyższy stan gotowości, ale Tobie wszystko mówi, że to nie jest czas na naukę. Że jest dużo fajniejszych rzeczy na tym świecie. Że w sumie to nie zależy Ci na ocenach, chcesz to tylko zdać.

 

 

Jak się uczyć, żeby zdać i poświęcić na to mało czasu.

 

 

Of course robimy plan nauki. Ale wiecie, możemy go zmodyfikować. :D Bywa, że coś nie wypali i nie ma się co wtedy spinać. W sytuacji, w której ewidentnie zostało Ci mało czasu, a materiału jest wciąż bardzo dużo, musisz zmienić taktykę! Tak jak ja zrobiłam to podczas tej sesji, kiedy po odwiedzinach mojej mamy i siostry byłam totalnie wybita z rytmu i baaardzo zmęczona. Wiecie jak to jest, kiedy chce się bliskim pokazać wszystko, co najlepsze. :) Zupełnie zmieniłam strategię, na taką, która była wbrew mojej osobowości.

 

 

Nim jednak do niej przejdę zaproponuję Ci dołączenie do naszej wspaniałej Studenckiej Grupy Wsparcia, bo tam po prostu jest fajnie, wszyscy się wspierają i sobie pomagają. (Ale rymy!) Poza tym masz tutaj jeszcze wpis o podobnej tematyce. Ten poniżej zawiera właściwie cały plan dnia, gdy uczysz się na ostatnią chwilę.

 

 

Jak w jeden dzień przygotować się do egzaminu?

 

 

Kiedyś przyjaciółka opowiadała mi o tekście, z którego wynikało, że jest bardzo konkretna i szybka w podejmowaniu decyzji. Wiedziała też do jakiego typu będę należeć ja. Kiedy wchodzę do galerii nie kupię sukienki nie sprawdzając WSZYSTKICH sklepów. Bo przecież w innym może być ładniejsza/tańsza/lepszej jakości. Zazwyczaj i tak wychodzę z rzeczą, która spodobała mi się na samym początku, ale mam tą swoją chorą pewność, że wszystko sprawdziłam. Nawet w lumpeksach przeglądam każdą rzecz po kolei, by przypadkiem coś mnie nie ominęło. Ucząc się do egzaminu uczę się wszystkiego, co tylko jest możliwe. Oczywiście z najważniejszych rzeczy, które faktycznie są wiedzą, a nie słownym ozdobnikiem. Ale fakt jest taki, że uczę się wszystkiego. Nie potrafiłabym przyjść na egzamin wiedząc, że nie przerobiłam jednego rozdziału jakiejś tam książki. A jednak wielu osobom zdarza się nie przygotować z całości materiału i zdać. Zdają nawet tak samo jak ja.

 

 

 

 

Boję się, że coś mi umknie, coś bardzo ważnego. Dlatego decyzja o zmianie taktyki była dla mnie tak poważna. Postanowiłam, że będę czytać tylko wstępy i podsumowania danych rozdziałów. Podjęłam ją, bo w końcu zaskoczył w mojej głowie tekst: Nie ma spiny są drugie terminy. Zawsze wydawało mi się, że to zdanie jest domeną studentów, którzy mają bardzo luzackie podejście do swoich studiów i właściwie to im nie zależy. Ale tak nie jest.

 

 

Drugi termin jest po to, żeby sobie na niego przytuptać i napisać sobie egzamin tak samo jak podczas pierwszego terminu. Koniec. Drugi termin jest dla osób, które po prostu miały inne priorytety niż nauka do pierwszego terminu. I nawet, jeżeli tym priorytetem był mecz, piwo ze znajomymi, czy spanie, to nie ma znaczenia. Najwidoczniej tego najbardziej potrzebowałaś, potrzebowałeś w tym momencie.

 

 

1 decyzja, która uratowała mój egzamin.

 

 

Wtedy, gdy sobie to uświadomiłam mogłam podjąć decyzję, która zmniejszyła moje nakłady pracy, a nie zmieniła jej wyniku. Bo przecież przez całe studia przyświeca mi idea: Work smarter, not harder. Dlatego oh, jakże zaszalałam przerabiając tylko te podsumowania rozdziałów! I to na ostatni egzamin na tym kierunku. :D Tak, to jest miejsce na śmiech. 20% działań przynosi 80% rezultatów. No cóż mogło być w tych podsumowaniach rozdziałów jak nie 80% potrzebnej mi wiedzy. Cóż może być w opracowaniach i streszczeniach książek, które czytałam jak głupia w liceum, nawet jeżeli mi się nie podobały, jak nie 80% wiedzy potrzebnej do zdania matury. (Jedyną lekturą, której nie przeczytałam był „Potop”) Ale wtedy myślałam jeszcze, że jak nie przeczytam Wertera, to ominie mnie coś ważnego. Kto przeczytał ten wie, ile nieszczęścia mnie spotkało. Tak więc workujcie smarter, not harder.

 

 

 

 

 

Często to powtarzam, ale co tam. Moim zdaniem, większość wyników, które otrzymujemy na studiach zależy od podejścia. Od podejścia do stresu, do egzaminów, do samych studiów, do siebie. Jakie znaczenie w moim życiu mają te studia. Czy NAPRAWDĘ jestem bez nich nikim? Hello! Nie jest tak, a wiele osób tak myśli. Znowu sprawdza się stare dobre powiedzenie: Miej wy*ebane, a będzie Ci dane. Zauważcie, że osoby, które najmniej przejmują się studiami zazwyczaj najlepiej na tym wychodzą. Oczywiście nie mówię o ich olewaniu, ale po prostu o podejściu bez spiny.

 

 

Miało być o tym, jak zdać, kiedy materiału dużo a czasu niekoniecznie. No więc prawię takie herezje, że olej. Przeskocz. Pomiń. I tak nie dasz rady nauczyć się wszystkiego. (Jeżeli tak wyszło z Twoich wyliczeń.) Lepiej jest wiedzieć po trochu ze wszystkiego, mieć ogólne spojrzenie na temat, niż lecieć po kolei, tak jak ja kiedyś bym to robiła i nie wyrobić się z przeczytaniem 5 ostatnich rozdziałów. A jeszcze lepiej jest uświadomić sobie, że drugi termin to coś normalnego, stworzonego dla Ciebie, jakbyś nie miał czasu i ochoty uczyć się na pierwszy.

 

 

PS Czy jest tu ktoś, komu podobał się Werter? ;D Na razie poznałam tylko jedną taką osobę w moim życiu!

Uściski!

Ania

 

 

Przypominam, że Sesyjny Poradnik jest wciąż w sprzedaży, ale TYLKO do 28 czerwca. Wciąż biję się z myślami, czy powinnam ją wznawiać we wrześniu, ale na razie kieruje mną myśl, że w sumie do 28 czerwca wszyscy będą już wiedzieli, czy potrzebują jeszcze pomocy Poradnika czy nie. Mogą więc go zakupić w tym czasie. Chociaż nie wiem, czy moja logika jest słuszna. :D

 

 

PRZEJDŹ DO STRONY SESYJNEGO PORADNIKA

 

 

jak ogarnąć sesję

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk