Czy kobiety mają łatwiej na studiach?

Czy dziew­czy­ny napraw­dę mają się łatwiej na stu­diach? Ten ste­reo­typ poja­wia się chy­ba na każ­dej uczel­ni. Wycię­cie w bluz­ce, krót­ka spód­nicz­ka i kolos zda­ny? No i ten kla­sycz­ny żart z egza­mi­nem “ust­nym”. Czy kobie­ty dzię­ki swo­im wdzię­kom zdo­by­wa­ją lep­sze oce­ny?

 

 

A wła­ści­wie co ma pier­nik do wia­tra­ka. Stu­dia i kobie­ty. Hmm… Snu­jąc takie żar­ty same pogar­sza­my swo­ją sytu­ację. Dziew­czy­na ma dobre oce­ny, za duże cyc­ki? Facet, bo się nauczył. Kobie­ta nie zapra­co­wa­ła­by prze­cież sobie na nie swo­ją wie­dzą! Inte­li­gen­cją wg. pana Kor­wi­na-Mik­ke tym bar­dziej nie. Żar­ty na temat egza­mi­nów “ust­nych” i tym podob­ne pozor­nie mogą wyda­wać się nie­groź­ne, jed­nak nio­są ze sobą prze­sła­nie, że kobie­ty nie zdo­by­wa­ją dobrych ocen za swo­je zdol­no­ści, wie­dzę, wysi­łek i inte­li­gen­cję. Nie, dosta­ją je w naj­lep­szym wypad­ki za wygląd, a w tym gor­szym, jesz­cze bar­dziej lek­ce­wa­żą­cym i upo­ka­rza­ją­cym dla nas za “robo­tę”.  Nie muszę mówić, że nie­win­ne żar­ty o dekol­tach i takich tam mają też wpływ na to, jak póź­niej te kobie­ty są trak­to­wa­ne w pra­cy?

 

 

czy kobiety mają łatwiej na studiach

 

 

Owszem może się zda­rzyć, że GDZIEŚ na JAKIEJŚ uczel­ni KTOŚ będzie ulgo­wo trak­to­wał kobie­ty. Tak samo jak ulgo­wo mogą być trak­to­wa­ni męż­czyź­ni. Dzia­ła­nie w tej spra­wie są dość trud­ne, bo to zwy­kle niu­an­se, któ­re trud­no jest udo­wod­nić, ale i tak zachę­cam do zgła­sza­nia takich rze­czy. Może nie zmie­nią dokład­nie Two­jej sytu­acji na tej uczel­ni, ale przy­słu­żą się kolej­nym stu­den­tom i stu­dent­kom. Napraw­dę prze­ło­że­ni tego pra­cow­ni­ka mogą nie wie­dzieć o jego prak­ty­kach, więc war­to im to zasy­gna­li­zo­wać. Zasy­gna­li­zu­jesz Ty i Moni­ka z II roku i Michał z V i to da “górze” do myśle­nia. Tak to dzia­ła ze wszyst­kim. Jak się nie sygna­li­zu­je pro­ble­mu, to nie ma co liczyć na zmia­ny. Bo jak nikt nic nie mówi, to zna­czy, że wszyst­ko jest okej. Nie jest w zwy­cza­ju pytać o to, czy przy­pad­kiem któ­ryś wykła­dow­ca w naszym insty­tu­cie nie fawo­ry­zu­je kobiet albo męż­czyzn. W ostat­nim wpi­sie o tym, że we Wło­szech nie ma stu­denc­kie­go kwa­dran­sa poru­szy­łam też temat łama­nia zasad przez wykła­dow­ców. Tutaj nazwa­łam ich pra­cow­ni­ka­mi, bo tak, nimi oni wła­śnie są. Zda­rza się jed­nak, że stu­den­ci trak­tu­ją ich jak kró­lów, któ­rym nic nie moż­na zarzu­cić, z któ­ry­mi nic nie moż­na zro­bić. A tak nie jest i ja bar­dzo bym chcia­ła, żeby­ście Wy, jako moi czy­tel­ni­cy o tym wie­dzie­li.

 

 

War­te pochwa­ły są wszel­kie oddol­ne dzia­ła­nia dążą­ce do usu­nię­cia posta­wy umniej­sza­nia zasług kobiet na uczel­ni. Zasta­na­wiam się np. nad aspek­tem zdrob­nia­nia imion kobie­cych. Sama nigdy nie bun­to­wa­łam się, gdy wykła­dow­ca mówił do mnie pani Aniu, a może powin­nam? No bo prze­cież wykła­dow­ca, nie waż­ne czy to kobie­ta czy męż­czy­zna nie zwrócił/a się nigdy do moje­go chło­pa­ka panie Oski. Szcze­rze powie­dziaw­szy moje sumie­nie nie czu­je obu­rze­nia, gdy ktoś zdrab­nia moje imię, ale zda­ję sobie spra­wę, że może to być jeden z ele­men­tów, któ­ry wpły­wa na pod­świa­do­me degra­do­wa­nie zasług kobiet tak­że na uni­wer­sy­te­cie.

 

 

Mam pro­blem z tą kwe­stią i jestem bar­dzo cie­ka­wa, co Wy o tym myśli­cie? Nie tyl­ko w kwe­stii zdrob­nień ale rów­nież w tema­cie umniej­sza­nia zasług kobiet na uczel­ni przez żar­ty na temat dekol­tów i krót­kich spód­ni­czek.

 

 

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

 

POLUB NA FB

  • Jane599

    Ja stu­dio­wa­łam kie­ru­nek tech­nicz­ny na poli­tech­ni­ce, gdzie na 120 osób było ok. 10 dziew­czyn ;) Nie­któ­rzy wykła­dow­cy zwra­ca­li się do nas wszyst­kich uży­wa­jąc “pano­wie”, ale się nie dzi­wię, że tak było, bo cza­sem tra­fia­ło się tak, że na zaję­ciach było 30 face­tów i jed­na dziew­czy­na, więc nikt się tam o to nie burzył. Więk­szość wykła­dow­ców zwra­ca­ła się po nazwi­sku, z kole­żan­ką było śmiesz­nie przy spraw­dza­niu listy obec­no­ści bo jej nazwi­sko było takie samo dla męż­czy­zny jak i kobie­ty (np. Wilk), więc wykła­dow­cy czy­ta­li “pan Wilk” a odzy­wa­ła się kobie­ta, to od razu się popra­wia­li “pani Wilk”. W moim przy­pad­ku muszę przy­znać, że jako kobie­ty u nie­któ­rych wykła­dow­ców mia­ły­śmy łatwiej, ze wzglę­du na to, że szyb­ciej uzy­ski­wa­ło się zali­cze­nie, niż face­ci. Mogło to też wyni­kać z tego, że wykła­dow­cy widzie­li, że umie­my wię­cej niż face­ci, ale ogól­nie było łatwiej

    • A mnie dzi­wi, bo u nas jest na odwrót, że na 30 kobiet zda­rzy się jeden facet i wykła­dow­cy potra­fią powie­dzieć “Panie i Pano­wie” :)

      • Kat

        U nas jesz­cze ina­czej: wła­śnie dla­te­go, że na roku też jest zale­d­wie kil­ku face­tów, to wykła­dow­com zda­rza się powie­dzieć “Pro­szę Pań”, bo nie­raz nie zauwa­ża­ją, że oprócz 20 dziew­czyn w gru­pie w kącie jesz­cze jakiś facet sie­dzi :)

        • Róż­ni­ca zna­czą­ca, bo nie zauwa­żyć to co inne­go niż lek­ce­wa­żyć. :D

          • Stary5643

            Bo prze­cież zawsze jest tak, że męż­czyź­ni kobie­ty lek­ce­wa­żą o kobie­ty tyl­ko co naj­wy­żej nie zauwa­ża­ją.

  • Myślę, że przed reago­wa­niem na nasze imię trze­ba przyj­rzeć się, jak wykła­dow­ca mówi o pozo­sta­łych stu­den­tach. Anny zwy­kle się zdrab­nia i raczej dziw­ne by było zwró­ce­nie się „Anno”. Mój kole­ga mówi „Anno”, gdy ma pre­ten­sje do mnie lub dru­giej Ani. Zaś np. Patry­cje rza­dziej się zdrab­nia i gdy­by się oprócz Ani usły­sza­ło jesz­cze „Pati”, to już był­by powód do obu­rze­nia.

    Z potrak­to­wa­niem lek­ce­wa­żą­co ze wzglę­du na płeć w szko­le się nie zetknę­łam, tyl­ko raz nauczy­ciel histo­rii, zapy­ta­ny, co gdy­by librus siadł, pal­nął coś takie­go:
    — Wysta­wiał­bym oce­ny według wła­sne­go widzi­mi­się. Wycho­dzi­my z czwór­ki, cie­bie, Jacek nie lubię, masz trzy, jesteś chło­pa­kiem, masz dwa. Ania jest dziew­czy­ną, ma pięć, lubię ją, widzę, że się uczy, ma sześć.

    Mnie by to nie zmie­ni­ło oce­ny, ale za to Jacek nor­mal­nie miał pięć albo czte­ry ;_;

  • Skoń­czy­łam infor­ma­ty­kę i bar­dzo odczu­łam przez 4 lata, że jako kobie­ta, do tego blon­dyn­ka, jestem tam nie na miej­scu. Choć i z dru­giej stro­ny co nie­co uda­wa­ło się zała­twić na ład­ny uśmiech. Czy jest łatwiej, czy nie zale­ży od kie­run­ku i uczel­ni. Wiem, że na innej na tym samym kie­run­ku kobie­ty były gnę­bio­ne na tyle, aby same ode­szły. Taka spe­cy­fi­ka kie­run­ku.

    • Przy­kre… Nie rozu­miem, dla­cze­go kobie­ta mia­ła­by być gor­sza w infor­ma­ty­ce niż męż­czy­zna? Moż­na się kłó­cić, czy nada­je­my się do prac fizycz­nych, ale infor­ma­ty­ka? To mnie zdzi­wi­ło…

      • Są dzie­dzi­ny, gdzie kobie­ta jest mile widzia­na, ale są dzie­dzi­ny, gdzie lepiej, aby jej nie było. Na stu­diach się bun­to­wa­łam, a teraz zaczy­nam znaj­do­wać dla sie­bie miej­sce i cie­sze nawet cie­sze się, że skoń­czo­ne­go kie­run­ku.

  • GosiaR

    Jestem jedy­ną dziew­czy­ną na swo­ich stu­diach. Stu­diu­ję ‘męski’ kie­ru­nek i face­ci (łącz­nie z wykła­dow­ca­mi) raczej trak­tu­ją mnie jako cie­ka­wost­kę przy­rod­ni­czą niż peł­no­praw­ną stu­dent­kę. Jasne, ktoś się zawsze chęt­nie podzie­li ze mną notat­ka­mi czy inny­mi pomo­ca­mi, licząc na bycie doce­nio­nym i ja chęt­nie z tego korzy­stam. Nato­miast nikt nie trak­tu­je mnie tu poważ­nie i jak pró­bu­ję zała­twić sobie choć­by prak­ty­ki na uczel­ni, to pomi­mo pozor­nej chę­ci pomo­cy i udzie­la­nia kon­kret­nych infor­ma­cji ze stro­ny pro­fe­so­rów czy dok­to­ran­tów, pomię­dzy wier­sza­mi czy­tam ‘dziew­czy­no, zostaw to lepiej face­tom’. I z taki­mi mniej­szy­mi lub więk­szy­mi prze­ja­wa­mi igno­ra­cji spo­ty­kam się bar­dzo czę­sto.

    • XXI wiek! Pró­bo­wa­łaś coś z tym zro­bić? W sumie sama nie wiem, jak­bym się zacho­wa­ła w takiej sytu­acji… :(

      • GosiaR

        Za dużo cza­su pochła­nia­ją mi moje stu­dia, żeby myśleć jesz­cze nad tym, co tu mogę zro­bić. Poza tym sama w obcym pań­stwie, w bran­ży zdo­mi­no­wa­nej przez męż­czyzn, nawet nie wiem, gdzie mogła­bym się udać z tym. Ale w sumie wpa­dłam na to, co mogła­bym zro­bić. Haru­ję jak sza­lo­na, ale nie po to, żeby im poka­zać, tyl­ko żeby im dorów­nać. Robię to głów­nie dla sie­bie, bo chcę dostać dobrą pra­cę, któ­ra będzie mnie uszczę­śli­wiać i da mi dużo pie­nię­dzy. A to, że przy tym poka­żę, że nie jestem gor­sza i utrę i nosa, to tyl­ko miły efekt ubocz­ny :)

  • Ja się przy­znam, że jestem po uczel­ni tech­nicz­nej, gdzie kobiet zawsze było mało ale jakoś nie odczu­łam nigdy żebym mia­ła łatwiej :) Chy­ba dobrze tra­fi­łam :)

  • Ja tam do stu­diów mam jesz­czw bar­dzo dale­ko, ale w szko­le? No cóż… Praw­da jest taka że chło­pa­ki zwłasz­cza na eta­pie gim­na­zjum, są moc­no przez nauczy­ciel­ki (głów­nie) dys­kry­mi­no­wa­ni.
    Co do imion, to ja bar­dzo nie lubię, gdy ktoś je zdrab­nia. Mam na imię Jadwi­ga i już. Tym bar­dziej, że jak już zdrob­nie­nie, to wszy­scy uży­wa­ją “Jadzia”, któ­re­go ja bar­dzo nie lubię.

    • Rozu­miem dosko­na­le! Ale to praw­da, że w szko­le jest tro­chę ina­czej. To chło­pa­ki są głów­nie uwa­ża­ni za tych gor­szych.

  • Ola

    Z imio­na­mi nie wiem czy to nie kwe­stia tego o jakim imie­niu mówi­my. Pan Oski może nie, ale Kuba jak naj­bar­dziej, albo Bar­tek. Z dru­giej stro­ny mam wra­że­nie, że u sie­bie i tak sły­szę raczej pani Alek­san­dro. Pod resz­tą pod­pi­su­je się obie­ma ręka­mi

  • foka loka

    Nigdy nie zasta­na­wia­łam się nad kwe­stią zdrab­nia­nia imion, bo żaden z uczel­nia­nych pra­cow­ni­ków go nie zdrab­nia. Ale sko­ro do Anny mówi per Pani Aniu, to dla­cze­go do Marii miał­by nie mówić per Pani Mary­siu czy do Mag­da­le­ny — Pani Madziu? No tro­chę nie bar­dzo, za duży sto­pień spo­ufa­le­nia się jak na nasze stan­dar­dy. Co do dru­giej kwe­stii, żar­ty żar­ta­mi, ale jak to mówią “wie­lo­krot­nie powta­rza­ne kłam­stwo sta­je się praw­dą” i przez takie żar­ty fak­tycz­nie zasłu­gi i kom­pe­ten­cje kobiet mogą być umniej­szo­ne znacz­nie. Ale są żar­ty nie tyl­ko o dekol­tach. Jestem na stu­diach tech­nicz­nych i czę­sto się zda­rza­ją tek­sty ze stro­ny męskiej czę­ści pra­cow­ni­ków w sty­lu “może podam przy­kład urzą­dze­nia kuchen­ne­go, żeby­ście Panie zro­zu­mia­ły hehe”. Na innej uczel­ni (rów­nież tech­nicz­nej, kie­ru­nek, któ­ry raczej stu­dio­wa­li męż­czyź­ni) moja była współ­lo­ka­tor­ka mówi­ła mi, że jeden z pro­wa­dzą­cych regu­lar­nie co zaję­cia zwra­cał się do kobie­cej czę­ści gru­py (a było w gru­pie 3–4 dziew­czy­ny) mówiąc im, że to nie dla nich, one się do takich rze­czy nie nada­ją i powin­ny były pójść na fry­zjer­kę albo malo­wać paznok­cie. Zacho­wa­nie i komen­ta­rze total­nie nie na miej­scu i to jesz­cze ze stro­ny wyso­ko tytu­ło­wa­nych pra­cow­ni­ków.

    • Masa­kra! No tak, ja jestem na kie­run­ku, gdzie mamy tyl­ko kil­ku face­tów, więc dla­te­go nie jest aż tak źle. Ale jestem szcze­rze s szo­ku, że ktoś w dzi­siej­szych cza­sach może.jeszcze rzu­cić takim “żar­tem” i to na doda­tek wykła­dow­ca…