fbpx

Konsumpcjonizm – czy Ci to nie przeszkadza?

konsumpcjonizm

 

 

Każdy lubi mieć. Mieć fajny telefon, mieć super auto, mieć ładną bluzkę, mieć to i tamto i jeszcze więcej. Gdy posiadamy już jedno, szybko o tym zapominamy, bo chcemy mieć następne. Kolekcjonować. Układać w szafkach, na regałach i pod łóżkiem. Często na pokaz, rzadziej dla siebie. Świadomie i mniej świadomie pragniemy mieć. Pewnego dnia poczułam, że konsumpcjonizm zaczyna wkręcać mnie w swoją maszynę. Chciałam mieć dla samego faktu posiadania. Kupować po to, by kupić. Maszyna wciągała mnie tak bardzo, że nie miałam nawet czasu na refleksję.

 

Aktualnie prawie nie działają na mnie sezonowe „must have” i to nie tylko w obszarze modowym. Różne akcesoria do domu, dekoracje, zabawki i gadżety rzadko robią na mnie wrażenie. Również drobnostki, nowe promocje w marketach, które maja kusić: „Kup to, właśnie mnie do szczęścia potrzebujesz!”. Nie ulegam chwilowym zachciankom, dlatego, że zobaczyłam je w gazetce, czy telewizji.

 

Konsumpcjonizm – co mnie zraziło.

Do konsumpcjonizmu zrazili mnie ludzie i ich postawy. Obnoszenie się faktem posiadania, a nawet pokazywanie przez to swojej wyższości jest słabe. Przykładowo, mój rodzinny dom znajduje się na à la wsi, à la przedmieściach. Po prostu ludzie wyprowadzają się z blokowisk i budują sobie domy 5 km od miasta. To co się wokół nich dzieje jest dla mnie groteskowe. Zdobione, żeliwne bramy, murowane ogrodzenia, które wyglądają, jakby strzegły twierdzy, tandetne figurki w ogrodach, Byle mieć, byle pokazać, że mnie stać.

 

O bezsensie konsumpcjonizmu uświadomiły mnie również książki. Pamiętam jak olśnił mnie fragment „Miracle Morning”, która docelowo opowiada o zaletach wczesnego wstawania i o tym, jak się do niego przekonać. W pewnym fragmencie autor mówi o wpływie reklam na odbiorców. Widzimy najzwyklejszy jogurt, który krzyczy do nas, że jest tym, czego pragniemy, że to on da nam szczęście. Widzimy kobietę, która piękna, wymalowana, w satynowej koszuli siedzi w jeszcze piękniejszym mieszkaniu i oblizuje tę łyżkę, jakby za przeproszeniem orgazmu dostawała. Porównajmy sobie to z rzeczywistością, w której wstajesz rano, w błękitnej piżamie w grochy, z fryzurą Chopina i sięgasz po jogurt… Ach, gdyby dotyczyło to jedynie jogurtów! Reklama telefonu – uśmiechnięci młodzi ludzie bawią się razem, bo są w danej sieci, albo mają dany telefon. Jeśli go kupisz, będziesz taki jak oni! Zawsze uśmiechnięty, młody i szczęśliwy. Ten telefon da Ci szczęście! I tak w kółko, i tak ze wszystkim.

 

konsumpcjonizm

 

Pokazuje się nam, że tylko posiadanie może nas uszczęśliwić, lub chociaż zapewnić nam doznań, które uszczęśliwiają.

 

Co doceniam.

Doceniam przeżycia. Zachód słońca obserwowany z Trocadero, rozmowa z przyjaciółką, spacer po lesie, kolacja z chłopakiem, lektura książki, zabawa z psami, pisanie. To się dla mnie liczy, to będę wspominać latami. Nie moment, w którym kupiłam sobie nowe buty. Odkryłam w czym tkwi szczęście. Nie znajduję go w fakcie posiadania przedmiotów. Dostrzegłam, że do szczęścia nie potrzeba mi wiele (materialnie).

 

Na wszystko jest sposób.

Nauczyłam się, że nawet, jeśli w portfelu jest mało pieniędzy, to i tak na wszystko znajdzie się sposób, jeśli tylko chcesz przeżywać, a nie posiadać. Na podróżowanie, które mnie uszczęśliwia znalazłam metodę. Dzieliłam się nią w tekście o tym, jak zbieram na podróże studiując i nie pracując. Sposób na tanie ubrania? Jest ich wiele i o tym także pisałam w tekście: jak oszczędzać na ciuchach. Wystrój wnętrz – z tym się jeszcze nie zmagałam. Za bardzo nie mogę urządzać studenckich mieszkań, a i na jeden rok akademicki nie ma to sensu. Jednak, gdy skończę już studia nie będzie mi przeszkadzać kupienie używanych mebli i przemalowanie ich białą farbą. Jeśli nie będzie mnie na coś stać, nie będzie mi to przeszkadzać, tak jak teraz nie przeszkadza mi to, że nie mam chanelki. Nie mam też nic do tego, że nie kupię sobie mieszkania, bo branie kredytu po studiach jest dla mnie szczytem głupoty (i to takim ośmiotysięcznym). Nie chcę się wiązać na stałe z żadnym miastem na Śląsku a nawet w Polsce. Nie wiem, gdzie mnie nogi poniosą.

 

Bogactwo nie równa się konsumpcjonizmowi.

To nie jest też tak, że w przyszłości nie chcę mieszkać w przysłowiowej wilii z basenem. Chcę, jak najbardziej! Chcę mieć piękny dom, a najlepiej 5 porozrzucanych po różnych zakątkach ziemi. To nie jest tak, że nie chciałabym być bogata. Każdy chce. Poza tym bycie bogatym nie oznacza przybrania konsumpcyjnej postawy. Nie będzie mi przeszkadzać, jeśli zamieszkam w 2-3 pokojowym mieszkanku w Polsce. Nie uważam, że posiadanie jest złe dla wszystkich, ale na pewno jest złe dla tych, których na to nie stać. Nie stać nie oznacza dla mnie nawet tego, że ktoś nie jest w stanie pozwolić sobie na przysmak/sukienkę/samochód, bo większość z nas jest w stanie sobie na to pozwolić, nawet jeśli wymaga to chwilowego zaciśnięcia pasa. Ja nie rozumiem konsumpcjonizmu, który każe ludziom harować na to, by mogli spełnić swoje „marzenia” i poczuć szczęście, gubiąc gdzieś przy tym przyjemność z życia. Wszystko tylko po to, by znaleźć sobie nowe materialne marzenie i gonić za nim. Koło konsumpcjonizmu się zamyka.

 

Każdemu kto nie potrafi sobie poradzić z wyścigiem szczurów i konsumowaniem polecam podróże, albo chociaż podjęcie decyzji o podróży i rozpoczęcie zbierania oszczędności. Zobaczycie, że nagle kawa ze Starbucksa straci smak, a wszystkie ubrania w sklepach staną się brzydkie lub słabo wykonane. ;)

 

Ciekawa jestem jakie jest Wasze podejście do konsumpcjonizmu, czy wkręciliście się w tę machinerię, czy raczej stoicie  i obserwujecie z boku? A może macie jakąś swoją słabość, której nie potraficie sobie odmówić, ale to raczej nie jest postawa konsumpcyjna. :)

 

do następnego czytania!

Ania

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk