Kiedy za bardzo przejmujesz się studiami…

Sama wiem, co to znaczy. Sen staje się nieważny, odżywianie – nieważne, życie – nieważne. Najważniejsze są studia. Kiedy za bardzo przejmujesz się studiami, serio zaczynasz świrować. Studia są dla Ciebie całym światem i wokół nich kręci się Twój dzień. Wcześniej czy później zaczniesz zamieniać się w energetycznego wampira i albo pociągniesz za sobą innych albo sprawisz, że część Twoich znajomych nie będzie chciała spędzać z Tobą czasu. O ile go jeszcze masz.

 

 

Zmiana nastawienia. Z serca starszej koleżanki.

 

 

Tak się składa, że studia nie są jedyną dobrą rzeczą, która spotkała Cię w życiu. Studia Cię nie definiują. Nie określają Twojej przyszłości. Wiem, że to może brzmieć dziwnie, ale tak jest! Ty określasz swoją przyszłość. Może to, co dzieje się teraz, ma dla Ciebie ogromne znaczenie, ale za kilka lat będziesz się z tego śmiać. (Ale oklepane teksty Ania! Pomyśl teraz o swoich problemach z przeszłości, z dzieciństwa…) Studiujesz filologię, a okaże się, że zostaniesz świetnym księgowym albo założysz firmę produkującą kredki. I będziesz szczęśliwy.

 

 

Wybrałeś w życiu pewną drogę. To nie znaczy, że tylko ona zaprowadzi Cię do szczęścia. Wiem, że najbardziej obawiasz się, niezdania sesji i wylecenia ze studiów. Wiem, dla mnie też był to kiedyś najgorszy scenariusz życia. Gdyby teraz mnie wywalili, to najprawdopodobniej zaczęłabym się śmiać. Okej, mam inną perspektywę, bo jestem już po licencjacie i moje umiejętności językowe (studiuję germanistykę) są na bardzo wysokim poziomie.

 

 

Znam jednak ludzi, którzy przerwali studia. Rozpaczali bardzo. Była to dla nich tragedia, wielu im współczuło. Po krótkiej załamce wzięli się za siebie. Niektórzy uświadomili sobie, że germanistyka to nie to, co chcieli robić. Że w sumie dobrze się stało. Znaleźli pracę w obszarach, które naprawdę ich interesowały. Na początku nie było łatwo. Ale czy na studiach było? Minął rok od wykreślenia z listy studentów. Pracę zmienili już kilkakrotnie. Są szczęśliwi, niektórzy się usamodzielnili. Ożenili. Inni rozpoczęli największą przygodę swojego życia. Podróżują dookoła świata i zarabiają na to w trasie. No i np. taka Agata, która nawet na studia nie poszła, a założyła własną firmę!

 

 

kiedy za bardzo przejmujesz się studiami czyli jak wyluzować

 

 

Co powiedzą rodzice?

 

 

Z wiadomości, które dostaję od czytelników, często wynika, że głównym powodem strachu przed oblaniem egzaminów nie są nasze własne ambicje a ambicje rodziców. Jeżeli zastanawiasz się nad zmianą kierunku lub w ogóle nad zakończeniem studiów, to faktycznie musisz się przygotować na poważną rozmowę z rodzicami. Gdy odczuwasz z tego powodu strach, jest to zapewne wywołane tym, że wiesz, jakie nadzieje i wyobrażenia co do Twojej przyszłości mają rodzice. Nie chcesz ich zawieść. Nie zmienia to jednak faktu, że życie jest Twoje – nie rodziców. I w trakcie jego trwania przejdziesz przez wiele trudnych sytuacji i przeprowadzisz wiele trudnych rozmów. Uciekanie przed nimi albo odwlecze je w czasie, albo sprawi, że to nie Ty będziesz kierować swoim losem. Polecam więc najpierw myśleć o tym, jaki masz pomysł na siebie i jak chcesz zaplanować swój życiorys, a potem iść z tym do rodziców. Mamy w zwyczaju pisać złe scenariusze. Od razu zakładamy, że urzeczywistni się najgorsza z możliwych opcji. Rodzice się wkurzą i wyrzucą Cię z domu, tak? Relacje są różne, ale w większości przypadków coś takiego w ogóle nie będzie miało miejsca. To jest rodzina i założę się, że Twoi rodzice nie zostawią Cię samego. A nawet jeżeli jesteś w tym małym procencie osób, które będą zmuszone zmierzyć się z taką sytuacją, to zaplanuj ją odpowiednio. Są ludzie, którzy studiują i utrzymują się sami, mają trudniej od wielu, ale dają radę. Ty też dasz.

 

 

Co robić kiedy za bardzo przejmujesz się studiami, czyli jak wyluzować.

 

 

  1. Narzuć sobie pewne zasady i twardo się ich trzymaj. Np. nie oceniaj wykładowców i przyszłych egzaminów. Tym bardziej nie na głos! Sam tworzysz w ten sposób problemy. Jeszcze nic się nie wydarzyło, ale Ty już wiesz?
  2. Nie słuchaj innych, przestraszonych studiami osób. Może zabrzmi to ostro, ale zerwałabym takie znajomości. Pogarszają tylko Twój stan.
  3. Wyznacz sobie czas na naukę i czas na relaks. Słyszysz? Wyznacz czas na relaks! Godziny nie ulegają zmianie. Będziesz zmuszony do dużej koncentracji, ale przynajmniej później odpoczniesz. Studia mają być częścią Twojego życia a nie całym życiem.
  4. Znajdź sobie dodatkowe zajęcie. W tym szaleństwie jest metoda! Zapisz się na lekcje języka, tańca, pływania cokolwiek! Nagle mając dodatkowe obowiązki zorientujesz się, że kurczę, jednak nie musisz się tak dużo uczyć! ;)
  5. Zacznij lepiej gotować. Poczytaj o diecie dobrej dla mózgu.
  6. Zacznij unikać kofeiny, wiem, że na początku jest ciężko, ale ona tylko podkręca Twoje stany nerwowe, wypłukuje minerały i potęguje stres. Herbaty też mają dużą zawartość kofeiny! Na początek możesz przejść na Yerbę ( zazwyczaj jest trochę droższa ale tu znalazłam fajną cenę #kangurchytrusek). Dobrym, smakowym rozwiązaniem jest picie ziół np. czystka, rumianku, pokrzywy, melisy z dodatkiem łyżeczki suszu owocowego, czyli herbaty owocowej.
  7. Więcej ruchu to mniej stresu.
  8. Naucz się poprawnie oddychać.
  9. Pogadaj z kimś życzliwym. Nic nie daje tyle, co rozmowa o własnych problemach. Jest tylko jedna zasada takiej rozmowy. Idziesz na nią, żeby sobie pomóc, a nie po to, żeby się komuś pożalić.
  10. Czytaj blogi studenckie, chyba, że jest tylko jeden taki w sieci (o kurczę, chyba tak), no to czytaj tego jednego. Blog i jego autorka są zawsze gotowi do pomocy. I ich Facebook pyta, czy już go lubisz, żeby widzieć wszystko, co oni tutaj wyprawiają? Ewentualnie możesz dołączyć do Studenckiego Blueslettera, wtedy to już na pewno przestaniesz przejmować się studiami.

 

 

Tu, na tym blogu było już sporo o tym, do czego może prowadzić przesadne przejmowanie się studiami. Okej, one są ważne, ale nie najważniejsze. Nerwica i wypady do szpitala spotkały mnie i kilka czytelniczek bloga. W wyszukiwarce łatwo znajdziecie wpisy na ten temat. A te najważniejsze to: Moja historia, dlaczego nie warto przejmować się studiami i drugi: Jak nie stresować się studiami. Ja znalazłam swój złoty środek, chociaż nawet nie wiem, czy nie jest on już małym krokiem w kierunku olewactwa. Może myślę tak właśnie dlatego, że moje stare podejście wywarło wpływ na to nowe. :)

 

 

Do następnego czytania!

Ania

  • Diana

    Ania a ile Twoich znajomych nie kontynuowało magisterki z Filologii germańskiej? Co robią po licencjacie?

    • Na początku było nas koło 70 do licencjatu utrzymała się jakoś połowa. Teraz jest nas 23 bodajże, ale są też nowe osoby. Niektórzy poszli od razu do pracy. W pracy ogólnie jest potrzebny dobry poziom niemieckiego. Jeżeli znasz świetnie ten język, to właściwie nie potrzebujesz studiów, żeby pracować w korporacji. :)

      • Diana

        Zastanawiam się czy nie wzięłam na siebie zbyt dużo, studiując dwa kierunki… bo wychodzi na to że ciągle siedzę w książkach a czasu dla siebie zero, może trzeba było zostawić sobie tę psychologię na później…?

      • Diana

        no ja właśnie się zastanawiam czy dobrze zrobiłam, może trzeba było iść do szkoły językowej i zdać certyfikat tak dla samej siebie…choć tam nie miałabym zajęć z tłumaczeń które są w sumie ciekawe

        • Właśnie to zależy, czy chcesz być tłumaczem, czy tylko pracować z niemieckim. Bo tłumaczenia to nie tylko znajomość języka, trzeba wiedzieć jak to przełożyć, znać różne szkoły itd. U nas to widać na kierunku, że osoby, które perfekcyjnie znają niemiecki niekoniecznie dobrze tłumaczą.

  • Pingback: Sobota Dzień Kota - polecajki #3 -()

  • Nie bez powodu nabawiłam się zaburzeń nerwicowo-lekowych. Nie bez powodu nie spałam nocami, a ostatnio miałam małe załamanie i szybko zareagowałam płaczem. Na filologii polskiej mam mnóstwo nauki, mnóstwo czytania. Ale stwierdziłam, że studia mają mi pomóc zdobyć to, co chce, nie mogą przyćmić mojego życia. A na pewno nie moge czuć się przez nie gorzej. Mam nauczkę po pedagogice, która się za mną ciągnie. Ale powiedziałam sobie dość. Zdrowie jest najważniejsze!

  • Ponieważ poszłam na studia takie, jakie chciałam, a nie jakie chcieli moi rodzice (nawet nie wiem o jakich studiach dla mnie myśleli), to zawsze powtarzam, że trzeba patrzeć na siebie, nie na innych, bo inaczej właśnie się zwariuje. Ktoś mi powiedział ostatnio, że jestem trochę wyluzowana. Pewnie to taka maska, bo pewnie bym inaczej zwariowała.

  • Rewelacyjny wpis! Świetne porady!

  • W pewnym bardzo dziwnym sensie mogę pozazdrościć takiego podejścia (chociaż jest skrajne), bo ja zawsze znajdowałam się po drugiej stronie problemu… to znaczy nie umiałam i nie umiem przejąć się studiami wystarczająco :D zawsze wydawało mi się, że ważniejsze jest to, co robi się dookoła – organizacje studenckie, dodatkowe projekty, pierwsze doświadczenia zawodowe. Nie bez powodu książki o przedsiębiorczości mają tytuły w stylu „Dlaczego piątkowi uczniowie pracują dla trójkowych?”. Jak się chce człowiek angażować w rzeczy pozauczelniane, to chcąc nie chcąc muszą cierpieć na tym studia (chyba, że jest się robotem). A na szali tych dwóch rzeczy dla mnie zawsze zwyciężała praktyka nad uczelnianą teorią.

    Mimo że takie podejście wyznaję, to czasami chciałabym się bardziej zestresować nauką, a nie być na wiecznym luzie, który bywa teraz zbyt wielki :P

    Ale to chyba zależy dużo od kierunku. Ludzie na filologiach po prostu muszą być mocno skupieni na studiach, bo wymaga się od Was o wiele więcej zaangażowania, no i jednak macie w ręku bardzo konkretny fach w postaci języków. W ogóle to z tego co słyszę od znajomych, na filologiach jest duużo większa dyscyplina i presja, stąd może ten stres.

    • Jasne, że zależy to od kierunku. Ciebie chyba tyczą się wszystkie przeciwności podanych tutaj i w innych tekstach rad. :D Np. Siedź z toksycznymi ludźmi. ;D

      • Hmm, dlaczego?

        • No właśnie, żeby bardziej zestresować się nauką. ;p Oczywiście w żartach to piszę. :)

          • Tak, to właściwie pomaga – w sensie nie z toksycznymi, ale z takimi, którzy się mega przejmują nauką :D Jak się jest w takim otoczeniu, to aż człowiekowi głupio i sam się bierze do roboty!

            Te wszystkie problemy studenckie mają zawsze dwie strony medalu i najtrudniej złapać zdrowy balans. Odchył można mieć w każdą stronę :p

  • Gorzej, kiedy nie masz przed sobą żadnych innych perspektyw, niż studia, a jednak wylatujesz… Gdybym sama wyleciała ze studiów nie miałabym żadnej drogi życiowej. Przez jakieś 9 lat życia planowałam wszystko pod studia i przyszłą pracę też związaną z nauką i studiami. Liczyłam zawsze na swoje zdolności i zainteresowanie nauką. Co najmniej tragiczne byłoby odkrycie, że jednak jestem za głupia na studiowanie :P

    • Myślę, że moi znajomi też nie mieli innych perspektyw, właśnie o to chodzi, że tak ludziom się wydaje, a potem nagle się okazuje, że życie da się jakoś ułożyć. :D

  • Dla mnie studia były bardzo ważne. Zbyt ważne. Jednak bez takiego podeście, z pewnością nigdy nie zainteresowałbym się technikami szybkiej nauki i „zarządzaniem czasem”. Chcąc mieć czas (i siłę!) na inne rzeczy musiałem poniekąd zautomatyzować zadania związane z uczelnią.
    Z perspektywy czasy wyszło mi chyba na dobre :)
    Gdybym miał jeszcze jedną szanse wrócić na studia zacząłbym chyba więcej ćwiczyć (punkt 7 Twojego wpisu :) ). Dopiero gdy zacząłem biegać, dostrzegłem jak bardzo pomaga to zapanować nad stresem i jak wiele energii daje.
    Dawid

    • No i to jest prawidłowe myślenie! Robić tyle samo materiału w krótszym czasie. ;D O takim podejściu właśnie cały czas piszę na blogu. Gratki! :)

  • Anna

    A jakieś rady w odwrotnym przypadku – kiedy za mało przejmujesz się studiami? :) Przez całe studia byłam pilną studentką, a teraz kiedy zostało mi tylko pół roku do inżyniera zaczynam sobie odpuszczać, przekładać w nieskończoność pisanie projektów i pracy inżynierskiej. Z totalnie przejętej studiami i sesją studentki na pierwszym roku zmieniłam podejście na „to tylko studia, jakoś wszyscy zdamy”. I obecnie studia zjechały na sam koniec mojej listy priorytetów.

    • A jesteś pewna, że przejmujesz się studiami za mało? Może wcale nie chcesz, żeby znalazły się wyżej na liście Twoich priorytetów? ;)
      Przeanalizuj swoje priorytety i spróbuj ocenić, czy Twoje działania są dla Ciebie optymalne (czyt. zgodne z Twoimi celami i realiami otaczającego Cię świata). Jeśli nie, zmień priorytety.

  • Jako jeszcze starsza koleżanka potwierdzam, dobrze gada Kangurek :)

  • Daria

    Ja mam problemy z nerwami, pośrednio przez studia właśnie. Leczę się u psychologa. Kiedy poprosiłam koleżankę, która na 2 miesiące przed sesją zaczęła panikować, że nie zda, żeby nie mówiła takich rzeczy przy mnie (i to nie jest żart, ja znam swoje granice, wiem jak reaguję, wiem mniej więcej jak sobie pomóc), zostałam wyśmiana. I zapytana, czy naprawdę się nie boję śmierci w sali egzaminacyjnej, która na pewno nadejdzie.

    Od tego czasu dosyć, jak ktoś zaczyna przy mnie temat, ja bez słowa pożegnania zmieniam miejsce pobytu.

    • Problemy psychiczne problemami psychicznymi, ale warto szanować i siebie, i innych, i nie stosować strategii unikowych (mogą być odczytane jako chamstwo lub dziwactwo). Moja choroba (ChAD + stany lękowe) to żadna tajemnica – mówię o tym spokojnie i stanowczo, z poczuciem pewności w głosie – i najczęściej ludzie dostosowują się i reagują na poziomie. Jak ktoś się nie umie zachować (zdarza się, taborety są wśród nas), to przeważnie dostaje wykładzik i drugą szansę, a w razie recydywy z hukiem wylatuje z grona znajomych.

    • ja niestety dorobiłam się dzięki studiowaniu i ogólnie stresowi po prostu nerwicy na poziomie somatyzacyjnym :( w sumie nie wiem czy uda mi się z tego wyjść nawet za rok gdy skończę edukację… zobaczymy.

    • No i dobrze robisz! Trzymam kciuki za to, żeby udało Ci się to opanować. :)