fbpx

Jakość pomagania.

jakość pomagania

 

Zbliżają się święta, czyli czas, w którym jesteśmy zdolni do większej dobroczynności niż przez cały rok. Może to dlatego, że  sami zostajemy obdarowani i chcemy odwdzięczyć się światu. Może to grzane wino tak ociepla nasze serca, albo kumulujące się przez cały rok wyrzuty sumienia. A może po prostu w świetle LED-owych lampek problemy tego świata poruszają nas jakby mocniej. Nie zważając na przyczynę chcemy pomagać. Jaka jest jednak jakość tej pomocy?

 

Pomaganie, które nic nie kosztuje.

 

Za pewne znacie akcję ze zbieraniem zakrętek. Chyba jest nawet kilka takich. W jednej z nich 50 kg nakrętek funduje godzinę rehabilitacji dla dzieci z niedosłuchem. Inna fundacja zbiera na wózki inwalidzkie. Za tonę nakrętek dostają 700 złotych. Idea dobra – pomaganie bez wysiłku. Skutki gorsze. Uczy to społeczeństwa złych nawyków. Że pomaganie powinno być łatwe, że nie wymaga poświęceń, że może bazować na odpadach. Że to nic nie kosztuje. No właśnie. Pomóż, przecież to nic nie kosztuje. To chyba najgorsze z haseł mających zachęcić do pomagania. Kształtuje opinię, że tak powinno być, że pomaganie ma być proste oraz darmowe.

 

I wszystko byłoby w porządku, gdyby to zbieranie nakrętek stanowiło tylko dodatek. Do tego dochodzą jeszcze lajki, kliki i udostępnienia i nagle jesteś bogiem miłosierdzia. Tyle pomagasz! Oddałeś zakrętkę, z którą zamierzałeś spędzić resztę życia i w dodatku kliknąłeś w brzuszek głodnego pajacyka. Ty dobroczyńco.

 

jakość pomagania

 

Oddawaliście kiedyś ubrania do kontenerów rozstawionych po mieście? Ludzie wrzucają tam stare, brzydkie i niemodne ciuchy. Czasem jeszcze lekko podniszczone. Zmechacone lub dziurawe. Traktują je jak śmietnik. Oddają tam rzeczy, których sami nie chcą już nosić. Dlaczego więc ktoś inny miałby chcieć?  Tylko dlatego, że jest biedny i powinien zadowolić się tym, co dają? Wczoraj Magda z bloga Dziewczyna z obrazka pisała na temat Pana, który chciał oddać Szlachetnej Paczce zniszczone łóżko. Wolontariusze go nie przyjęli, a ten zbulwersowany wyżywał się w komentarzach. Miałam w planach ten post od dawna, ale Magda poruszyła mnie do jego napisania. Jej tekst przeczytacie tutaj.

 

Dla kogo my to robimy? Komu pomagamy, biednym, czy sobie? Czy to jest jeszcze pomoc, czy już szukanie sposobu na pozbycie się niepotrzebnych rzeczy. To drugie nie jest niczym złym, ale na pewno nie jest pomaganiem. Nie ma czegoś takiego jak pomaganie przy okazji. Albo pomagasz, albo robisz coś dla własnego interesu. Wtedy, kiedy oddajesz stare i niepotrzebne Ci już przedmioty wywołujesz w sobie sztuczną satysfakcję, że komuś pomogłeś. Tak naprawdę zrobiłeś to dla siebie. Dopiero oddając nowe przedmioty, lub ładne, zadbane a przede wszystkim takie, które sam chciałbyś otrzymać możesz poszczycić się tym, że udzielasz pomocy. Wtedy, kiedy oddajesz pieniądze również. Gdy już to robisz, musisz się tym chwalić i być z tego dumnym.

 

Dlaczego trzeba przechwalać się pomocą?

 

To proste, żeby inni brali z Ciebie przykład. Przechwalaj się pomaganiem przy każdej możliwej okazji. Wzbudzaj w ludziach zazdrość, niech chcą być tacy jak Ty! ;) Onieśmielaj ich swoją dobrocią, niech będzie im głupio. Spraw, że przy następnym Waszym spotkaniu, to oni pochwalą się przed Tobą, a wtedy pozwól im się tym delektować, ale tylko jeśli wszyscy pomagacie naprawdę innym, a nie sobie. Z tym pomaganiem sobie, to oczywiście nie jest też tak do końca. Człowiek ma taką potrzebę zadowolenia siebie, pokazania sobie, że jest taki dobry, że pomaga innym. Tego pragnienia nie można zaspokajać w byle jaki sposób! Pomaganie ma być trochę takim luksusem, dzięki któremu odczujemy tę przyjemność.


 

Sama jestem na siebie trochę zła, bo pomagam w sposób baaardzo niekontrolowany przez co nie odczuwam tego luksusu aż tak, jakbym mogła. Dzisiaj na mojej uczelni odbywała się zbiórka pieniędzy na schronisko. Też coś tam dorzuciłam. Innym razem widzę ogłoszenie zdesperowanej mamy w internecie – robię przelew. Zbiórka żywności dla dzieci – robię zakupy. Takie sytuacje zdarzają się co 3-4 dni. W ogóle nie kontroluję, ile wydaję na pomoc w danym miesiącu. To też niedobrze, bo chciałabym mieć jakiś cel i wiedzieć, komu i jak chcę pomagać.

 

Moje przekonania do pomagania bardzo się zmieniły. Zaczynając od typowego „nie mam pieniędzy, żeby pomagać”, przez nieśmiałe wrzucanie monet do różnych puszek, aż po spontaniczne wykonywanie przelewów. Nigdy jednak nie traktowałam pomagania jak okazji na pozbycie się niepotrzebnych rzeczy. Nawet wtedy, gdy grzaniec rozgrzał więcej niż tylko moje serce. ;) A czy Wasze serca są już gorące? Pomagacie sobie czy potrzebującym?

Do następnego czytania!

Ania
Follow

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk