Jakość pomagania.

 

Zbli­ża­ją się świę­ta, czy­li czas, w któ­rym jeste­śmy zdol­ni do więk­szej dobro­czyn­no­ści niż przez cały rok. Może to dla­te­go, że  sami zosta­je­my obda­ro­wa­ni i chce­my odwdzię­czyć się świa­tu. Może to grza­ne wino tak ocie­pla nasze ser­ca, albo kumu­lu­ją­ce się przez cały rok wyrzu­ty sumie­nia. A może po pro­stu w świe­tle LED-owych lam­pek pro­ble­my tego świa­ta poru­sza­ją nas jak­by moc­niej. Nie zwa­ża­jąc na przy­czy­nę chce­my poma­gać. Jaka jest jed­nak jakość tej pomo­cy?

 

Poma­ga­nie, któ­re nic nie kosz­tu­je.

 

Za pew­ne zna­cie akcję ze zbie­ra­niem zakrę­tek. Chy­ba jest nawet kil­ka takich. W jed­nej z nich 50 kg nakrę­tek fun­du­je godzi­nę reha­bi­li­ta­cji dla dzie­ci z nie­do­słu­chem. Inna fun­da­cja zbie­ra na wóz­ki inwa­lidz­kie. Za tonę nakrę­tek dosta­ją 700 zło­tych. Idea dobra — poma­ga­nie bez wysił­ku. Skut­ki gor­sze. Uczy to spo­łe­czeń­stwa złych nawy­ków. Że poma­ga­nie powin­no być łatwe, że nie wyma­ga poświę­ceń, że może bazo­wać na odpa­dach. Że to nic nie kosz­tu­je. No wła­śnie. Pomóż, prze­cież to nic nie kosz­tu­je. To chy­ba naj­gor­sze z haseł mają­cych zachę­cić do poma­ga­nia. Kształ­tu­je opi­nię, że tak powin­no być, że poma­ga­nie ma być pro­ste oraz dar­mo­we.

 

I wszyst­ko było­by w porząd­ku, gdy­by to zbie­ra­nie nakrę­tek sta­no­wi­ło tyl­ko doda­tek. Do tego docho­dzą jesz­cze laj­ki, kli­ki i udo­stęp­nie­nia i nagle jesteś bogiem miło­sier­dzia. Tyle poma­gasz! Odda­łeś zakręt­kę, z któ­rą zamie­rza­łeś spę­dzić resz­tę życia i w dodat­ku klik­ną­łeś w brzu­szek głod­ne­go paja­cy­ka. Ty dobro­czyń­co.

 

jakość pomagania

 

Odda­wa­li­ście kie­dyś ubra­nia do kon­te­ne­rów roz­sta­wio­nych po mie­ście? Ludzie wrzu­ca­ją tam sta­re, brzyd­kie i nie­mod­ne ciu­chy. Cza­sem jesz­cze lek­ko pod­nisz­czo­ne. Zme­cha­co­ne lub dziu­ra­we. Trak­tu­ją je jak śmiet­nik. Odda­ją tam rze­czy, któ­rych sami nie chcą już nosić. Dla­cze­go więc ktoś inny miał­by chcieć?  Tyl­ko dla­te­go, że jest bied­ny i powi­nien zado­wo­lić się tym, co dają? Wczo­raj Mag­da z blo­ga Dziew­czy­na z obraz­ka pisa­ła na temat Pana, któ­ry chciał oddać Szla­chet­nej Pacz­ce znisz­czo­ne łóż­ko. Wolon­ta­riu­sze go nie przy­ję­li, a ten zbul­wer­so­wa­ny wyży­wał się w komen­ta­rzach. Mia­łam w pla­nach ten post od daw­na, ale Mag­da poru­szy­ła mnie do jego napi­sa­nia. Jej tekst prze­czy­ta­cie tutaj.

 

Dla kogo my to robi­my? Komu poma­ga­my, bied­nym, czy sobie? Czy to jest jesz­cze pomoc, czy już szu­ka­nie spo­so­bu na pozby­cie się nie­po­trzeb­nych rze­czy. To dru­gie nie jest niczym złym, ale na pew­no nie jest poma­ga­niem. Nie ma cze­goś takie­go jak poma­ga­nie przy oka­zji. Albo poma­gasz, albo robisz coś dla wła­sne­go inte­re­su. Wte­dy, kie­dy odda­jesz sta­re i nie­po­trzeb­ne Ci już przed­mio­ty wywo­łu­jesz w sobie sztucz­ną satys­fak­cję, że komuś pomo­głeś. Tak napraw­dę zro­bi­łeś to dla sie­bie. Dopie­ro odda­jąc nowe przed­mio­ty, lub ład­ne, zadba­ne a przede wszyst­kim takie, któ­re sam chciał­byś otrzy­mać możesz poszczy­cić się tym, że udzie­lasz pomo­cy. Wte­dy, kie­dy odda­jesz pie­nią­dze rów­nież. Gdy już to robisz, musisz się tym chwa­lić i być z tego dum­nym.

 

Dla­cze­go trze­ba prze­chwa­lać się pomo­cą?

 

To pro­ste, żeby inni bra­li z Cie­bie przy­kład. Prze­chwa­laj się poma­ga­niem przy każ­dej moż­li­wej oka­zji. Wzbu­dzaj w ludziach zazdrość, niech chcą być tacy jak Ty! ;) Onie­śmie­laj ich swo­ją dobro­cią, niech będzie im głu­pio. Spraw, że przy następ­nym Waszym spo­tka­niu, to oni pochwa­lą się przed Tobą, a wte­dy pozwól im się tym delek­to­wać, ale tyl­ko jeśli wszy­scy poma­ga­cie napraw­dę innym, a nie sobie. Z tym poma­ga­niem sobie, to oczy­wi­ście nie jest też tak do koń­ca. Czło­wiek ma taką potrze­bę zado­wo­le­nia sie­bie, poka­za­nia sobie, że jest taki dobry, że poma­ga innym. Tego pra­gnie­nia nie moż­na zaspo­ka­jać w byle jaki spo­sób! Poma­ga­nie ma być tro­chę takim luk­su­sem, dzię­ki któ­re­mu odczu­je­my tę przy­jem­ność.


 

Sama jestem na sie­bie tro­chę zła, bo poma­gam w spo­sób baaar­dzo nie­kon­tro­lo­wa­ny przez co nie odczu­wam tego luk­su­su aż tak, jak­bym mogła. Dzi­siaj na mojej uczel­ni odby­wa­ła się zbiór­ka pie­nię­dzy na schro­ni­sko. Też coś tam dorzu­ci­łam. Innym razem widzę ogło­sze­nie zde­spe­ro­wa­nej mamy w inter­ne­cie — robię prze­lew. Zbiór­ka żyw­no­ści dla dzie­ci — robię zaku­py. Takie sytu­acje zda­rza­ją się co 3–4 dni. W ogó­le nie kon­tro­lu­ję, ile wyda­ję na pomoc w danym mie­sią­cu. To też nie­do­brze, bo chcia­ła­bym mieć jakiś cel i wie­dzieć, komu i jak chcę poma­gać.

 

Moje prze­ko­na­nia do poma­ga­nia bar­dzo się zmie­ni­ły. Zaczy­na­jąc od typo­we­go “nie mam pie­nię­dzy, żeby poma­gać”, przez nie­śmia­łe wrzu­ca­nie monet do róż­nych puszek, aż po spon­ta­nicz­ne wyko­ny­wa­nie prze­le­wów. Nigdy jed­nak nie trak­to­wa­łam poma­ga­nia jak oka­zji na pozby­cie się nie­po­trzeb­nych rze­czy. Nawet wte­dy, gdy grza­niec roz­grzał wię­cej niż tyl­ko moje ser­ce. ;) A czy Wasze ser­ca są już gorą­ce? Poma­ga­cie sobie czy potrze­bu­ją­cym?

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania
Fol­low

  • Ad vocem zakrę­tek. Tego typu akcje trwa­ją od lat, jed­nak ich począ­tek jest bar­dziej z zamy­słem, niż­by mogło się wyda­wać. Gdy wyrzu­casz do śmiet­ni­ka butel­kę z zakręt­ką, zosta­je w niej powie­trze, któ­re na eta­pie uty­li­za­cji śmie­ci musi się z niej wydo­być. Co dopie­ro przy kwe­stii prze­ta­pia­nia takiej butel­ki na nową. Pierw­sze akcje “sku­pu zakrę­tek” powsta­ły w momen­cie, gdy cena sku­pu pla­sti­ku była sen­sow­na (1tona zakrę­tek na 700PLN brzmi napraw­dę ską­po) i był boom na sor­to­wa­nie śmie­ci wsze­la­kich. Ludzie pchnię­ci chę­cią pomo­cy odkrę­ca­li puste butel­ki, wyrzu­ca­li je do śmie­ci, a odkrę­co­na zakręt­ka szła do oddziel­ne­go wor­ka. Poma­ga­ło się w tej sytu­acji na dwa spo­so­by, poma­gasz w zbiór­ce pie­nię­dzy (zakręt­ki -> skup -> zakup sprzętu/opłacenie terapii/cokolwiek) i obni­żasz kosz­ty sor­tu śmie­ci i recy­klin­gu.

    Pomi­ja­jąc powyż­szą kwe­stię, nie widzę nic złe­go w poma­ga­niu “przy oka­zji”. Zresz­tą, war­to uści­ślić, że mówi­my tu o poma­ga­niu cha­ry­ta­tyw­nym. Pod hasłem pomo­cy mam w gło­wie “pierw­sza pomoc przed­me­dycz­na”, “pomoc w prze­pro­wadz­ce kole­dze na pię­trze w fir­mie” i jesz­cze kil­ka innych form. I zazwy­czaj każ­da z tych form cechu­je się moż­li­wo­ścią pomo­cy. Nie pomo­gę ran­ne­mu na uli­cy, jeśli aku­rat nie będę tam­tę­dy prze­cho­dził. Nie pomo­gę kole­dze z biur­ka obok w prze­nie­sie­niu segre­ga­to­rów, jeśli nie będzie mnie aku­rat w pra­cy czy będę pochło­nię­ty swo­imi obo­wiąz­ka­mi.

    Owszem, są altru­iści, któ­rzy poma­ga­ją bez oka­zji i czę­sto jeż­dżą na dru­gi koniec świa­ta jako wolon­ta­riu­sze orga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nych, by pomóc w kon­kret­nym rejo­nie. Jed­nak takich ludzi jest garst­ka. Dla­te­go nie umniej­szam war­to­ści pomo­cy “przy oka­zji”. Fakt, odda­wa­nie zepsu­te­go, sta­re­go łóż­ka to prze­sa­da, ale w tej sytu­acji war­to się kie­ro­wać swo­im krę­go­słu­pem moral­nym (któ­ry jak wie­my, każ­dy ma inny) i zasa­dą “nie czyń dru­gie­mu co Tobie nie miłe” czy też w pozy­tyw­nej for­mie “rób dla dru­gie­go to, co sam chciał­byś zro­bić dla sie­bie”.

    A ze spon­ta­nicz­ny­mi prze­le­wa­mi radzę uwa­żać, wie­le inter­ne­to­wych ogło­szeń (nie mówię, że wszyst­kie!) to nacią­gac­two, ale to jak zwy­kle, do wszyst­kie­go trze­ba pod­cho­dzić z roz­sąd­kiem. ;)

    • Ja jak odpo­wied­nio zgnio­tę butel­kę i ją zakrę­cę, to zaj­mu­je ona mniej miej­sca niż taka bez nakręt­ki. ;p Poza tym, widzę na osie­dlach jak ludzie segre­gu­ją śmie­ci. Nic sobie nie robią z obo­wią­zu­ją­cych podzia­łów, cza­sem mam wra­że­nie, że jestem jed­ną z nie­licz­nych na aka­de­mi­kach, bo nawet por­tier­ki, kie­dy pod­pi­sy­wa­łam oświad­cze­nie o segre­ga­cji śmie­ci, zapy­ta­ne prze­ze mnie o dodat­ko­we kubły i wor­ki w poko­jach słu­żą­ce segre­ga­cji, powie­dzia­ły mi, że to zobo­wią­za­nie po pro­stu musi być na papie­rze, a co ja se będę robić to moja spra­wa. Segre­gu­ję, ale też nie jestem w tym per­fek­cyj­na, bo podob­no więk­szość rze­czy trze­ba myć, a mi się tego nigdy nie chce robić. Z dru­giej stro­ny dzi­wi mnie, czy przy prze­ta­pia­niu sło­ika reszt­ki zupy, któ­re w nim były po pro­stu nie wypa­ru­ją? ;) No wiec ludzie wyrzu­ca­jąc głu­pią zakręt­kę, myślą sobie jacy są super, bo poma­ga­ją bied­nym i śro­do­wi­sku, a co robią z resz­tą butelki/ inny­mi pla­sti­ko­wy­mi opa­ko­wa­nia­mi? To co opi­sa­łam wyżej.

      Oczy­wi­ście taka pomoc przy oka­zji, któ­rą opi­sa­łeś, jest jak naj­bar­dziej zro­zu­mia­ła. :D

      A prze­le­wy idą zawsze przez spraw­dzo­ne stro­ny, więc aż tak spon­ta­nicz­na nie jestem. ;)

  • Poma­ga­nie zaczy­na się od tych naj­mniej­szych kro­ków. Tak, zakręt­ki są waż­ne. Klik­nię­cia w paja­cy­ka tak­że. Twój prze­lew, czy gro­sze wrzu­co­ne do pusz­ki- tak­że. Nie walo­ry­zuj­my aktów pomo­cy. Są waż­ne, bo roz­bu­dza­ją świa­do­mość doty­czą­ca tego, że ktoś tej pomo­cy potrze­bu­je. Nawet te znisz­czo­ne, nie­po­trzeb­ne nam rze­czy znaj­dą swój dom. Cho­ciaż­by w Ośrod­kach Inter­wen­cji Kry­zy­so­wych. Cen­trach Aktyw­no­ści Lokal­nej. Cho­ciaż­by pod­czas kur­su szy­cia dla klien­tek pomo­cy spo­łecz­nej. Mate­ria­ły kosz­tu­ją. Znisz­czo­ne łóż­ko? Szla­chet­na Pacz­ka go nie przyj­mie, ale znam wie­le orga­ni­za­cji, któ­ra by chęt­nie je przy­ję­ła. Dla­te­go zamiast się obra­żać, wytłu­macz­my Panu, że łóż­ko może zawieść cho­ciaż­by do schro­nisk dla osób bez­dom­nych, czy pla­có­wek, któ­re pro­wa­dzą miesz­ka­nia chro­nio­ne, czy schro­ni­ska dla matek i dzie­ci. Tam zawsze przy­da się awa­ryj­ne miej­sce do spa­nia. Tak­że zawsze znaj­dzie się oso­ba, któ­ra je napra­wi.

    Nie moż­na poma­gać lepiej już gorzej. Gdy­bym porów­ny­wa­ła się do innych, to spo­koj­nie mogła­bym stwier­dzić, że już zro­bi­łam wystar­cza­ją­co. 10 lat wolon­ta­ria­tu. Pra­ca w Indiach. Kil­ka lat pra­cy z ofia­ra­mi prze­mo­cy, han­dlu ludź­mi. eh, co tam pusz­ki. Dla­te­go nie oce­niaj­my. Cza­sem te naj­mniej­sze rze­czy zmie­nia­ją naj­wię­cej. Zamiast wyrzu­tów, pokaż­my ludziom w jaki spo­sób moż­na poma­gać. Wytłu­macz­my, że wrzu­ca­nie zło­tów­ki do pusz­ki oso­by żebrzą­cej, to tyl­ko wzmoc­nie­nie gan­gów ulicz­nych, któ­re mają nad tym wła­dze. Uczmy, że pla­sti­ko­we nakręt­ki, to rze­czy­wi­ście może być spraw­niej­szy wózek inwa­lidz­ki.

    • Nie każ­dy chy­ba też chce poświę­cać życie na pomoc, dla­te­go pie­nią­dze i rze­czy mate­rial­ne, to jedy­ne, co może zaofe­ro­wać, ale masz rację z tym, że sze­rze­nie wie­dzy jest bar­dzo waż­ne. Nie zda­je­my sobie spra­wy z ilo­ści potrzeb, z ilo­ści moż­li­wo­ści pomo­cy jakie mamy. Mogli­by już w szko­le zacząć o tym infor­mo­wać tyle tego. :)

  • Bar­dzo dobry tekst i świet­ne spo­strze­że­nia. Poma­ga­my przede wszyst­kim po to, żeby dru­gie­mu czło­wie­ko­wi żyło się lepiej, nie wol­no tra­cić z oczu tego celu. Wte­dy satys­fak­cja, któ­ra temu towa­rzy­szy będzie czymś natu­ral­nym a nie celem samym w sobie. Nie­ste­ty w okre­sie Świąt chy­ba wła­śnie naj­bar­dziej liczy się nastrój i dobre samo­po­czu­cie… tego kto poma­ga.

    • A niech się i tam liczy, waż­ne, żeby nie zaspo­ko­iło go odda­nie sta­re­go łóż­ka, czy kil­ku nakrę­tek. ;)

  • Świet­ny tekst! Ja poma­gam raczej w podob­ny spo­sób jak Ty, ale masz abso­lut­ną rację ze wszyst­kim! Dobrze było­by to bar­dziej kon­tro­lo­wać :) Ale nakręt­ki i tak zbie­ram :)

    • U mnie też się te nakręt­ki zbie­ra. :) Cho­dzi­ło mi raczej o to, że nie­któ­rym to wystar­cza. Nakręt­ki, laj­ki i kli­ki w brzu­szek. Są przy­zwy­cza­je­ni do łatwe­go poma­ga­nia i to jest smut­ne.

  • moim zda­niem lepiej poma­gać bez wysił­ku, niż mia­ło­by się tego nie robić w ogó­le. co wię­cej uwa­żam że wręcz nale­ży brać udział w takich akcjach, któ­re nie wyma­ga­ją od nas wysił­ku. wła­śnie dla­te­go, że nie wyma­ga­ją. a komuś to może bar­dzo pomóc. my nic nie tra­ci­my, a ktoś zysku­je. oczy­wi­ście nie zna­czy to że tyle wystar­czy, cho­ciaż lepiej cokol­wiek, niż nic.
    a do tych kon­te­ne­rów to w ogó­le nie mam zaufa­nia. te ubra­nia albo tra­fia­ją do secon­dhan­dów albo ule­ga­ją znisz­cze­niu bo jakiś dow­cip­niś wrzu­ci petar­dę do kon­te­ne­ra itp.
    z tym znisz­czo­nym łóż­kiem to z jed­nej stro­ny tro­chę nie­smak, cho­ciaż… jeże­li rodzi­na nie ma łóż­ka w ogó­le to nawet takie znisz­czo­ne będzie dla niej lep­sze niż kom­plet­ny brak. mało jest ludzi grze­bią­cych w śmiet­ni­kach? coś co dla nas jest odpa­dem dla kogoś może być przy­dat­ne. jeże­li ktoś nie ma cie­płe­go swe­tra na zimę to z rado­ścią taki przyj­mie nawet jeże­li był­by nie­mi­ło­sier­nie zme­cha­co­ny czy nawet z dziu­rą.

    • A mi się wyda­je, że ta oso­ba zasłu­gu­je też na ład­ny swe­ter i na nor­mal­ne łóż­ko. Jeże­li ja bym w czymś już nie chcia­ła cho­dzić, to nie dała­bym tego innej oso­bie. To tak jak psu daje się reszt­ki jedze­nia, któ­rych się już nie chce jeść.

      • nie mówię, że nie zasłu­gu­je, ale jeże­li ktoś stoi przed wybo­rem dać tro­chę znisz­czo­ne albo nie dać nic to dla mnie jest oczy­wi­ste, że lepiej jed­nak dać. szcze­gól­nie jeże­li mówi­my o ludziach napraw­dę ubo­gich.

        poza tym czy coś jest bez­u­ży­tecz­ne czy nie to też poję­cie względ­ne. wiem po sobie ;) cza­sa­mi np. moja sio­stra chce wyrzu­cić jakieś ubra­nia bo są już sta­re i zme­cha­co­ne i ona w nich nie zamie­rza cho­dzić. a ja jej mówię, żeby nie wyrzu­ca­ła tyl­ko mi dała, bo moim zda­niem są spo­ko i ja uwa­żam, że spo­koj­nie mogę w nich jesz­cze pocho­dzić ;) lubię też doja­dać reszt­ki jedze­nia po rodzi­nie i wyli­zy­wać garn­ki. i nie obra­żam się, jak kole­żan­ka mówi że zosta­ła jej reszt­ka odżyw­ki czy bym chcia­ła albo czy bym chcia­ła bo jej źle robi na wło­sy. albo czy chcę jej keba­ba bo ona już nie może.

        • No tak, to są sytu­acje dość rodzin­ne, ina­czej jest w przy­pad­ku, gdy cho­dzi o zupeł­nie obcą oso­bę. :) Oczy­wi­ście rozu­miem Twój tok myśle­nia cho­ciaż nie zga­dzam się z nim w 100%. Jeste­śmy róż­ni i każ­dy może mieć swo­je zda­nie i swo­je podej­ście do poma­ga­nia. ;)

  • Bar­dzo traf­ne spo­strze­że­nia. Czy­ta­łam na fp o tym łóż­ku, ale powiem ci, że to jeden z lżej­szych przy­kła­dów. Ktoś oddał roz­pa­da­ją­cą się kuchen­kę gazo­wą, bez pal­ni­ków i dol­nej szu­fla­dy. Co gor­sze, wolon­ta­riusz ją przy­jął od dar­czyń­cy i zawiózł do rodzi­ny. Inna smut­na sytu­acja: sta­re i znisz­czo­ne ubra­nia zosta­ły zapa­ko­wa­ne do dwóch kar­to­nów pre­zen­to­wych i prze­ka­za­ne rodzi­nie, któ­ra mia­ła inne potrze­by, bo mie­li małe dziec­ko. Te dwa kar­to­ny to było jedy­ne, co dosta­li.
    Złość i smu­tek się we mnie mie­sza­ją na myśl o takiej pomo­cy.

    • Przy­kre, że ludzie trak­tu­ją tych bied­niej­szych jak gor­szych, któ­rzy mogą w takich rze­czach cho­dzić. Wła­śnie o to cho­dzi, żeby ich dowar­to­ścio­wać, poka­zać, że są rów­ni inny­mi, a tu coś takie­go… Przy­kre.

  • Poma­ga­my w świę­ta, bo po pro­stu wte­dy jest to — jak­kol­wiek to brzmi! — popu­lar­ne. Tro­chę dzia­ła instynkt stad­ny, nie­ste­ty. A może w tym wypad­ku ste­ty…

  • Chy­ba naj­waż­niej­szym aspek­tem pomo­cy jest to, dla kogo się jej podej­mu­je­my. Nie ma nic złe­go w bra­ku czy­stej filan­tro­pii i myśle­nia wyłącz­nie o innych. Czę­sto poma­ga­my dla­te­go, że sami chce­my poczuć się lepiej ze sobą, swo­imi pie­niędz­mi. I nie ma w tym nic złe­go, tak dłu­go, jak nie prze­kształ­ci się to w — tak jak to uję­łaś — wyrzu­ca­niem rze­czy nie­po­trzeb­nych.

    • Dokład­nie tak! Wła­śnie dla­te­go napi­sa­łam o tym, że jest to swe­go rodza­ju przy­jem­ność dla nas. :)

  • Nie mam pomy­słu na komen­tarz. W koń­cu przy­po­mnia­ło mi się, jak z kla­są usta­la­li­śmy w co się anga­żu­je­my zamiast kupo­wać sobie pre­zen­ty (prze­rzu­ci­li­śmy się na drob­ne upo­min­ki, naj­le­piej robio­ne wła­sno­ręcz­nie). Wycho­waw­czy­ni, gdy prze­glą­da­li­śmy szla­chet­ną pacz­kę kaza­ła nam dobrze prze­my­śleć, czy jeste­śmy w sta­nie to zor­ga­ni­zo­wać, bo „robi­my nie­złe kuku” rodzi­nie wybie­ra­jąc ją i nie reali­zu­jąc tego wszyst­kie­go, bo prze­cież nikt inny jej nie wybie­rze. Mniej wię­cej to samo „nie­złe kuku” ( <3 zwro­ty Rudej) chciał zro­bić pan z łóż­kiem.

    • A Wam uda­ło się w koń­cu nie zro­bić niko­mu “kuku”? ;)

      • Tak, wybra­li­śmy sobie w koń­cu dom dziec­ka, któ­re­mu posta­no­wi­li­śmy pomóc (na szla­chet­ną pacz­kę nas nie stać), dorzu­ci­li­śmy się do ogól­nosz­kol­nej akcji (rów­nież dom dziec­ka), wyda­li­śmy ze 300zł (nie wiem, jak to moż­li­we, bo na począt­ku mie­li­śmy 100zł) na aukcji cha­ry­ta­tyw­nej, a Mate­usz został na niej Boże­ną, co prze­bi­ło nawet inter­ne­ty. A no i dziś było kon­cert cha­ry­ta­tyw­ny, gdzie śpie­wa­li­śmy kolę­dę po hebraj­sku, choć nie ogar­niam, na czym pole­ga­ła cha­ry­ta­tyw­ność kon­cer­tu, może tyl­ko na tym, że nam za nie­go nie zapła­co­no.