fbpx

Czy mniejsza liczba studentów na uczelniach oznacza wyższy poziom nauczania?

mniejsza liczba studentów (3)

 

Wielkie przerażenie ogarnęło studentów, a przede wszystkim maturzystów w Polsce. Uczelnie redukują ilość przyjęć! – krzyczą nagłówki. Mniejsza liczba studentów na uczelniach! Wszystko za sprawą nowego algorytmu przeliczenia pieniędzy przyznawanych uczelni na każdego studenta. Od przyszłego roku akademickiego na jednego wykładowcę nie powinno przypadać więcej niż 13 uczniów. Logicznym byłoby zatrudnienie większej ilości pracowników, żeby nadal otrzymywać odpowiednie dofinansowanie od państwa, jednak wiadomo, że tam gdzie chodzi o pieniądze, dzieją się dziwne rzeczy. I faktycznie, niektórzy mówią o zmniejszeniu liczby studentów na uczelniach, co ponoć ma podwyższyć poziom nauczania w Polsce. Sprawić, że studia znów będą dla elit. A ja się pytam. SERIO?!

 

 

Jaki wpływ na poziom nauczania ma ilość osób siedzących na sali?

 

 

Wielu z Was może kojarzyć ostatnią dyskusję na FanPageu Blue Kangaroo. Przypomnę tylko, że zbulwersowana opowiedziałam tam o niemieckim wykładowcy, który na uczelni w Salerno CZYTAŁ swój wykład. Coś takiego nigdy nie zdarzyło mi się w Polsce na moim kierunku i myślałam, że nie zdarza się w ogóle. Niestety byłam w błędzie. Opowiadaliście o wykładowcach czytających swoje wykłady, książki (o których mówili, że zawierają mnóstwo błędów), czytających cudze książki i prezentacje bez podawania autora! Czy poziom nauczania wzrośnie, jeżeli na takim „czytanym“ wykładzie siedzieć będzie o połowę mniej studentów?

 

 

Czy ilość studentów na kierunku medycznym ma wpływ na poziom nauczania, czy może jednak fakt, że kilka lat temu skrócono czas trwania kształcenia takiego studenta?

 

 

Firma zatrudnia dwóch informatyków, ale ma jedno stanowisko komputerowe. Podniesie więc swoją wydajność, skuteczność i jakość pozbywając się jednego informatyka czy kupując mu dodatkowy komputer?

 

 

Mniej ludzi w sali. – Odezwiesz się?

 

 

mniejsza liczba studentów

 

 

No ale Ania, przecież mniejsza ilość osób na ćwiczeniach oznacza, że nauczyciel może lepiej pracować z każdym ze studentów. Tak, owszem. W szkole. Ale nie na uczelni. Studiuję filologię, więc powiem na moim przykładzie jak to wygląda. Wydawałoby się, że faktycznie nauka języka w mniejszej grupie jest bardziej efektywna. Czym innym jest jednak nauka języka, gdy płacisz za kurs, a czym innym, gdy studiujesz filologię. Filologia to nie kurs językowy. Tzn., że uczysz się też o literaturze, kulturze i historii danego kraju. Nie wszystko kręci się wokół opanowania języka. Pamiętajmy jednak, że za kurs językowy płacisz. Chętniej się więc odzywasz. Bo zapłaciłeś i chcesz to wycisnąć jak cytrynkę. Na kursie atmosfera jest dużo luźniejsza, bo nie masz żadnego parcia. Nie zawsze tak jest, ale pogeneralizujmy trochę. A teraz jak wyglądają zajęcia na filologii.

 

 

Mamy taką kulturę, że boimy się odzywać podczas zajęć. Gdy wykładowca zadaje pytanie większość siedzi jak wryta. Zwykle te same jednostki prowadzą dyskusję lub chociaż odpowiadają półsłówkami. Swoją drogą, pisałam już o tym, jak wywrzeć pozytywne wrażenie na zajęciach małym nakładem pracy. Czy jeżeli tych studentów, którzy i tak prawie nic nie mówią będzie o połowę mniej w klasie, to poziom się podwyższy? Sami sobie odpowiedzcie. A jeżeli już nawet kogoś onieśmiela towarzystwo 30 osób w grupie i przy 13 postanowi się odezwać, to nie oznacza przypadkiem, że powinno się podzielić grupę na mniejsze? Zatrudnić więcej pracowników?

 

 

Każde studia mają swój program. To w programie zawarty jest poziom nauczania, bo tam zawarte jest to, czego będziesz się uczył. Jaki więc wpływ na program ma ilość studentów?

 

 

A może studia powinny być płatne?

 

 

mniejsza liczba studentów

 

 

W Polsce studia są darmowe, bo gwarantuje nam to konstytucja.

Ale! Czy POWINNY być płatne?

Przecież sama napisałam trochę wyżej, że płacąc za kurs językowy chętniej wypowiadamy się na zajęciach. Na pewno płacąc za studia chętniej odwiedzalibyśmy mury uczelni, przychodzilibyśmy na zajęcia, no bo przecież za nie płacimy. Wkurzeni studenci żądaliby odrabiania odwołanych zajęć, bo przecież za nie zapłacili. Ale czy to miałoby wpływ na poziom nauczania? Czy raczej wpływ na pilność studentów?

 

Płacę, wymagam.

Poziom studiów zawartym jest w ich programie. Płacę, więc wymagam, prawda? A co gdyby tak preferencje studentów zaczęłyby wpływać na programy studiów. Myślicie, że to prowadziłoby do podwyższenia poziomu? Let me think… Uczelnie już walczą o studentów, jednak walka o studenta-klienta oznacza coś zupełnie innego.

 

 

I w końcu spełniłoby się marzenie niektórych osób o elitarności studiów. Elity na studia! Naprawdę cudowny pomysł. Niech studiują Ci, których na to stać, a reszta do roboty! Okej, znalazłyby się osoby, które potrafiłyby dorobić sobie na studia dzienne. Większość pewnie zdecydowałaby się na te zaoczne, pracując cały tydzień. Czy to miałoby dobry wpływ na poziom wykształcenia Polaków? Osoba pracująca w tygodniu i studiująca w weekendy niestety nie jest w stanie tak poświęcić się nauce jak student dzienny. I znowu odwołam się tu do filologii. Myślicie, że odwiedzając uczelnie co drugi weekend jednocześnie pracując masz czas na nauczenie się języka? Jest pewna różnica między studentem codziennie uczęszczającym na zajęcia, który w weekendy ma czas na naukę, a tym który pracuje 5 dni w tygodniu.

 

 

Jak widać koniec końców płatne studia też nie prowadzą do podniesienia poziomu nauczania. Faktycznie studia może i stałyby się elitarne, ale chyba nie w takim sensie, jak sobie to wyobrażamy. No chyba, że ktoś marzy o tym, żeby nasze społeczeństwo podzieliło się na wykształconych-bogatych, biedniejszych-sprytnych-z-papierkiem, i tych biedniejszych-mniej-sprytnych-bez-papierka. Oczywiście bardzo generalizuję teraz, bo część ludzi świadomie nie idzie na studia, by rozwijać się bez nich i są to przedsiębiorcze, kreatywne i mądre osoby. Kończąc ten wywód, chcę powiedzieć, że moim zdaniem studia nie powinny być płatne.

 

 

Jak więc podnieść poziom studiów w Polsce?

 

 

mniejsza liczba studentów

 

 

Skoro płatne studia nie mają wpływu na poziom nauczania ani też ilość studentów nie ma wpływu na poziom nauczania, to co ma?

Program studiów, czyli to, czego mają Cię nauczyć. Ale nie chodzi tutaj, żeby nagle do programu powciskać nowy materiał o „wyższym poziomie“, tak, żeby z nauką wyrobili się tylko najsilniejsi, a pozostali odpadli z przemęczenia. Mniej znaczy lepiej. Mniej, a intensywniej. Znacie to: „przecież było na II roku“. Okej, było na II roku i tylko wtedy. Jestem człowiekiem, nie maszyną, to normalne, że nie pamiętam. Odpowiednia konstrukcja programu, np. Tworzenie go na bazie spirali, ciągłe rozszerzanie wiedzy o dodatkowe informacje, przy jednoczesnym powtarzaniu podstaw znacznie lepiej utrwala informacje w mózgu. Uczysz się mniejszej ilości materiału, ale na dłuższą metę wiesz więcej.

 

 

Lepsza kontrola jakości nauczania powinna zacząć się na zajęciach. Czyli od tego jak pracownik uczelni (wykładowca) robi swoją robotę. Sposób w jaki przekazuje wiedzę powinien być ciągle udoskonalany, wykładowcy jak lekarze powinni być całe życie szkoleni z nowych technik nauczania. Niech próbują nowych metod, niech sprawdzają, ile ich studenci zapamiętali z zajęć. Praca wykładowcy nie powinna wyglądać tak: Przyszedłem, pogadałem, wyszedłem. Powtórzyłem do emerytury. Nie! Wykładowca ma badać zainteresowanie studentów, próbować przykuć ich uwagę, sprawdzać, ile zapamiętują z wykładu, zaskakiwać ich nowymi pomysłami na prowadzenie zajęć, na przekazanie wiedzy. Szkolić się z wystąpień publicznych i wciąż udoskonalać skuteczność przekazywania wiedzy podczas zajęć. To pierwszy krok do podniesienia poziomu nauczania.

 

 

Ważna jest też praca studentów i otwarty kontakt między nimi a wykładowcami. Ciągły feed back, sygnalizowanie swoich potrzeb, spostrzeżeń. Zaciekawiony student, który nie uczy się po nocach do kolejnej „zapchaj dziury”, ma czas na pogłębianie swoich zainteresowań i rozwinięcie ich do wysokiego poziomu. Tak, żeby po ukończonych studiach można było powiedzieć, że te umiejętności faktycznie są na wysokim poziomie.

 

 

Nie znam specyfiki wszystkich kierunków w Polsce, ale jednak wiem jak to wygląda w większości przypadków. Jeżeli jesteś na kierunku, którego poziom faktycznie mógłby się zmienić po zmniejszeniu liczby studentów, to daj znać, ciekawa jestem, co to za kierunek. Generalnie uważam, że nie o ilość studentów tu chodzi.


 

 

Bardzo prawdopodobne, że po zmianie sposobu przyznawania dotacji dla szkół wyższych wiele uczelni zmniejszy ilość przyjętych studentów. Miejmy jednak nadzieję, że duża część zdecyduje się na zwiększenie liczby pracowników, a dyskusja o poziomie nauczania odbędzie się na zupełnie innym polu. Nie na polu finansowym. Nie dyskutujmy o ilości studentów, a o jakości nauczania czyli samej metodyce stosowanej podczas zajęć oraz o udoskonaleniach programu studiów. Tylko to może podwyższyć poziom wykształcenia studentów w Polsce.

 

 

PS Jak zwykle wielkie podziękowania dla grupy: Studenci – Grupa Wsparcia za inspirację do napisania tekstu.

Do następnego czytania!

Ania

Hej! To ważny temat. Polub na FB, żeby więcej osób mogło to przeczytać. A przeczyta jeszcze więcej, gdy udostępnisz!

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk