fbpx

O tym, jak mocno się wkurzyłam, a potem pozbyłam się guzka w piersi.

jak pozbyłam się guzka w piersi

Dzisiejszy wpis będzie bardzo osobisty. Nie o studiach, a o zdrowiu, temacie, który dotyczy każdego z nas.

 

 

1. Jak się o tym dowiedziałam.

 

 

W grudniu ubiegłego roku, siedząc przy wigilijnym stole, zaczęłam odczuwać silne bóle w lewej piersi. Były bardzo nieprzyjemne, ale myślałam, że to chwilowe nadwyrężenie. Jednak ból nie ustawał, a nawet się wzmocnił. W styczniu, ucząc się do sesji zwijałam się z bólu i mocno dociskałam rękę do piersi, żeby go złagodzić. Dobrze to pamiętam. Na początku lutego miałam wyjechać na Erasmusa, więc nie mogłam dłużej tego lekceważyć. Poszłam do lekarza, opowiedziałam mu o tym, w jakiej jestem sytuacji, a  ten mnie zbadał i wystawił skierowanie na USG. Wtedy byłam jeszcze dość spokojna. Dopiero siedząc w poczekalni przed badaniem zaczęłam pisać różne scenariusze w głowie. 10 minut później ten czarny się potwierdził. Niestety coś Pani tu ma. Skala Birads 3. Mogło być gorzej, ale i lepiej. Taka skala oznacza 2% prawdopodobieństwa złośliwości. Powiesz, że to nic? Tak się mówi, dopóki nie dotknie to kogoś osobiście. Skoro większość kobiet może mieć zdrowe piersi, dlaczego „to coś” pojawiło się u mnie?!

 

 

Rzuciłam się w internet. Najgorsze i najlepsze, co można zrobić. Najgorsze, bo naczytasz się o tym, że za chwilę umrzesz, a najlepsze, bo zaraz po tym odnajdziesz nadzieję. Szybko wpadłam na blogi potem strony internetowe i badania pokazujące, że takich guzków można się pozbyć bez wycinania. W sumie nie musiałam długo szukać, więc nie wiem, dlaczego tyle ludzi o tym nie wie! Nie chce im się? Wolą zostawić swoje życie w rękach lekarza? Tyle, że lekarz nie traci za nas zdrowia ani życia. Każdy ma jedno i za nie odpowiada. Zrozumiałam, że wszystko zależy ode mnie.

 

 

Zaniosłam wyniki do lekarza pierwszego kontaktu.

On: No wie Pani, młodym kobietom robią się takie torbielki, takie mięśniaczki czasem. Proszę odpoczywać we Włoszech i się nie przejmować.

Ja: Czy to się wchłonie?

On: Nie, nie ma takiej możliwości. Jeżeli będzie to Pani nadal przeszkadzać wytniemy w wakacje.

Zdziwiła mnie jego odpowiedź. Myślałam, że będzie miał dużo większą wiedzę na ten temat niż „ludzie z internetu”. Myślałam, że będzie dla mnie wiarygodnym źródłem informacji. A on nic nie wiedział. A i jeszcze dostałam zaproszenie. Na kawę. Tak, od tego samego lekarza, który wcześniej badał moje piersi. Musisz sobie wyobrazić, jak się poczułam.

 

 

jak pozbyłam się guzka w piersi

To moje świąteczne zdjęcie sprzed 2 lat, ale bardzo je lubię. :)

 

 

2 Co zrobiłam, gdy się o tym dowiedziałam.

 

 

Pozostał mi tydzień do wyjazdu. Sytuacja była taka: Mam „coś” w piersi. Jadę na pół roku na Erasmusa. Lekarze uważają, że nic nie mogę zrobić oprócz kontrolnego USG za 6 miesięcy. Ja natomiast czytam o tym, że COŚ zrobić można. Kilka dni to zdecydowanie za mało, żeby zdobyć dobrą wiedzę na ten temat. Tym bardziej, gdy wyjeżdżasz na pół roku i masz jeszcze masę spraw do załatwienia!

 

 

Nie wiedziałam, czym to coś jest, a biopsji robić nie chciałam. Nawet lekarz nie chciał! Powiedziałam, więc sobie, że to „torbielik”, a z czasem nazywałam to „tym czymś”. Szukałam sposobów pozbywania się torbieli, cyst i mięśniaków a nie raka, chociaż prawda jest taka, że te się w większości zazębiają. Do myślenia najbardziej pobudził mnie artykuł w niemieckiej prasie na temat leczenia i zachorowalności na raka w Izraelu. Jak to się dzieje, że w 8 mln kraju, co roku umiera na niego ledwie ponad 100 osób, które po prostu zgłosiły się za późno do lekarzy. Ta liczba wciąż maleje. W Polsce jest to 100 tysięcy osób! Czujecie tę różnicę? 100 a 100 000?! Okej, w Izraelu mieszka mniej ludzi, ale powiedzmy, że gdybyśmy byli 8 milionowym narodem umierałoby nas około 20 tys. Różnica nadal jest przeogromna. W Izraelu nie stosuje się radio-, chemio- ani żadnej innej cośtamterapii. Bo kto by chciał niszczyć chorych ludzi? Stosuje się za to oczyszczanie organizmu, zdrową dietę i odpowiednią suplementację, żeby dostarczyć ciału, to, czego mu brakowało. Tutaj czytałam o tym po raz pierwszy, niestety tekst jest po niemiecku, ale co ciekawe, te informacje znalazły się również na polskich stronach np. na frondzie oraz tutaj.

 

 

W lutym wyjechałam na Erasmusa do Włoch. Postanowiłam odpocząć i wyzdrowieć. Ponieważ bardzo wierzę w moc naszego umysłu codziennie wyobrażałam sobie, że moje piersi są zdrowe. Ciężko jest wyobrazić sobie brak guzka w piersi, ale kojarzyłam to z lekkością, odprężeniem i głębokim oddechem. Na temat mojego podejścia do życia możesz poczytać w tekście: Moja życiowa filozofia. Ale to nie był koniec. Tuż przed wyjazdem kupiłam zapas witamin i minerałów, o których czytałam, że są pomocne przy pozbywaniu się takich rzeczy. Szczerze, to było bardzo chaotyczne i na wyczucie, ale miałam mało czasu na przemyślenia. W końcu wyjeżdżałam już za kilka dni! Nie miałam czasu na bardzo głęboki research, na czytanie książek. Wtedy większość mojej wiedzy opierała się na wpisach z różnych blogów. Sama decydowałam komu wierzyć, a komu nie. Z czasem się to zmieniło, ale początek faktycznie był chaotyczny.

I wiem, że zaraz znajdą się osoby, które powiedzą, że nie można stosować porad zdrowotnych, o których czytało się tylko na jakichś tam blogach. Tylko najśmieszniejsze jest to, że ludzie nic Ci nie powiedzą, gdy łykasz gripex, za apapem i ibuprom za teraflu. Nic nie powiedzą, gdy kupiłeś kolejny lek na ból głowy, stawów, brzuszka, na stan podgorączkowy, na katar, na biegunkę i zaparcie. Nic nie powiedzą, gdy św. Lekarz przepisze Ci bez badań kolejny antybiotyk, a Ty go wykupisz, nie informując nawet świętego, że to już trzeci w tym roku. Ludzie nic nie powiedzą, ale ku”wa, kup sobie cholerną witaminę D3, to będą wielce umartwieni i pouczą Cię o tym, że leczenie na własną rękę jest niebezpieczne. WTF?!

 

 

jak pozbyłam się guzka

 

 

3. Działaj zamiast zrzucać odpowiedzialność na innych.

 

 

To moje życie i ja będę o nim decydować. Nie chcę więc dobrych porad, zmartwionych ludzi. I ten wpis nie jest też po to, by komukolwiek radzić. Masz podobny problem do mojego? Ucieszę się, jeżeli otworzę Ci oczy. Wyciągnij z tego wpisu to, co dla Ciebie odpowiednie. Nie zawierzaj mi, Ty odpowiadasz za swoje życie. Ja za Ciebie nie choruję, ja za Ciebie nie płacę i ja za Ciebie nie umrę. Tak samo jak nie choruje i nie umiera za Ciebie lekarz. Osobą, która już wcześniej, w innej sytuacji zdrowotnej pomogła mi wziąć odpowiedzialność za moje zdrowie była Ania z bloga Aniamaluje.com Może u mnie dostałeś iskrę, w takim razie idź do Ani i weź od niej jeszcze więcej energii do walki z chorobą. Ania walczy ostro i choć raz jest lepiej, raz gorzej, to ona się nie poddaje. Mimo, że lekarze już wydali wyrok.

 

 

3. Jak pozbyłam się guzka w piersi.

 

 

1. Obniżenie poziomu estrogenu

Wracając do mojego leczenia na własną rękę. To strasznie „niebezpieczne” posunięcie polegało przede wszystkim na obniżeniu poziomu estrogenu w moim organizmie, ponieważ czytałam, że wysoki estrogen powoduje powstawanie takich rzeczy. (Wciąż nie chcę tego nazywać.) Estrogen podnosi kofeina i duża ilość tłuszczu, więc w pierwszych 3 miesiącach pobytu we Włoszech nie piłam w ogóle herbat, nie jadłam tłustych potraw, ani czekolady (kofeina), okazjonalnie piłam kawę. Na szczęście włoskie espresso ma mniej kofeiny niż nasze polskie kawy.

 

 

2. Bieganie

Zaczęłam biegać. Bieganie miało dostarczyć mojemu organizmowi więcej tlenu, poprawić krążenie i przyśpieszyć oczyszczanie organizmu. Biegałam wzdłuż morza. To było piękne. Czasem biegłam ze łzami w oczach. Byłam wzruszona pięknymi widokami, ale płakałam też dlatego, że byłam tak dumna z tego, co dla siebie robię.

 

 

3. Stanik

Zrezygnowałam z noszenia stanika. Zakładam go tylko pod cienkie bluzki i do biegania. Nawet dobrze dobrany stanik uciska piersi i pogarsza przepływ krwi, a co za tym idzie, odpowiednie ich oczyszczanie. Na początku bałam się jak każda kobieta, że moje piersi będą z tego powodu obwisłe, ale nie! Bardzo szybko poprawiło się ich ukrwienie i olaboga, stały się większe! Podobno chodząc bez stanika ćwiczymy mięśnie odpowiedzialne za ich utrzymanie. Nie wiem, czy to prawda, wiem, że po 10 miesiącach bez biustonosza moje piersi nie pogorszyły swojej kondycji a wręcz przeciwnie! Przemyśl sobie tę sprawę, tak szczerze. Znasz na pewno kobiety, które są starsze od Ciebie i noszą stanik całe życie. Czy serio ich biust nie jest obwisły? W pewnym momencie ten biust zawsze schodzi w dół. A może to właśnie przez staniki i przez to, że nie ćwiczymy naszych mięśni? Nie dowiemy się, jeżeli tego nie sprawdzimy. A jeżeli biust i tak opadnie, to najwidoczniej taki jego los! Opada ze stanikiem, niech opada i bez niego! Wolę się nie ściskać i mieć zdrowe piersi, niż całe życie udawać, że mój biust jest jędrny jak u 20-latki i do tego chorować. Wyjątkiem są chyba tylko dziewczyny o bardzo dużym biuście, ponieważ brak stanika, nawet na co dzień bywa dla nich bolesny.

 

 

4. Antyperspiranty

Kolejną kontrowersyjną rzeczą, jaką zrobiłam było wyrzucenie dezodorantów. We Włoszech. A wszystko przez aluminium zawarte, nie wiem po jaką cholerę, w każdym antyperspirancie. Aluminium ładnie wchłania się przez naszą skórę a potem się zastanawiamy, skąd się te guzy i raki biorą?! Albo jeszcze gorsza, nie zastanawiamy się wcale, bo uznajemy, że to się zdarza, że to zależne genetycznie albo, że trafia się losowo, nigdy nie wiadomo komu. Bo najlepiej jest zrzucić odpowiedzialność na genetykę i na los. Byle nie przyjąć jej na klatę. Skóra się przyzwyczaja i wcale nie pocę się jak świnka, tylko dlatego, że nie używam dezodorantu. We Włoszech tego nie znalazłam, ale w Polsce można kupić takie bez aluminium. Można też stworzyć własny dezodorant z sody, oleju kokosowego i soku z cytryny.

 

 

5. Suplementy

Jeżeli chodzi o suplementację, to nie wiem, czy jest ona aż tak ważna, ale napiszę. Już nie pamiętam dokładnie, które suplementy miały czemu służyć, ale nie o to chodzi w tym wpisie. Chcę Cię poruszyć do samodzielnego myślenia. Tak więc kupiłam płyn Lugola, witaminę D3 z K2, olej z wiesiołka, naturalną witaminę E, magnez. Zrobiłam też 3-tygodniową terapię sodą oczyszczoną. Codziennie rano piłam litr wody z sokiem z jednej cytryny.

 

 

Jak teraz o tym piszę, to myślę sobie, że kurczę, to są przecież prozaiczne czynności. Ale tak! Pobiegałam, zrzuciłam stanik, wzięłam trochę witaminek i przestałam używać dezodorantów. I co? I po miesiącu było już lepiej. Bóle początkowo się zmniejszały, żeby w końcu zupełnie zniknąć! Do 3 miesięcy pojawiały się jeszcze okazjonalnie, później wcale. Co ciekawe w tym czasie zniknęły też bóle menstruacyjne. Bóle już nigdy nie pojawiły się w takiej formie jak było to w grudniu czy styczniu. Byłam przekonana o wchłonięciu się guzka, ale byłam we Włoszech i nie mogłam tego sprawdzić.  Czekałam na powrót do domu.

 

 

jak-pozbylam-sie-guzka-w-piersi-2

 

 

4. Znowu?

 

 

Powrót do kraju po Erasmusie to istne szaleństwo. Jest milion spraw do załatwienia, milion spotkań do obchodzenia i milion opowieści do opowiedzenia. Długo zwlekałam z wybraniem się do lekarza. Chociaż wierzyłam, że wszystko jest już w porządku, to jednak gdzieś tam z tyłu głowy był ten strach, że może to się nie udało. Zresztą obowiązków było sporo. Doszło załatwianie spraw związanych z powrotem z Erasmusa, pisanie pracy magisterskiej, spotkania blogerów i wyjazd do Lwowa. Wtedy poczułam to znowu.

 

 

Nie tak intensywnie, jak kiedyś, ale jednak. Czy to stres? Czy mi się wydaje? Czy to dieta? O co chodzi? Miałam w głowie milion pytań. Wizytę u lekarza zaplanowałam na październik. Gdybym jeszcze raz usłyszała, że coś tam nadal jest, to chyba bym się załamała. Dlatego w październiku zaczęłam coś, co miało na 100% oczyścić moje ciało ze wszystkich zanieczyszczeń i złogów.

 

 

5. Post dr Dąbrowskiej.

 

 

Rozpoczęłam dietę/post dr Dąbrowskiej. Początkowo nie wiedziałam, ile będzie on trwał. Wszystko zależało od tego, jak będę się czuła. Post dr Dąbrowskiej, to dieta warzywno-owocowa ułożona i spisana w książce przez polską lekarkę. Na poście je się dużo kiszonych warzyw, dużo surowizny. Nie je się tłuszczy, mięsa, nabiału. Tylko niektóre owoce jak jabłko i większość warzyw. Ta dieta to świetne przeżycie i po jej zakończeniu czułam, że dokonałam czegoś wielkiego. Czułam, że jestem silniejsza niż wiele ludzi na tej ziemi. Nie każdy jest w stanie wytrzymać 6 tygodni na samych warzywach. Nie mogłam jeść nawet strączków czy ziemniaków! Post wykonałam z kilku przyczyn, ale głównym celem było to coś w piersi. Z jednej strony wierzyłam, że pozbyłam się tego wcześniej, z drugiej strony okazjonalnie pojawiał się ból. Uznałam, że post będzie moim ostatnim krokiem, że jak to nie pomoże, to przeproszę się z medycyną akademicką i dam się naszpikować chemią. Tak się jednak nie stało. Po 6 tygodniach oczyszczania i 3 wychodzenia z diety poszłam na USG.

 

 

W dniu wizyty w kółko powtarzałam tylko: Jestem, zdrowa, jestem zdrowa. Jak mantrę lub zaklęcie! Pierwsze pytanie lekarza, czy coś tam już było. Mówię, że tak i głowie tylko: Jestem zdrowa, jestem zdrowa. Kładę się na kozetce a w głowie już krzyczę moją mantrę: Jestem zdrowa, jestem zdrowa! Miałam wrażenie, że to USG trwa wielki. Lekarz sprawdzał dokładnie, po kilka razy, jakby czegoś szukał, ale! Ale nie znalazł! Powiedziałam mu, że tak miało właśnie być. Nieśmiało zapytałam, czy słyszał o poście dr Dąbrowskiej. Nie słyszał. Powiedziałam mu tylko, że to post warzywny polskiej lekarki, który sprawia, że organizm przestawia się na odżywianie wewnętrzne, czyli żywi się złogami, zanieczyszczeniami itp. Dziwnie się czułam mówiąc o tym lekarzowi, bo nawet moja fryzjerka słyszała o tej diecie! A to nie jest żadne znachorstwo. Dr Dąbrowska jest lekarzem! Jestem ciekawa, czy Pan robiący mi USG zainteresował się tematem po spotkaniu ze mną. Czasem mam ochotę podesłać mu parę materiałów.

 

 

Porównania moich dwóch badań jako dowód. Zasłoniłam podpis lekarza i wybaczcie jakość, ale w sumie dziś to mało ważne. Ta czarna plama na zdjęciu to guzek.

jak pozbyłam się guzka w piersi

 

 

6. Dzięki, że się pojawiłeś!

 

 

Koniec końców nie wiem, czy to moja pierwsza zmiana diety czy może dopiero post dr Dąbrowskiej mi pomógł. Jedno wiem na pewno. Nie pomógł mi lekarz. Medycyna nie miała mi nic do zaoferowania poza obserwacją. Przez ten rok nauczyłam się bardzo dużo o moim ciele. Dowiedziałam się, co mi szkodzi, a co pomaga. Jestem wręcz wdzięczna guzkowi za to, że się pojawił! Ta sytuacja tak mnie zmieniła, tyle mnie nauczyła! To był świetny rok. Wiele nauczyłam się o sobie. Zobaczyłam, że mam niesamowicie silną osobowość. Jestem zawzięta w dążeniu do celu i czuję, że nic mnie w życiu nie powstrzyma. Czuję, że gdy zacisnę pięści i powiem sobie, że coś zrobię, to to zrobię. Skoro wytrzymałam 6 tygodni poszcząc i zjadając mniej niż 800 kalorii na dzień, pozbyłam się niepozbywalnego, to poradzę sobie z każdym wyzwaniem, jakie rzuci mi los pod nogi. Aż chciałoby się zaśpiewać: Mam tę moc!

Zaczęło się w Święta i kończy się w Święta. Ta symbolika mnie przeraża. Nie wiem, czy ktoś to zaplanował, ale aż jestem ciekawa, z jakim wyzwaniem przyjdzie mi zmierzyć się w przyszłym roku! Każdemu, kto dotrwał do końca życzę spokojnych Świąt i dużo energii i samozaparcia do pokonywania przeszkód, które pojawią się na drodze. Wierzę, że człowiek może poradzić sobie z każdym problemem, o ile tylko nastawi się na jego rozwiązanie, a nie na marudzenie.

 

 

No to symbolicznie jeszcze, ja sprzed roku i ja teraz. Oba zdjęcia dokładnie z dnia moich urodzin. 15 grudnia.

 

 

 

EDIT: grudzień 2017 i kolejne zdjęcie zdrowej i szczęśliwej po tym roku buźki. ;)

 

Zdrówka!

Do następnego czytania!

Ania

 

 

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk