O tym, jak mocno się wkurzyłam, a potem pozbyłam się guzka w piersi.

Dzisiejszy wpis będzie bardzo osobisty. Nie o studiach, a o zdrowiu, temacie, który dotyczy każdego z nas.

 

 

1. Jak się o tym dowiedziałam.

 

 

W grudniu ubiegłego roku, siedząc przy wigilijnym stole, zaczęłam odczuwać silne bóle w lewej piersi. Były bardzo nieprzyjemne, ale myślałam, że to chwilowe nadwyrężenie. Jednak ból nie ustawał, a nawet się wzmocnił. W styczniu, ucząc się do sesji zwijałam się z bólu i mocno dociskałam rękę do piersi, żeby go złagodzić. Dobrze to pamiętam. Na początku lutego miałam wyjechać na Erasmusa, więc nie mogłam dłużej tego lekceważyć. Poszłam do lekarza, opowiedziałam mu o tym, w jakiej jestem sytuacji, a  ten mnie zbadał i wystawił skierowanie na USG. Wtedy byłam jeszcze dość spokojna. Dopiero siedząc w poczekalni przed badaniem zaczęłam pisać różne scenariusze w głowie. 10 minut później ten czarny się potwierdził. Niestety coś Pani tu ma. Skala Birads 3. Mogło być gorzej, ale i lepiej. Taka skala oznacza 2% prawdopodobieństwa złośliwości. Powiesz, że to nic? Tak się mówi, dopóki nie dotknie to kogoś osobiście. Skoro większość kobiet może mieć zdrowe piersi, dlaczego „to coś” pojawiło się u mnie?!

 

 

Rzuciłam się w internet. Najgorsze i najlepsze, co można zrobić. Najgorsze, bo naczytasz się o tym, że za chwilę umrzesz, a najlepsze, bo zaraz po tym odnajdziesz nadzieję. Szybko wpadłam na blogi potem strony internetowe i badania pokazujące, że takich guzków można się pozbyć bez wycinania. W sumie nie musiałam długo szukać, więc nie wiem, dlaczego tyle ludzi o tym nie wie! Nie chce im się? Wolą zostawić swoje życie w rękach lekarza? Tyle, że lekarz nie traci za nas zdrowia ani życia. Każdy ma jedno i za nie odpowiada. Zrozumiałam, że wszystko zależy ode mnie.

 

 

Zaniosłam wyniki do lekarza pierwszego kontaktu.

On: No wie Pani, młodym kobietom robią się takie torbielki, takie mięśniaczki czasem. Proszę odpoczywać we Włoszech i się nie przejmować.

Ja: Czy to się wchłonie?

On: Nie, nie ma takiej możliwości. Jeżeli będzie to Pani nadal przeszkadzać wytniemy w wakacje.

Zdziwiła mnie jego odpowiedź. Myślałam, że będzie miał dużo większą wiedzę na ten temat niż „ludzie z internetu”. Myślałam, że będzie dla mnie wiarygodnym źródłem informacji. A on nic nie wiedział. A i jeszcze dostałam zaproszenie. Na kawę. Tak, od tego samego lekarza, który wcześniej badał moje piersi. Musisz sobie wyobrazić, jak się poczułam.

 

 

jak pozbyłam się guzka w piersi

To moje świąteczne zdjęcie sprzed 2 lat, ale bardzo je lubię. :)

 

 

2 Co zrobiłam, gdy się o tym dowiedziałam.

 

 

Pozostał mi tydzień do wyjazdu. Sytuacja była taka: Mam „coś” w piersi. Jadę na pół roku na Erasmusa. Lekarze uważają, że nic nie mogę zrobić oprócz kontrolnego USG za 6 miesięcy. Ja natomiast czytam o tym, że COŚ zrobić można. Kilka dni to zdecydowanie za mało, żeby zdobyć dobrą wiedzę na ten temat. Tym bardziej, gdy wyjeżdżasz na pół roku i masz jeszcze masę spraw do załatwienia!

 

 

Nie wiedziałam, czym to coś jest, a biopsji robić nie chciałam. Nawet lekarz nie chciał! Powiedziałam, więc sobie, że to „torbielik”, a z czasem nazywałam to „tym czymś”. Szukałam sposobów pozbywania się torbieli, cyst i mięśniaków a nie raka, chociaż prawda jest taka, że te się w większości zazębiają. Do myślenia najbardziej pobudził mnie artykuł w niemieckiej prasie na temat leczenia i zachorowalności na raka w Izraelu. Jak to się dzieje, że w 8 mln kraju, co roku umiera na niego ledwie ponad 100 osób, które po prostu zgłosiły się za późno do lekarzy. Ta liczba wciąż maleje. W Polsce jest to 100 tysięcy osób! Czujecie tę różnicę? 100 a 100 000?! Okej, w Izraelu mieszka mniej ludzi, ale powiedzmy, że gdybyśmy byli 8 milionowym narodem umierałoby nas około 20 tys. Różnica nadal jest przeogromna. W Izraelu nie stosuje się radio-, chemio- ani żadnej innej cośtamterapii. Bo kto by chciał niszczyć chorych ludzi? Stosuje się za to oczyszczanie organizmu, zdrową dietę i odpowiednią suplementację, żeby dostarczyć ciału, to, czego mu brakowało. Tutaj czytałam o tym po raz pierwszy, niestety tekst jest po niemiecku, ale co ciekawe, te informacje znalazły się również na polskich stronach np. na frondzie oraz tutaj.

 

 

W lutym wyjechałam na Erasmusa do Włoch. Postanowiłam odpocząć i wyzdrowieć. Ponieważ bardzo wierzę w moc naszego umysłu codziennie wyobrażałam sobie, że moje piersi są zdrowe. Ciężko jest wyobrazić sobie brak guzka w piersi, ale kojarzyłam to z lekkością, odprężeniem i głębokim oddechem. Na temat mojego podejścia do życia możesz poczytać w tekście: Moja życiowa filozofia. Ale to nie był koniec. Tuż przed wyjazdem kupiłam zapas witamin i minerałów, o których czytałam, że są pomocne przy pozbywaniu się takich rzeczy. Szczerze, to było bardzo chaotyczne i na wyczucie, ale miałam mało czasu na przemyślenia. W końcu wyjeżdżałam już za kilka dni! Nie miałam czasu na bardzo głęboki research, na czytanie książek. Wtedy większość mojej wiedzy opierała się na wpisach z różnych blogów. Sama decydowałam komu wierzyć, a komu nie. Z czasem się to zmieniło, ale początek faktycznie był chaotyczny.

I wiem, że zaraz znajdą się osoby, które powiedzą, że nie można stosować porad zdrowotnych, o których czytało się tylko na jakichś tam blogach. Tylko najśmieszniejsze jest to, że ludzie nic Ci nie powiedzą, gdy łykasz gripex, za apapem i ibuprom za teraflu. Nic nie powiedzą, gdy kupiłeś kolejny lek na ból głowy, stawów, brzuszka, na stan podgorączkowy, na katar, na biegunkę i zaparcie. Nic nie powiedzą, gdy św. Lekarz przepisze Ci bez badań kolejny antybiotyk, a Ty go wykupisz, nie informując nawet świętego, że to już trzeci w tym roku. Ludzie nic nie powiedzą, ale ku”wa, kup sobie cholerną witaminę D3, to będą wielce umartwieni i pouczą Cię o tym, że leczenie na własną rękę jest niebezpieczne. WTF?!

 

 

jak pozbyłam się guzka

 

 

3. Działaj zamiast zrzucać odpowiedzialność na innych.

 

 

To moje życie i ja będę o nim decydować. Nie chcę więc dobrych porad, zmartwionych ludzi. I ten wpis nie jest też po to, by komukolwiek radzić. Masz podobny problem do mojego? Ucieszę się, jeżeli otworzę Ci oczy. Wyciągnij z tego wpisu to, co dla Ciebie odpowiednie. Nie zawierzaj mi, Ty odpowiadasz za swoje życie. Ja za Ciebie nie choruję, ja za Ciebie nie płacę i ja za Ciebie nie umrę. Tak samo jak nie choruje i nie umiera za Ciebie lekarz. Osobą, która już wcześniej, w innej sytuacji zdrowotnej pomogła mi wziąć odpowiedzialność za moje zdrowie była Ania z bloga Aniamaluje.com Może u mnie dostałeś iskrę, w takim razie idź do Ani i weź od niej jeszcze więcej energii do walki z chorobą. Ania walczy ostro i choć raz jest lepiej, raz gorzej, to ona się nie poddaje. Mimo, że lekarze już wydali wyrok.

 

 

3. Jak pozbyłam się guzka w piersi.

 

 

1. Obniżenie poziomu estrogenu

Wracając do mojego leczenia na własną rękę. To strasznie „niebezpieczne” posunięcie polegało przede wszystkim na obniżeniu poziomu estrogenu w moim organizmie, ponieważ czytałam, że wysoki estrogen powoduje powstawanie takich rzeczy. (Wciąż nie chcę tego nazywać.) Estrogen podnosi kofeina i duża ilość tłuszczu, więc w pierwszych 3 miesiącach pobytu we Włoszech nie piłam w ogóle herbat, nie jadłam tłustych potraw, ani czekolady (kofeina), okazjonalnie piłam kawę. Na szczęście włoskie espresso ma mniej kofeiny niż nasze polskie kawy.

 

 

2. Bieganie

Zaczęłam biegać. Bieganie miało dostarczyć mojemu organizmowi więcej tlenu, poprawić krążenie i przyśpieszyć oczyszczanie organizmu. Biegałam wzdłuż morza. To było piękne. Czasem biegłam ze łzami w oczach. Byłam wzruszona pięknymi widokami, ale płakałam też dlatego, że byłam tak dumna z tego, co dla siebie robię.

 

 

3. Stanik

Zrezygnowałam z noszenia stanika. Zakładam go tylko pod cienkie bluzki i do biegania. Nawet dobrze dobrany stanik uciska piersi i pogarsza przepływ krwi, a co za tym idzie, odpowiednie ich oczyszczanie. Na początku bałam się jak każda kobieta, że moje piersi będą z tego powodu obwisłe, ale nie! Bardzo szybko poprawiło się ich ukrwienie i olaboga, stały się większe! Podobno chodząc bez stanika ćwiczymy mięśnie odpowiedzialne za ich utrzymanie. Nie wiem, czy to prawda, wiem, że po 10 miesiącach bez biustonosza moje piersi nie pogorszyły swojej kondycji a wręcz przeciwnie! Przemyśl sobie tę sprawę, tak szczerze. Znasz na pewno kobiety, które są starsze od Ciebie i noszą stanik całe życie. Czy serio ich biust nie jest obwisły? W pewnym momencie ten biust zawsze schodzi w dół. A może to właśnie przez staniki i przez to, że nie ćwiczymy naszych mięśni? Nie dowiemy się, jeżeli tego nie sprawdzimy. A jeżeli biust i tak opadnie, to najwidoczniej taki jego los! Opada ze stanikiem, niech opada i bez niego! Wolę się nie ściskać i mieć zdrowe piersi, niż całe życie udawać, że mój biust jest jędrny jak u 20-latki i do tego chorować. Wyjątkiem są chyba tylko dziewczyny o bardzo dużym biuście, ponieważ brak stanika, nawet na co dzień bywa dla nich bolesny.

 

 

4. Antyperspiranty

Kolejną kontrowersyjną rzeczą, jaką zrobiłam było wyrzucenie dezodorantów. We Włoszech. A wszystko przez aluminium zawarte, nie wiem po jaką cholerę, w każdym antyperspirancie. Aluminium ładnie wchłania się przez naszą skórę a potem się zastanawiamy, skąd się te guzy i raki biorą?! Albo jeszcze gorsza, nie zastanawiamy się wcale, bo uznajemy, że to się zdarza, że to zależne genetycznie albo, że trafia się losowo, nigdy nie wiadomo komu. Bo najlepiej jest zrzucić odpowiedzialność na genetykę i na los. Byle nie przyjąć jej na klatę. Skóra się przyzwyczaja i wcale nie pocę się jak świnka, tylko dlatego, że nie używam dezodorantu. We Włoszech tego nie znalazłam, ale w Polsce można kupić takie bez aluminium. Można też stworzyć własny dezodorant z sody, oleju kokosowego i soku z cytryny.

 

 

5. Suplementy

Jeżeli chodzi o suplementację, to nie wiem, czy jest ona aż tak ważna, ale napiszę. Już nie pamiętam dokładnie, które suplementy miały czemu służyć, ale nie o to chodzi w tym wpisie. Chcę Cię poruszyć do samodzielnego myślenia. Tak więc kupiłam płyn Lugola, witaminę D3 z K2, olej z wiesiołka, naturalną witaminę E, magnez. Zrobiłam też 3-tygodniową terapię sodą oczyszczoną. Codziennie rano piłam litr wody z sokiem z jednej cytryny.

 

 

Jak teraz o tym piszę, to myślę sobie, że kurczę, to są przecież prozaiczne czynności. Ale tak! Pobiegałam, zrzuciłam stanik, wzięłam trochę witaminek i przestałam używać dezodorantów. I co? I po miesiącu było już lepiej. Bóle początkowo się zmniejszały, żeby w końcu zupełnie zniknąć! Do 3 miesięcy pojawiały się jeszcze okazjonalnie, później wcale. Co ciekawe w tym czasie zniknęły też bóle menstruacyjne. Bóle już nigdy nie pojawiły się w takiej formie jak było to w grudniu czy styczniu. Byłam przekonana o wchłonięciu się guzka, ale byłam we Włoszech i nie mogłam tego sprawdzić.  Czekałam na powrót do domu.

 

 

jak-pozbylam-sie-guzka-w-piersi-2

 

 

4. Znowu?

 

 

Powrót do kraju po Erasmusie to istne szaleństwo. Jest milion spraw do załatwienia, milion spotkań do obchodzenia i milion opowieści do opowiedzenia. Długo zwlekałam z wybraniem się do lekarza. Chociaż wierzyłam, że wszystko jest już w porządku, to jednak gdzieś tam z tyłu głowy był ten strach, że może to się nie udało. Zresztą obowiązków było sporo. Doszło załatwianie spraw związanych z powrotem z Erasmusa, pisanie pracy magisterskiej, spotkania blogerów i wyjazd do Lwowa. Wtedy poczułam to znowu.

 

 

Nie tak intensywnie, jak kiedyś, ale jednak. Czy to stres? Czy mi się wydaje? Czy to dieta? O co chodzi? Miałam w głowie milion pytań. Wizytę u lekarza zaplanowałam na październik. Gdybym jeszcze raz usłyszała, że coś tam nadal jest, to chyba bym się załamała. Dlatego w październiku zaczęłam coś, co miało na 100% oczyścić moje ciało ze wszystkich zanieczyszczeń i złogów.

 

 

5. Post dr Dąbrowskiej.

 

 

Rozpoczęłam dietę/post dr Dąbrowskiej. Początkowo nie wiedziałam, ile będzie on trwał. Wszystko zależało od tego, jak będę się czuła. Post dr Dąbrowskiej, to dieta warzywno-owocowa ułożona i spisana w książce przez polską lekarkę. Na poście je się dużo kiszonych warzyw, dużo surowizny. Nie je się tłuszczy, mięsa, nabiału. Tylko niektóre owoce jak jabłko i większość warzyw. Ta dieta to świetne przeżycie i po jej zakończeniu czułam, że dokonałam czegoś wielkiego. Czułam, że jestem silniejsza niż wiele ludzi na tej ziemi. Nie każdy jest w stanie wytrzymać 6 tygodni na samych warzywach. Nie mogłam jeść nawet strączków czy ziemniaków! Post wykonałam z kilku przyczyn, ale głównym celem było to coś w piersi. Z jednej strony wierzyłam, że pozbyłam się tego wcześniej, z drugiej strony okazjonalnie pojawiał się ból. Uznałam, że post będzie moim ostatnim krokiem, że jak to nie pomoże, to przeproszę się z medycyną akademicką i dam się naszpikować chemią. Tak się jednak nie stało. Po 6 tygodniach oczyszczania i 3 wychodzenia z diety poszłam na USG.

 

 

W dniu wizyty w kółko powtarzałam tylko: Jestem, zdrowa, jestem zdrowa. Jak mantrę lub zaklęcie! Pierwsze pytanie lekarza, czy coś tam już było. Mówię, że tak i głowie tylko: Jestem zdrowa, jestem zdrowa. Kładę się na kozetce a w głowie już krzyczę moją mantrę: Jestem zdrowa, jestem zdrowa! Miałam wrażenie, że to USG trwa wielki. Lekarz sprawdzał dokładnie, po kilka razy, jakby czegoś szukał, ale! Ale nie znalazł! Powiedziałam mu, że tak miało właśnie być. Nieśmiało zapytałam, czy słyszał o poście dr Dąbrowskiej. Nie słyszał. Powiedziałam mu tylko, że to post warzywny polskiej lekarki, który sprawia, że organizm przestawia się na odżywianie wewnętrzne, czyli żywi się złogami, zanieczyszczeniami itp. Dziwnie się czułam mówiąc o tym lekarzowi, bo nawet moja fryzjerka słyszała o tej diecie! A to nie jest żadne znachorstwo. Dr Dąbrowska jest lekarzem! Jestem ciekawa, czy Pan robiący mi USG zainteresował się tematem po spotkaniu ze mną. Czasem mam ochotę podesłać mu parę materiałów.

 

 

Porównania moich dwóch badań jako dowód. Zasłoniłam podpis lekarza i wybaczcie jakość, ale w sumie dziś to mało ważne. Ta czarna plama na zdjęciu to guzek.

jak pozbyłam się guzka w piersi

 

 

6. Dzięki, że się pojawiłeś!

 

 

Koniec końców nie wiem, czy to moja pierwsza zmiana diety czy może dopiero post dr Dąbrowskiej mi pomógł. Jedno wiem na pewno. Nie pomógł mi lekarz. Medycyna nie miała mi nic do zaoferowania poza obserwacją. Przez ten rok nauczyłam się bardzo dużo o moim ciele. Dowiedziałam się, co mi szkodzi, a co pomaga. Jestem wręcz wdzięczna guzkowi za to, że się pojawił! Ta sytuacja tak mnie zmieniła, tyle mnie nauczyła! To był świetny rok. Wiele nauczyłam się o sobie. Zobaczyłam, że mam niesamowicie silną osobowość. Jestem zawzięta w dążeniu do celu i czuję, że nic mnie w życiu nie powstrzyma. Czuję, że gdy zacisnę pięści i powiem sobie, że coś zrobię, to to zrobię. Skoro wytrzymałam 6 tygodni poszcząc i zjadając mniej niż 800 kalorii na dzień, pozbyłam się niepozbywalnego, to poradzę sobie z każdym wyzwaniem, jakie rzuci mi los pod nogi. Aż chciałoby się zaśpiewać: Mam tę moc!

Zaczęło się w Święta i kończy się w Święta. Ta symbolika mnie przeraża. Nie wiem, czy ktoś to zaplanował, ale aż jestem ciekawa, z jakim wyzwaniem przyjdzie mi zmierzyć się w przyszłym roku! Każdemu, kto dotrwał do końca życzę spokojnych Świąt i dużo energii i samozaparcia do pokonywania przeszkód, które pojawią się na drodze. Wierzę, że człowiek może poradzić sobie z każdym problemem, o ile tylko nastawi się na jego rozwiązanie, a nie na marudzenie.

 

 

No to symbolicznie jeszcze, ja sprzed roku i ja teraz. Oba zdjęcia dokładnie z dnia moich urodzin. 15 grudnia.

 

 

Zdrówka!

Do następnego czytania!

Ania

 

 

  • Wera

    Podziwiam Twój zapał (i bloga)! ;) Przed chwilą znalazłam Twojego bloga, wyszukując ile ludzie średnio płacą za Erasmusa. Ja wyszłam dosyć stratnie, ale prawdą jest, że gotuję sobie codziennie na co mam ochotę. I jak udało Ci się znaleźć bilety za 25 centów? :o
    Mój blog: http://lifeisbetter.blog.pl/

    • We Włoszech funkcjonuje coś jak Polski Bus, tyle że nazywa się to FlixBus. Dodałam jeszcze zniżkę, którą miałam z kartą ESN i gotowe. ;D

  • Piękny wpis!

  • Bardzo osobisty tekst również dla mnie! :) Bo moja Mama była chora na raka, na szczęście wszystko już dobrze. Dziękuję, że o tym piszesz :*

  • Twoją mocną stroną było to, że mimo niepewnej przyszłości byłaś mega zdeterminowana, bo podejrzewam, że każdy, kto usłyszałby od lekarza o podobnej diagnozie, skorzystałby z inetrnetu. Sęk w tym, że wielu ludzi zatrzymałoby się na lamentowaniu, a nie na faktycznym działaniu, bo podświadomie działamy według swoich chęci. Jeśli któś z góry założyłby, że na pewno umrze, to jego oczy faktycznie wyłapywałyby same wady wszelkich domowych sposobów na wyleczenie. Brawo!

  • Aniu! Nie raz to mówiłam, ale powiem po raz kolejny. Inspirujesz. Dajesz do myślenia. Dajesz innym siłę i nadzieję. Ja mam troszkę inne doświadczenie. Ból w kolanie. Diagnoza? „Poboli i przestanie. Jak Cię boli to weź tabletkę, posmaruj”. I tak przez jakieś 3 lata, faszerowanie prochami i maściami, bo ból uniemożliwiał normalne funkcjonowanie a w badaniach które robiłam nic nie wyszło. Trafiłam do młodziutkiego lekarza (pomyślałam „co taki dzieciak może wiedzieć, jak starzy lekarze z doświadczeniem nie pomogli?”). A on co? Rzucił na podłogę dechę, kazał mi na niej stanąć jedną nogą i koniec diagnozy :D Od tamtego czasu leki odstawione całkiem, okazało się że jedno biodro mam krótsze o centymetr, czym przeciążam drugie. Wystarczyły zwykłe wkładki. :) Niestety po tamtych doświadczeniach większość leków przeciwbólowych na mnie nie działa.
    Bardzo się zmieniłaś przez ten rok, ale myślę, że nie fizyczna zmiana jest tutaj najważniejsza :)

    • Przepraszam, że tak późno odpisuję, no ale Święta. 😀 Masakra, że tak prosta sprawa a żaden z lekarzy nie mógł na to wpaść! Super trafiłaś :) Szkoda tylko, że tyle musiałaś się męczyć :( Teraz już w ogóle nie masz problemów z tym kolanem?

  • Brawo! Za siłę, wytrwałość, a także za umiejętne korzystanie z internetu. On jest przydatny, gdy właśnie umie się z niego odpowiednio korzystać. Po przeczytaniu tego posta jeszcze bardziej wierzę, że uda Ci się Twoje postanowienie spełnić szybciej niż Ci się wydaje. :)

  • Wierzę w moc natury i detoksu. W 2014 roku zaczęła pojawiać się u mnie pokrzywka, ale nie były to tylko bąble, lecz czerwone, okropne place na ciele, często towarzyszyła im opuchlizna, raz nawet obrzęk w jamie ustnej. Prawie 2 lata byłam faszerowana lekami odczulającymi a każda wizyta u lekarza kończtła się wypisaniem kolejnej recepty. Testów nie mogli mi zrobić, bo musiałabym przynajmniej przez tydzień nie brać tabletek. A bez tabletek wyglądałam jak poparzona ropucha. W tym roku zaczęłam ssać olej kokosowy. Niedługo po zaprzyjaźnieniu się z tą metodą zaczęłam odstawiać tabletki. I….jest ok!Testy zrobione, wiem co mnie uczula, nic mi nie wyskakuje. I pomyśleć, że tyle czasu brałam te tabletki :/

    • Żartujesz? 2 lata! Współczuję. Ale super, że już jest dobrze. :) Powiedz o tym ludziom, a stwierdzą, że samo przeszło… Byłe tylko nie słuchać o naturalnych sposobach. Gratuluję Ci, że też umiałaś wziąć sprawy w swoje ręce. :) Ściskam!

      • Ludzie patrzą na mnie jak na świra, ale na szczęście nie wszyscy. Niektórzy zasugerowali mi, że…uprawiam czary i nawiązuję kobtakty z demonami :D Pojawił się też żart, żebym na urodziny zorganizowała maraton w ssaniu oleju na czas. A jak doradzam znajomym, jakie olejki eteryczne powinni stosować przy poszczególnych dolegliwościach to też dziwnie patrzą :D Trochę bawią mnie uch reakcje.

        • A powiedz mi proszę, po jakim czasie zauważyłaś efekty? I wgl jestem ciekawa jak to dokładniej działa. Bo robiłam to przez miesiąc, potem wybilam się z rytmu i widziałam poprawę skóry. Ale to chyba za mało, żeby jakieś poważniejsze efekty otrzymac?

          • Już tak dokładnie nie pamiętam, ale jakoś w lutym zaczęłam ssać olej a w marcu odstawiać tabletki. Obecnie ssam wtedy, kiedy mi się chce, dodatkowo w okresie pylenia piłam regulwrnie czystek i parzyłam nasiona czarnuszki. W maju od czasudo czasu musiałam się wesprzeć czymś bez recepty, czasem wystarczyło wapno. Pierwsze efekty ssania oleju można zauważyć już po miesiącu, ale podobno taka konkretna poprawa to po pół roku widoczna.

            • Dziękuję! :) Nie wiem, czy teraz przed Erasmusem zaczynać, bo we Włoszech miałam problem z dostaniem oleju kokosowego, ale chyba po powrocie jeszcze raz spróbuję być regularna :)

  • Cieszę się, że to napisałaś. Zdecydowałam przejść tę dietę od lutego, teraz się na nią przygotowuję. Wiążę z nią duże nadzieje w związku ze swoim zdrowiem i takie historie wspierają mnie w tym postanowieniu. Nie jest to łatwe, zwłaszcza, że reakcje otoczenia bywają często negatywne.
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia nadal :)

    • Trzymam kciuki! To prawda, ja też musiałam walczyć z różnymi reakcjami. Niektórzy byli życzliwi ale większość patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Nawet w takim salad story tak naprawdę niewiele mogłam zjeść i ciągle wypytywalam, czy to z tłuszczem czy nie :p polecam Ci w tym czasie nie odwiedzać galerii hamdloeych, bo tam jedzenie najbardziej kusi.

  • Codziennie mieć to z tyłu głowy i nie napisać ani słowa na blogu… Żadnego „walczę”, „jestem na coś chora” – przynajmniej nic takiego nie zauważyłam. Podziwiam Cię strasznie, że wytrwałaś do momentu, aż stało się to pozytywną historią, wartą opowiedzenia w całości. Chociaż nikt by nie miał Ci za złe, gdybyś dzieliła się tym od początku… :) Oczywiście jeszcze bardziej podziwiam za życiową odwagę (wyjazd na Erasmusa pomimo czarnych chmur nad Tobą i walkę na własną rękę). Zrobiłaś to!

    • Faktycznie nie pisnęłam ani słowa, to prawda. :) Nie chciałam zapeszać chyba. Ważne jest nastawienie podczas leczenia i gdybym wtedy czytała jakieś hejterskie komentarze to, mogłoby to mieć zły wpływ, chociaż z drugiej strony słowa wsparcia zapewne by mnie motywowaly. :)

  • Ania, jesteś czadowa! Dzieląc się tą odważną historią na pewno realizujesz po części swoje postanowienie na kolejny rok. Nawet jeśli tego nie czujesz ;)
    Mnie też w ostatnim roku mocno chwyciła chęć wiedzenia, jeśli chodzi o dietę. Chcę więcej rozumieć, wiedzieć o moim organizmie, a nie być bierną pochłaniaczką jedzenia. Mam nadzieję, że uda nam się jescze o tym pogadać przed Twoim wyjazdem, wśród moich herbat na pewno znajdzie się taka o niskiej zawartości kofeiny ;)

  • Super, że zmieniłaś swój tryb życia. Ale nie koniecznie zniknięcie guzka jest tego efektem, owszem popieram byś kontynuowała bieganie czy odstawienie antyperspirantów a nawet dietę warzywno-owocową. Ja mam guzki w piersiach pomimo tego, że jestem i byłam aktywna fizycznie. Jeden guzek usuwałam już w wieku 20 lat jak nie wcześniej, nie pamiętam dokładnie, a od 1,5 roku mam kolejne 4. Są różnego rodzaju guzy np. torbiele wchłaniają się, włókniako-gruczolaki nie mają szans się wchłonąć, wręcz mogą się z upływem czasu powiększać. Również z tego względu przeszłam na dietę roślinną, ale czy to pomoże, będę mogła się wypowiedzieć za rok czy dwa, albo za kilkanaście. Zniknąć nie znikną, ale może chociaż nie pojawią się nowe.

    • Dziękuję 😊 Jeżeli chodzi o sport, to nie wystarczy żeby pozbyć się guzków. Możliwe że nie wiesz na czym polega dieta warzywno-owocowa, ale jej nie można tak sobie kontynuować, ponieważ to jest post i jest to duży wysiłek dla organizmu. Jest to dieta lecznicza która powoduje że nasz organizm leczy się sam. Mechanizm ten nazywa się autofagią i naukowiec który opisał ten mechanizm w tym roku dostał Nobla. Stwardnienia rozsianego też podobno nie można wyleczyć a dziewczyna w wyróżnionym komentarzu mówi o tym, że jej krewna się wyleczyła, a to choroba na którą nie ma lekarstwa i po prostu się umiera. Znajdziesz masę takich przykładów w sieci w związku z roznymi chorobami. Więc nie wierzę w to że czegokolwiek nie da się wyleczyć. Takie nastawienie jest właśnie z rzucaniem odpowiedzialności o którym piszę. Sama dieta roślinna może pomóc ale nie musi. Tak jak pisałam ja brałam też odpowiednie suplementy i zastosowałam terapię sodą oczyszczoną, no i później post Dąbrowskiej. Polecam wypróbować, bo organizm potrzebuje energii której nie dostarczasz mu z jedzenia w tym czasie, więc szuka jej właśnie w różnych zanieczyszczeniach, złogach tłuszczu i właśnie w guzkach. Tak jak powiedziałam że przejmuję odpowiedzialność za swoje życie, tak przejmuję też swoje zasługi na siebie i nie chcę żeby ktoś mówił, że to stało się samo bo nic nie dzieje się samo z siebie. To nie jest tak że te guzki postanawiają sobie pójść. To organizm z nimi walczy, jeżeli da się mu taką możliwość. Przecież wiem, że dokładnie po zastosowaniu konkretnych wytycznych ustąpiły mi bóle. Nie zastanawiałaś się nigdy Dlaczego jednym guzy się wchłaniają, a dlaczego innym nie? To nie jest Totolotek, a proste prawo natury. Po prostu trzeba dać organizmowi warunki do tego, żeby się leczył i on to robi.

      • Bee

        SM nie da się wyleczyć i wspomniana osoba też raczej tego nie zrobiła. Po prostu uzyskała REMISJĘ, co jest stałą częścią tej choroby, rzuty i remisje na przemian, które w efekcie doprowadzają do śmierci. Moja babcia miała taką remisję przez około 25 lat, po 3 rzutach choroby i nikt nie wie dlaczego, ale na specjalną dietę raczej nie przeszła. Potem rzuty wróciły, SM przekształciło się w postać wtórnie postępującą i w efekcie też umarła. Nie neguję medycyny naturalnej, w niektórych rzeczach bardzo pomaga, ale są też choroby, których naturalnymi sposobami leczyć się nie da.

  • Cudowny post! To mega ważne, że o tym piszesz i uświadamiasz ludziom, że poza oficjalną ścieżką leczenia mają też inne wyjście, często bardziej skuteczne! Ponieważ nie mówi się o tym aż tyle, wielu z nas po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego, że mamy wybór.

    Aczkolwiek, mimo wielkiej wiary i wysiłków, mimo podobnego braku zaufania do służby zdrowia i pokładania nadziei w różnych alternatywnych metodach leczenia, ja po roku podobnego samoleczenia jednak i tak wylądowałam na stole operacyjnym. W dodatku przez ten rok sprawy w moim brzuchu tylko się skomplikowały. W głowie też.

    Co prawda dostrzegam w tym teraz pewien sens, ale widzę też, że rzecz jest bardziej złożona i często dodatkowym czynnikiem jest jeszcze psychika i to, co dzieje się w duszy, a jej się już dietą nie uzdrowi.

    Bardzo się cieszę, że wszystko u Ciebie dobrze się potoczyło :)

    PS. Też przestałam nosić stanik i w 100% popieram Twój punkt widzenia. Dokładnie tak :)

    • To super, że nie tylko u mnie brak stanika się tak sprawdza. A co do Twojej operacji, to przykro mi. :( Mam nadzieję, że teraz już jest lepiej, ale powiedz, czy w takim razie wydaje Ci się, że chodzi o to,że Ty po prostu nie wierzylaś w to, co dla siebie robiłaś?

      • Oczywiście że wierzyłam na maxa i dalej wierzę, zresztą zrobiłam dla siebie wiele dobrych rzeczy dzięki temu. Po prostu problem czasem sięga głębiej – kobiece choroby czasem wywodzą się z podejścia do cielesności, kobiecości, seksualności, które jest zakorzenione głęboko w naszej kulturze i naszych głowach. Czasem zauważenie i pozbycie się tego to są lata pracy nad sobą, a choroba rozwija się szybciej niż postępuje ta praca. I pozostaje już tylko nóż. Ale od tej pory zauważyłam, że wszystko jest po coś, bo nic w życiu tak mną nie potrząsnęło, jak ta historia, (a nie byłoby tak, gdyby to minęło bez operacji), moje życie od jej czasów dostało takiego kopa, że jestem w zachwycie cały czas. I tak, jest lepiej. :) Pod każdym względem. Więc i tak wyszło na + :)

        • Jejku, jak dobrze jest to słyszeć. Więcej takich ludzi! Podoba mi się, to, że też patrzysz na tę sytuację jak na lekcję dla siebie i że ją doceniasz. Ludzie narzekają „dlaczego mnie to spotkało?”, nie szukając odpowiedzi na to pytanie. Ja sobie to tłumaczę tak, że to musiało mi się zdarzyć w młodym wieku, żeby nie zniszczyła swoje ciała i żebym już zaczęła o nie dbać. To piękne! :)

  • Słonecznik

    Brawo Aniu!! A czy dieta dr Dąbrowskiej stosowane krótszy czas też da jakieś efekty, czy nie warto sobie zawracać nią głowy? Czy wtedy możemy brać jakieś suplementy diety?

    • Przepraszam, że tak późno odpisuję, ale Święta. 😊 Z trgo, co wiem, to tak! Asia z Króliczka Doświadczalnego robiła 21 dni. Minimum to chyba 2 tygodnie, żeby się oczyscić. 3 tygodnie są potrzebne na oczyszczenie jelit. Podczas diety niby nie powinno się brać suplementów ale to też zależy co w nich jest. Bo np. bierze się probiotyki ale trzeba patrzeć na skład czy nie ma np. Cukru albo skrobii itd. :)

      • Słonecznik

        Dziękuję :)

  • Aniu, jesteś bardzo silną osobą! Gratuluję pozbycia się guzka i wzięcia sprawy w swoje ręce. Zazdroszczę wytrwałości. Internet może pomóc, jeśli korzysta się z niego w odpowiedni sposób, z rozwagą, rozumem. Tobie się udało wyciągnąć z niego te lepsze rzeczy. Brawo! Oby tak dalej kochana! ❤

  • Od nowego roku mam mocne postanowienie zadbania o siebie, w każdej sferze życia, ale tak bardziej naturalnie, zioła piję od dawna, ale chce pić różne, chcę przede wszystkim unormować hormony, które mi szaleją, no i zmienić kosmetyki na te naturalne. :)
    A Tobie Aniu, gratuluję wygranej walki :)

  • Rzeczywiście bardzo osobisty, emocjonalny tekst. Doceniam otwartość w dzieleniu się własnymi przeżyciami, myślę, że Twoja historia pomoże niejednej osobie w trudnej, która tutaj się pojawi. Jednak jest też tutaj coś czego mój ścisły umysł nie może przełknąć.

    Nie demonizowałbym tak medycyny. Rozumiem jaką dawkę negatywnych emocji dostarcza opieszałość, niefrasobliwość i brak empatii wielu lekarzy, bo sam ich doświadczyłem i doświadczają ich moi bliscy. Nie zgodzę się z tym, że medycyna nie ma nic do zaoferowania. Nie mam ani potrzebnej do tego wiedzy, ani poczucia by było to taktowne z mojej strony by analizować jak było w Twoim przypadku, a nawet zgadzam się z tym, że należy być odpowiedzialnym za swoje zdrowie i o nie dbać najbardziej jak to możliwe, ale… chciałbym zwrócić uwagę, że w tym przypadku nie możemy z całą pewnością stwierdzić, że coś zadziałało.

    Mamy tylko korelację. Sama też zwracasz uwagę, że nie wiesz, która ze zmian diety zadziała. Być może żadna, bo zadziało coś innego lub wreszcie Twój organizm mógł sobie z tym poradzić bez jakiejkolwiek pomocy. Korelacja jest niestety taką pułapką, bo zdecydowanie częściej bierzemy ją za zależność niż nią w rzeczywistości jest. Nie ma niepodważalnych dowodów by zadziało cokolwiek, więc nie psioczmy na lekarzy, bo możemy się kiedyś rozczarować naturalnymi sposobami.

    Niezależnie od mojego marudzenia cieszę się, że sobie z tym wszystkim poradziłaś i, podkreślę to raz jeszcze, podziwiam Twoją otwartość. :)

    • Dziękuję. :) Medycyna ma bardzo dużo do zaoferowania, jednak większość lekarzy nie. Co do tego, że sama dokładnie nie wiem. Nie wiem, bo się bałam zrobić USG po powrocie z Włoch, ale ewidentnie opisałam zanik bóli po zmianie stylu życia. Więc coś ta musiało się stać. I nie, organizm źle karmiony nie radzi sobie z takimi rzeczami. Nie podoba mi się to, że próbujesz umniejszyć tutaj moich zasług i tego, co dla siebie zrobiłam. To jest takie typowe zachowanie, że jak komuś uda się pokonać jakąkolwiek chorobę naturalnymi metodami, to zawsze słyszy się od osób takich jak Ty, że to leki z opóźnieniem zadziałały, albo że się samo wyleczyło. Nie, to nie stało się samo. Ja do tego doprowadziłam. „Nie ma niepodważalnych dowodów by zadziało cokolwiek, więc nie psioczmy na lekarzy, bo możemy się kiedyś rozczarować naturalnymi sposobami.” A moje USG? No mi ten dowód wystarczył. Nie wiem, czy post „dokończył” sprawę, czy może już wgl nie musiał w tym przypadku działać. We wpisie chodzi ogólnie o cały proces. O to, że są rozwiązania, którymi lekarze się nie dzielą i że wszystko zależy od nas. Wejdź sobie na Facebooku: dieta dr Dąbrowskiej – wsparcie i pomoc, zobaczysz, ilu osobom, którym nie pomogli lekarze, pomógł post. Równie dobrze ja mogłabym zakończyć swoją wypowiedzieć zdaniem: nie psiocz na medycynę naturalną, bo możesz kiedyś rozczarować się akademickimi sposobami. :)

  • Gosia

    Za pół roku będę lekarzem i znam dietę dr Dąbrowskiej, a sama leczyłam się nią z alergii. Także, nie jest tak źle z lekarzami, ponadto nie mają oni wręcz prawa namawiać do jakiejkolwiek terapii nie popartej badaniami klinicznymi. Leczeniem dietą jakby nie patrzeć powinien zajmować się dietetyk. A z mojej perspektywy jest jedna kategoria ludzi, którzy kompletnie o siebie nie dbają i nawet palenia nie chcą rzucić choć wiadomo, że jest toksyczne i druga, którzy dbają i gadają na lekarzy, że robią wszystko źle, bo można się wyleczyć dietą. A dopóki nikt nie przeprowadzi badań potwierdzających skuteczność i bezpieczeństwo, nie mamy prawa do namawiania ludzi na tego typu terapie, gdyż jak coś się stanie, to my za to odpowiadamy. A nikt nie przeprowadzi badań bo nikomu się to nie opłaca. Także przykro jest ciągle słyszeć jak to jesteśmy niedouczeni i działamy na szkodę ludzi -,- Z tego względu zgadzam się z tym wpisem gdyż każdy musi wziąć zdrowie w swoje własne ręce. Lekarz niestety nie ma czasu na edukowanie mas społeczeństwa o tym jak ważna jest profilaktyka i styl życia ;)

    • Suuuuper, że znasz dietę! Bardzo mnie to cieszy, że młodzi lekarze są coraz bardziej świadomi. Ale dobrze wiesz, ile w tym zawodzie jest starych wyjadaczy, którzy jeżdżą między szpitalem a przychodnią i nie mają czasu nawet, żeby się o tym dowiedzieć! Lekarz, który robił mi to badanie został okrzyknięty najlepszym lekarzem w województwie jakiś czas temu, więc no… Wydaje mi się, że lekarzy przede wszystkim obowiązuje przysięga Hipokratesa. Jakoś dr Dąbrowska może tak leczyć, więc nie rozumiem, dlaczego inni nie mogą. W tym roku nobla z medycyny otrzymał facet, który rozpracował autofagię, więc działanie postu, to na co trzeba jeszcze czekać, jak to nie są wystarczające badania?

      • Gosia

        Dobre pytanie, generalnie wszystko co w medycynie jest stosowane powinno mieć badania EBM. Ona tak leczy ale ma swoja klinikę i kontroluje ten proces. A wiesz jak to jest też z ludźmi, przekształcają różne rzeczy, stosują jak chcą. Ja często swoim znajomym polecam tę dietę, ale w gabinecie bym tego raczej nie zrobiła. Chyba, że zajmowałabym się leczeniem dietą i miałabym dodatkowe jakieś kwalifikacje w tym temacie. Jak się nazywa człowiek, który dostał nobla? Nie słyszałam o tym :)

  • Jejku, jestem pod wrażeniem. Gratulacje, mam nadzieję, że Twój wzruszający i pełen motywacji wpis otworzy oczy wielu osobom! :)

  • Świetny wpis!:D
    U mnie coś takiego skończyło się niestety wycięciem, ale miałam 18 lat, i guzki miały już lekki charakter złośliwości. Jeden miał 4 cm, drugi 1,5 a trzeci 1 cm. Pierś była spuchnięta i obolała. Super że Ci się udało :) Ja teraz czekam na rozmowę z lekarzem o tym co z moimi hormonami bo przez nie mam zszargane nerwy :)
    Ściskam!

  • Ja tę dietę skończyłam mniej więcej wtedy, kiedy ty skończyłaś – zresztą pisałyśmy o tym na Insta :) ale bardziej chciałam się wypowiedzieć na temat leczenia akademickiego. Mam brata, który od 6. roku życia (prawie 5 lat) choruje na zespół nerczycowy. Jego nerki zatrzymują wodę w organizmie i jednocześnie uwalniają białko do moczu. Ogólnie zaniedbanie tego jest bardzo niebezpieczne. Przez 4,5 roku mój brat brał sterydy i inne specyfiki, co jakiś czas schodząc z dawki, ale wtedy zawsze znowu pojawiało się białko. Każda kontrola moczu dla mojej mamy była jak oczekiwanie na wyrok śmierci, bardzo to przeżywała. Wtedy dowiedziała się o swojej dalekiej krewnej, która w Stanach właśnie zajmuje się leczeniem dietą. Sama zahamowała u siebie i cofnęła postępowanie stwardnienia rozsianego, po tym jak lekarze orzekli, że zostało jej 1,5 roku (jakieś 6 lat temu). Mój brat nie trzyma się ściśle diety, jest dzieckiem, nie rozumie zasadności zdrowego, czasem jego zdaniem niesmacznego jedzenia. Ale od pół roku nie było białka w moczu, a ze sterydów wyszedł całkiem. To kolejny dowód, że lekarze nie są wszechwiedzący, a internet czasem pomaga.
    Z książek o tej tematyce polecałem ci już Sokołowską (nowoczesna Dąbrowska), ale warto też przeczytać „Ukryte terapie” Zięby i książki Zaremby o jaglanym detoksie :)

    • Pamiętam i dziękuję Ci za ten komentarz! :) Nie wiem co powiedzieć, po prostu. Widać, że problem jest nie tylko w jakimś wąskim obszarze medycyny, ale w wielu jej aspektach. Przeczytałam UT i tę książkę o Candidzie od Zaremby, ale właśnie muszę się jeszcze dobrać do Jaglanego detoksu! :)

  • Ela

    Aniu, jesteś naprawdę bardzo inspirującą osobą. Gratuluję Ci Twojej niesamowitej walki i wytrwałości. Czytając posta zaczęłam się zastanawiać nad tym jak bardzo zaniedbuję swoje ciało;( jesteś dla mnie mega wielką inspiracją. Ostatnio wstawiłaś post na fb, że chcesz zmienić czyjeś życie na lepsze. Napisałam Ci wtedy,że już robisz dobrą robotę. Tak jest. Myślę,że nawet nie zdajesz sobie sprawy ile osób czytając Twoje wpisy zmienia swoje życie, po trochu na lepsze. Małymi tipami, które dajesz i które wcielam w swoje moje na pewno staje się lepsze. Chcę byś o tym wiedziała. Super by było z Tb porozmawiać;p Myślę,że mamy bardzo dużo wspólnych cech;p
    Wesołych Świąt.

    Ela

    • Ojejku, nie wiem co napisać! Masz rację, często dostaję jakieś informacje, o tym, że komuś pomogłam, ale chyba to do mnie nie dochodzi. ;) Muszę trochę zmienić podejście, może bardziej się doceniać. Co do rozmowy, to z jakiego miasta jesteś? Może kiedyś tam będę przejazdem? :)

      • Ela

        z Krakowa;P

        • Bywam w Krakowie! Odezwij się do mnie na maila, żeby Cię miała zapisaną i jak się wybiorę i będę miała czas, to się odezwę. :)

  • Monika

    Żałuję, że jak ja zaczynałam studia 18 lat temu, to nie było takich blogów jak Twój.
    Świetny wpis.
    Pozdrawiam

  • Edzia

    Aż się wzruszyłam :) Niesamowita historia, brawo za poradzenie sobie z problemem <3 I tak jak pisałaś na Insta – takie przykłady z życia wzięte mogą pomóc komuś zmienić swoje życie, nawet bez Twojej wiedzy :) Życzę zdrowia! <3

  • Magdalena Groblicka

    Mam ciarki… Piękna historia. Nie znam Cię osobiście, ale osobiście jestem dumna. Jak kobieta z kobiety. Jestem dumna, że jesteś taka silna i podjęłaś tak ciężką walkę o siebie. Gratuluję i życzę Ci zdrowia!
    I wesołych Świąt! :))
    Pozdrawiam, http://mysoulsmelody.blogspot.com/ :))

  • Ewa

    Jesteś niesamowita, naprawdę.