Konsumpcjonizm — czy Ci to nie przeszkadza?

 

 

Każ­dy lubi mieć. Mieć faj­ny tele­fon, mieć super auto, mieć ład­ną bluz­kę, mieć to i tam­to i jesz­cze wię­cej. Gdy posia­da­my już jed­no, szyb­ko o tym zapo­mi­na­my, bo chce­my mieć następ­ne. Kolek­cjo­no­wać. Ukła­dać w szaf­kach, na rega­łach i pod łóż­kiem. Czę­sto na pokaz, rza­dziej dla sie­bie. Świa­do­mie i mniej świa­do­mie pra­gnie­my mieć. Pew­ne­go dnia poczu­łam, że kon­sump­cjo­nizm zaczy­na wkrę­cać mnie w swo­ją maszy­nę. Chcia­łam mieć dla same­go fak­tu posia­da­nia. Kupo­wać po to, by kupić. Maszy­na wcią­ga­ła mnie tak bar­dzo, że nie mia­łam nawet cza­su na reflek­sję.

 

Aktu­al­nie pra­wie nie dzia­ła­ją na mnie sezo­no­we “must have” i to nie tyl­ko w obsza­rze modo­wym. Róż­ne akce­so­ria do domu, deko­ra­cje, zabaw­ki i gadże­ty rzad­ko robią na mnie wra­że­nie. Rów­nież drob­nost­ki, nowe pro­mo­cje w mar­ke­tach, któ­re maja kusić: “Kup to, wła­śnie mnie do szczę­ścia potrze­bu­jesz!”. Nie ule­gam chwi­lo­wym zachcian­kom, dla­te­go, że zoba­czy­łam je w gazet­ce, czy tele­wi­zji.

 

Konsumpcjonizm — co mnie zraziło.

Do kon­sump­cjo­ni­zmu zra­zi­li mnie ludzie i ich posta­wy. Obno­sze­nie się fak­tem posia­da­nia, a nawet poka­zy­wa­nie przez to swo­jej wyż­szo­ści jest sła­be. Przy­kła­do­wo, mój rodzin­ny dom znaj­du­je się na à la wsi, à la przed­mie­ściach. Po pro­stu ludzie wypro­wa­dza­ją się z blo­ko­wisk i budu­ją sobie domy 5 km od mia­sta. To co się wokół nich dzie­je jest dla mnie gro­te­sko­we. Zdo­bio­ne, żeliw­ne bra­my, muro­wa­ne ogro­dze­nia, któ­re wyglą­da­ją, jak­by strze­gły twier­dzy, tan­det­ne figur­ki w ogro­dach, Byle mieć, byle poka­zać, że mnie stać.

 

O bez­sen­sie kon­sump­cjo­ni­zmu uświa­do­mi­ły mnie rów­nież książ­ki. Pamię­tam jak olśnił mnie frag­ment “Mirac­le Mor­ning”, któ­ra doce­lo­wo opo­wia­da o zale­tach wcze­sne­go wsta­wa­nia i o tym, jak się do nie­go prze­ko­nać. W pew­nym frag­men­cie autor mówi o wpły­wie reklam na odbior­ców. Widzi­my naj­zwy­klej­szy jogurt, któ­ry krzy­czy do nas, że jest tym, cze­go pra­gnie­my, że to on da nam szczę­ście. Widzi­my kobie­tę, któ­ra pięk­na, wyma­lo­wa­na, w saty­no­wej koszu­li sie­dzi w jesz­cze pięk­niej­szym miesz­ka­niu i obli­zu­je tę łyż­kę, jak­by za prze­pro­sze­niem orga­zmu dosta­wa­ła. Porów­naj­my sobie to z rze­czy­wi­sto­ścią, w któ­rej wsta­jesz rano, w błę­kit­nej piża­mie w gro­chy, z fry­zu­rą Cho­pi­na i się­gasz po jogurt… Ach, gdy­by doty­czy­ło to jedy­nie jogur­tów! Rekla­ma tele­fo­nu — uśmiech­nię­ci mło­dzi ludzie bawią się razem, bo są w danej sie­ci, albo mają dany tele­fon. Jeśli go kupisz, będziesz taki jak oni! Zawsze uśmiech­nię­ty, mło­dy i szczę­śli­wy. Ten tele­fon da Ci szczę­ście! I tak w kół­ko, i tak ze wszyst­kim.

 

konsumpcjonizm

 

Poka­zu­je się nam, że tyl­ko posia­da­nie może nas uszczę­śli­wić, lub cho­ciaż zapew­nić nam doznań, któ­re uszczę­śli­wia­ją.

 

Co doceniam.

Doce­niam prze­ży­cia. Zachód słoń­ca obser­wo­wa­ny z Tro­ca­de­ro, roz­mo­wa z przy­ja­ciół­ką, spa­cer po lesie, kola­cja z chło­pa­kiem, lek­tu­ra książ­ki, zaba­wa z psa­mi, pisa­nie. To się dla mnie liczy, to będę wspo­mi­nać lata­mi. Nie moment, w któ­rym kupi­łam sobie nowe buty. Odkry­łam w czym tkwi szczę­ście. Nie znaj­du­ję go w fak­cie posia­da­nia przed­mio­tów. Dostrze­głam, że do szczę­ścia nie potrze­ba mi wie­le (mate­rial­nie).

 

Na wszystko jest sposób.

Nauczy­łam się, że nawet, jeśli w port­fe­lu jest mało pie­nię­dzy, to i tak na wszyst­ko znaj­dzie się spo­sób, jeśli tyl­ko chcesz prze­ży­wać, a nie posia­dać. Na podró­żo­wa­nie, któ­re mnie uszczę­śli­wia zna­la­złam meto­dę. Dzie­li­łam się nią w tek­ście o tym, jak zbie­ram na podró­że stu­diu­jąc i nie pra­cu­jąc. Spo­sób na tanie ubra­nia? Jest ich wie­le i o tym tak­że pisa­łam w tek­ście: jak oszczę­dzać na ciu­chach. Wystrój wnętrz — z tym się jesz­cze nie zma­ga­łam. Za bar­dzo nie mogę urzą­dzać stu­denc­kich miesz­kań, a i na jeden rok aka­de­mic­ki nie ma to sen­su. Jed­nak, gdy skoń­czę już stu­dia nie będzie mi prze­szka­dzać kupie­nie uży­wa­nych mebli i prze­ma­lo­wa­nie ich bia­łą far­bą. Jeśli nie będzie mnie na coś stać, nie będzie mi to prze­szka­dzać, tak jak teraz nie prze­szka­dza mi to, że nie mam cha­nel­ki. Nie mam też nic do tego, że nie kupię sobie miesz­ka­nia, bo bra­nie kre­dy­tu po stu­diach jest dla mnie szczy­tem głu­po­ty (i to takim ośmio­ty­sięcz­nym). Nie chcę się wią­zać na sta­łe z żad­nym mia­stem na Ślą­sku a nawet w Pol­sce. Nie wiem, gdzie mnie nogi ponio­są.

 

Bogactwo nie równa się konsumpcjonizmowi.

To nie jest też tak, że w przy­szło­ści nie chcę miesz­kać w przy­sło­wio­wej wilii z base­nem. Chcę, jak naj­bar­dziej! Chcę mieć pięk­ny dom, a naj­le­piej 5 poroz­rzu­ca­nych po róż­nych zakąt­kach zie­mi. To nie jest tak, że nie chcia­ła­bym być boga­ta. Każ­dy chce. Poza tym bycie boga­tym nie ozna­cza przy­bra­nia kon­sump­cyj­nej posta­wy. Nie będzie mi prze­szka­dzać, jeśli zamiesz­kam w 2–3 poko­jo­wym miesz­kan­ku w Pol­sce. Nie uwa­żam, że posia­da­nie jest złe dla wszyst­kich, ale na pew­no jest złe dla tych, któ­rych na to nie stać. Nie stać nie ozna­cza dla mnie nawet tego, że ktoś nie jest w sta­nie pozwo­lić sobie na przysmak/sukienkę/samochód, bo więk­szość z nas jest w sta­nie sobie na to pozwo­lić, nawet jeśli wyma­ga to chwi­lo­we­go zaci­śnię­cia pasa. Ja nie rozu­miem kon­sump­cjo­ni­zmu, któ­ry każe ludziom haro­wać na to, by mogli speł­nić swo­je “marze­nia” i poczuć szczę­ście, gubiąc gdzieś przy tym przy­jem­ność z życia. Wszyst­ko tyl­ko po to, by zna­leźć sobie nowe mate­rial­ne marze­nie i gonić za nim. Koło kon­sump­cjo­ni­zmu się zamy­ka.

 

Każ­de­mu kto nie potra­fi sobie pora­dzić z wyści­giem szczu­rów i kon­su­mo­wa­niem pole­cam podró­że, albo cho­ciaż pod­ję­cie decy­zji o podró­ży i roz­po­czę­cie zbie­ra­nia oszczęd­no­ści. Zoba­czy­cie, że nagle kawa ze Star­buck­sa stra­ci smak, a wszyst­kie ubra­nia w skle­pach sta­ną się brzyd­kie lub sła­bo wyko­na­ne. ;)

 

Cie­ka­wa jestem jakie jest Wasze podej­ście do kon­sump­cjo­ni­zmu, czy wkrę­ci­li­ście się w tę machi­ne­rię, czy raczej sto­icie  i obser­wu­je­cie z boku? A może macie jakąś swo­ją sła­bość, któ­rej nie potra­fi­cie sobie odmó­wić, ale to raczej nie jest posta­wa kon­sump­cyj­na. :)

 

do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania

  • Ostat­nio byłam na spo­tka­niu ze zna­jo­my­mi. Kole­ga Włoch zaczął beł­ko­tać o swo­im tele­fo­nie, że kosz­tu­je tyle i tyle, naj­lep­szy na ryn­ku. Słu­cha­jąc go mysla­łam sobie, że dostał jakie­goś napa­du. Nie mam par­cia na wszyst­ko co mod­ne, ale lubię wspie­rać lokal­nych pro­jek­tan­tów. Nie oszczę­dzam na jedze­niu i to moja grzesz­na roz­kosz. Ale nie mia­ła­bym pro­ble­my sprze­dać więk­szo­ści rze­czy któ­re mam, jeśli zaj­dzie potrze­ba. I lubię strasz­nie fakt, że nie jestem wygod­ni­śiem, któ­ry nie wyj­dzie na deszcz bo ubrał się za ład­nie i mu szko­da- ja owi­jam łeb szma­tą i idę, od wody mnie nie popyr­to­li. Taka dygre­sja!

    Bar­dzo faj­ny post, dał mi do myśle­nia :)

    • Nie jeste­śmy z cukru. :)
      Mi rów­nież cięż­ko roz­ma­wia się z taki­mi ludź­mi jak Twój kole­ga, ale naj­waż­niej­sze, żeby umiał też o czymś innym poga­dać. ;)

      • Jest też dużo tre­ści o kobie­tach, acz­kol­wiek jego opo­wie­ści zakra­wa­ją na fik­cję lite­rac­ką raczej ;)

  • Ja sta­ram się uni­kać kon­sump­cjo­ni­zmu. Nie­ste­ty jeśli cho­dzi o kosme­ty­ki wie­lo­krot­nie pono­szę poraż­kę bo kupu­ję ich za dużo i to w poczu­ciu, że one mi do cze­goś posłu­żą. Za dużo też kupu­ję żyw­no­ści i to mnie wku­rza, że mar­nu­ję część tego jedze­nia :(. W pozo­sta­łych kwe­stiach jestem bar­dzo prak­tycz­na. Kupu­ję te rze­czy, któ­re są mi potrzeb­ne.

    • Ja mia­łam kie­dyś sła­bość do szmi­nek i lakie­rów, więc dosko­na­le rozu­miem. Ta do lakie­rów nawet cza­sem wra­ca, ale sta­ram się powstrzy­my­wać.

  • Ja zde­cy­do­wa­nie nie nale­żę do osób oble­pio­nych typo­wym kon­sump­cjo­ni­zmem, ale w każ­dej sytu­acji / dzie­dzi­nie / kwe­stii sta­ram się zna­leźć “zło­ty śro­dek” nie popa­da­jąc ze skraj­no­ści w skraj­ność. Trze­ba zacho­wać zdro­wy roz­są­dek, aby żyć w zgo­dzie ze sobą i swo­im sumie­niem :)

    • Zło­ty śro­dek to moja życio­wa filo­zo­fia, widzę, że się zga­dza­my. :)

  • Dave Wave

    ja tam jestem cho­ry na anty­kon­sump­cjo­nizm, wszyst­ko mini­ma­li­zu­je do 0, bo tak jak ty zra­zi­łem się do reklam, ale też zra­zi­łem się do ludzi któ­rzy mając okre­ślo­ny pro­dukt myślą że są faj­ni, a naj­le­piej oni nie mówią o tym co mają ale tym czymś się spon­ta­nicz­nie czę­sto popi­su­ją. Racja cza­sem łapie się na kon­su­miź­mie i jego odno­dze czy­li życie czy­imś życiem, czy­li obser­wo­wa­niem kogoś czę­sto też utoż­sa­mia­nie go z danym pro­duk­tem i póź­niej udo­wad­nia­nie jak cudow­nie wpły­wa na jego życie, bo do zazdro­snych ludzi to ja raczej nie nale­żę — moja kole­żan­ka poje­cha­ła na waka­cje na ibi­ze i ja też bym chciał, bo z chło­pa­kiem jest — widać po fot­kach szczę­śli­wi, uśmiech­nię­ci, w ogó­le jak­by żyli w innym wymia­rze, ja nie mam dziew­czy­ny i chciał­bym być tak samo kocha­ny więc cią­gnie mnie by gdzieś poje­chać. Jak widzę inną kole­żan­kę z tele­fo­nem myślę kupię sobie taki sam tele­fon i będę szczę­śli­wy bo może zauwa­ży że mam taki sam, albo kupię go dla same­go sie­bie by z nią się utoż­sa­mić — mam taki sam tele­fon jak ty, coś nas łączy. Szcze­gól­nie że są to atrak­cyj­ne kobie­ty XD więc nie muszę tłu­ma­czyć cze­mu cią­gnie mnie do okre­ślo­nych zaku­pów. Prze­ciw­na płeć, jesz­cze do tego jest oso­bą zna­ną potę­gu­ję chęć kupo­wa­nia.

    • Cał­ko­wi­cie pomi­nę­łam taki aspekt, ale to pew­nie dla­te­go, że zna­la­złam swo­ją dru­gą połów­kę. :) Trud­ny temat, bo z jed­nej stro­ny moż­na by powie­dzieć, że dziew­czy­na, któ­ra patrzy przez pry­zmat kasy na face­ta nie jest war­ta sta­rań, z dru­giej zaś stro­ny, kobie­ty instynk­tow­nie wybie­ra­ją męż­czyzn, któ­rzy są w sta­nie zapew­nić im przy­szłość. Co do podró­ży, to da się tanio latać! W dzia­le “Tra­vel” pisa­łam o tym, jak zbie­ram na podró­że stu­diu­jąc i nie pra­cu­jąc. Pole­ca­łam parę stron, któ­re publi­ku­ją tanie bile­ty lot­ni­cze, a nawet całe wyciecz­ki. Nie wiem czy była kie­dyś Ibi­za, ale wiem, że za 800zł moż­na wybrać się na tydzień na Mal­tę ze wszyst­kim :) Moż­na szu­kać pry­wat­nych pokoi do wyna­ję­cia na airbnb albo wim­du. Podró­że aku­rat nie są pro­ble­mem. :)

  • Ania Na Wyspach

    Ja już jakiś czas temu od tego posia­da­nia i pożą­da­nia kolej­nych rze­czy mate­rial­nych sta­ram się stop­nio­wo uwal­niać. Pozby­łam się ostat­nio od kil­ku­dzie­się­ciu lakie­rów, bo oka­za­ło się, że w kół­ko uży­wam tych samych, a resz­ta to zachcian­ki. Męczy­ło mnie wie­le rze­czy. Uwol­ni­łam się rów­nież od pokaź­nej gro­ma­dy ciu­chów i już nie zacho­dzę do skle­pów w dro­dze powrot­nej z pra­cy. I oczy­wi­ście przed kup­nem cze­go­kol­wiek zasta­na­wiam się czy tego potrze­bu­ję czy tyl­ko chcę. I jakoś tak ostat­nio nawet miesz­ka­nie łatwiej się po tym odgru­zo­wa­niu sprzą­ta ;)

    • Też mia­łam kie­dyś sła­bość do lakie­rów! Ale chy­ba nie uzbie­ra­łam kil­ku­dzie­się­ciu. :) Ja mam jesz­cze pro­blem z wyrzu­ce­niem sta­rych ciu­chów, bo jestem dość sen­ty­men­tal­na, ale myślę, że i to się nie­dłu­go wyda­rzy.

      • Ania Na Wyspach

        jeśli zakła­da­jąc ciuch ‘po domu’ mam świa­do­mość tego, że wsty­dzi­ła­bym się komuś otwo­rzyć w nim drzwi to leci do kosza! Nie stro­ję się jeśli spę­dzam dzień w domu, ale też ina­czej czu­ję się nie łażąc w powy­cią­ga­nym t-shir­cie :)

        • A nie, to aż takie­go sen­ty­men­tu nie mam. :)

  • Zga­dzam się :)
    Jasne, chcia­ła­bym mieć lustrzan­kę, nowe­go lap­to­pa i te wiel­ga­śne jan­kee can­dle. Muszę zain­we­sto­wać w kape­lusz (btw, wiesz może w jakiej sie­ciów­ce mogę dostać? Mam wra­że­nie, że kape­lu­sze to Twój styl) i port­fel, bo ten co mam mi się roz­wa­la. I wszyst­ko faj­nie, rze­czą nor­mal­nę jest wyda­wać pieniądz.e Tyl­ko to jest radość chwi­lo­wa, po kil­ku dniach nic nie czu­ję. A jeśli wciąż mnie cie­szy zakup dane­go przed­mio­tu (mam tak na przy­kład z czyt­ni­kiem), wyni­ka to z tego, że był nagro­dą i po pro­stu przy­wo­łu­je miłe chwi­le :)

    • Lustrzan­ka to prze­cież inwe­sty­cja w pasje! Nie liczy się. ;D Świecz­ki już prę­dzej!
      To praw­da, kocham kape­lu­sze! Zale­ży jed­nak jakie­go szu­kasz. Słom­ko­wy na waka­cje? Z dużym/małym ron­dem, czy może taki zwy­kły fil­co­wy?
      Czyt­nik w moim przy­pad­ku to była naj­lep­sza rzecz jaką wygra­łam (czy­taj: przy­cią­gnę­łam). :D

      • Bar­dziej słom­ko­wy, z średnim/małym ron­dem, bo będę lecia­ła z nim przez pół Euro­py, więc musi być poręcz­ny! :3

        • No to takich wszę­dzie peł­no! W H&M zobacz, ale ja co do skle­pu wej­dę, to takie widzę. W sumie też sobie taki kupię, tyl­ko nie wiem czy już teraz, czy dopie­ro na wyjazd do Włoch. :)

          • No wła­śnie też mi się wyda­wa­ło że peł­no, ale jak zaczę­łam się za nimi roz­glą­dać, to nigdzie nie mogę zna­leźć ład­ne­go :(

            • Jak znaj­dę dla sie­bie, to napi­szę, gdzie kupi­łam. :)

  • Nor­mal­nie jak­bym czy­ta­ła sie­bie. ZNOWU! :) Nie­sa­mo­wi­te :) Świet­ne podej­ście, dokład­nie tak samo myślę :D

  • Zga­dzam się, tyl­ko drob­na uwa­ga — kon­sump­cjo­nizm każe od kazać, nie karać ;) Cały czas sta­ram się ogra­ni­czać zna­cze­nie mate­rial­nych rze­czy, ale cza­sem jest cięż­ko. Do mnie bar­dziej od wszyst­kich porad­ni­ków mini­ma­li­zmu, tra­fił “Fight Club” — po lek­tu­rze od razu czu­łam się win­na i posta­no­wi­łam popra­wę!

    • Fak­tycz­nie roz­pę­dzi­łam się, dzię­ku­ję, że napi­sa­łaś. :) Ja widzia­łam film — genial­ny! W sumie nawet nie wie­dzia­łam, że jest książ­ka.

      • Spo­ko, błę­dy zawsze rzu­ca­ją mi się w oczy, nawet kie­dy tego nie chcę :P
        Film też dobry, cho­ciaż pew­nych rze­czy w tej for­mie po pro­stu nie dało się poka­zać. War­to prze­czy­tać, dość krót­ka książ­ka, ale inten­syw­na:)

        • Jej­ku, ta lista ksią­żek do prze­czy­ta­nia tyl­ko się wydłu­ża! :)

  • Uwiel­biam kupo­wać ale z roz­sąd­kiem i jestem wte­dy bar­dzo usa­tys­fak­cjo­no­wa­na :) Kupi­łam to co mia­łam w pla­nie i koniec :) Waka­cje? 4 nowe t-shir­ty wystar­czą + dżin­sy :D Taka sty­lów­ka :D

  • Ja kolek­cję two­rzę jed­ną, a imię jej “biblio­tecz­ka”. Ostat­nio sta­ła się moim uza­leż­nie­niem, pie­czo­ło­wi­cie dobie­ram naj­ład­niej­sze wyda­nia pożą­da­nych dzieł :). Jest to jed­nak mój mały pry­wat­ny grze­szek, nie na pokaz, dla wła­snej grzesz­nej przy­jem­no­ści.

    Bar­dzo zgrab­nie to uję­łaś — istot­niej­sze od real­ne­go posia­da­nia, jest posia­da­nie w ser­cu. Z dużo więk­szą rado­ścią trans­for­mu­je moje fun­du­sze we wspo­mnie­nia, drob­ne przy­jem­no­ści. Wiem, że to one two­rzą mnie i to je będę trzy­mać w ser­du­chu do koń­ca.

    Jeśli cho­dzi o kon­sump­cjo­nizm sam w sobie, to — jak wspo­mnia­łaś — war­to sta­wiać sobie prio­ry­te­ty. Dzię­ki nim cała resz­ta ukła­da się sama. Ostat­nio zauwa­ży­łam, że — jeśli pozwo­lę sobie chwi­lę ode­tchnąć i pomy­śleć, czy napraw­dę potrze­bu­ję danej rze­czy i co za daną kwo­tę mogła­bym kupić, szyb­ko wery­fi­ku­ję czy coś jest mi tak bar­dzo potrzeb­ne jak przed chwi­lą.

    • Kupo­wa­nie ksią­żek zali­cza się do zbie­ra­nia doznań, wie­dzy, a to się tyl­ko chwa­li! ;)