fbpx

Nie bój się nic nie robić. W nałogu cośróbstwa.

Naucz się nic nie robić.

 

Na początku było fajnie. Odkryłam nowe możliwości, poczułam, że mogę więcej. Nagle czas spędzony w autobusie nie był jedynie czasem, w którym przemieszczam swój tyłek z punktu A do punktu B. To był czas czytania, nauki, czas ćwiczenia języka, czas odpisywania na wiadomości, czas planowania. Podobnie było z czasem, w którym czekałam na posiłek, na autobus, na lekarza. Później wykorzystywanie każdej z chwil przeniosło się na inne czynności, które nie polegają tylko na oczekiwaniu. Np. jedzenie posiłków mogłam połączyć z oglądaniem filmów dokumentalnych lub czytaniem książki. Doszło do tego, że próbowałam jednocześnie czytać blogi i słuchać podcastów. W końcu COŚ trzeba robić. Nie można marnować czasu! To stało się moją obsesją.

 

I tak, nie wiadomo skąd nadszedł dzień, w którym wsiadłam do tego samego autobusu co zwykle i nie miałam ochoty na nic. Nie chciało mi się czytać, nie chciało mi się słuchać, pisać, uczyć, medytować. Nic. Oparłam głowę o szybę i zaczęło się. Nie mogłam znieść myśli, że nie robię nic pożytecznego. Męczyło mnie to straszne uczucie marnowania czasu. Jestem taka leniwa! Inni, pracowici ludzie chwyciliby w tym momencie za książkę/telefon i zrobili coś dla siebie, a Ty? A Ty co? Patrzysz martwym wzrokiem na współpasażerów, później zerkasz na ulicę i nic z tego nie wynika!

 

Te wyrzuty sumienia często motywują mnie do sięgnięcia po książkę, która okazuje się ciekawą lekturą, a notatki, które przeczytam podczas pieczenia ciasta pomagają mi w przyswojeniu informacji. Tylko, czy ja potrafię jeszcze nic nie robić i się tym cieszyć? Usiąść na kanapie i popatrzeć w sufit. Jechać autobusem i o niczym nie myśleć. Wyjść z domu bez celu i iść przed siebie. Wracając z zakupów usiąść na ławce. Tak po prostu. Nie, wszystko musi być zaplanowane, zorganizowane, a czas dobrze spożytkowany.

 

Liczy się każda minuta. I ten zegar, gdzieś w głowie, który wciąż tyka. Tik, tak, tik, tak. Kolejne minuty. 10, 20. Biegniemy. Mało czasu. Szybciej. Więcej. Mocniej. Muszę to zrobić. Jeszcze zdążę. Wykorzystam każdą chwilę. Zmęczony? Nie znam słowa. Tik, tak, tik, tak.

 

I tak, nie wiadomo skąd nadszedł dzień, w którym wsiadłam do tego samego autobusu co zwykle i nie miałam ochoty na nic. Oparłam głowę o szybę i odpuściłam. Myśli toczyły się powoli, właściwie płynęły, jakby po spokojnym morzu. Od niechcenia. Pęd jazdy mnie uspokoił. Wyciszyłam się i czułam jak odpływam w świat moich marzeń. Nagle! Pomysł! Jak grom z jasnego nieba! Mam pomysł! Skąd on się wziął? Tak rzadko mam czas, żeby mieć pomysł. Ciągle zajęty mózg nie będzie miał pomysłów. Nie będzie rozwiązywał mnożących się problemów. Kiedy? A on, tak teraz, znienacka! Nie spodziewałam się tego objawienia, nie teraz! Czym sobie zasłużyłam? Dobra, okej. Czekaj, zapiszę. Dasz jeszcze coś? Nie? A jak obiecam, że nauczę się nic nie robić?

 

 

Do następnego czytania.

Ania

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk