fbpx

Przekleństwa i wulgaryzmy. Ich używanie jest szkodliwe!

przekleństwa i wulgaryzmy

 

Gdy zabronimy czegoś człowiekowi od razu obudzi się w nim chęć przeciwstawienia się. Zapyta: dlaczego? I o ile odpowiedź będzie brzmiała sensownie. myślący człowiek przyjmie ją do wiadomości i zakazu nie złamie. Będzie wiedział, że przyniesie to negatywne skutki dla niego i innych. Ja również, jak każdy normalny człowiek, zapytałam kiedyś „Dlaczego nie wolno przeklinać?” Od otaczających mnie ludzi słyszałam różne odpowiedzi. A bo to nie ładnie, a bo nie wypada, a bo tak. Nie przekonało mnie to, dlatego postanowiłam szukać dalej. Ten wpis jest właśnie o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego przekleństwa i wulgaryzmy są złe.  Jest w nim sporo ciekawostek, a na końcu znajdziesz moją odpowiedź na wyżej postawione pytanie. Zapraszam Cię więc do świata upadłego słownictwa. Uwaga! Nie obędzie się bez przeklinania!

 

Przekleństwa a wulgaryzmy.

Czy wiedziałeś, że wulgaryzmy i przekleństwa to nie to samo? Otóż soczyste „kurwa” rzucone po tym, jak uderzysz się w palec wcale nie jest przekleństwem. To „tylko” wulgaryzm. Przekleństw używamy natomiast wtedy, gdy komuś bardzo źle życzymy. Wynika więc z tego, że przekleństwo wcale nie musi być wulgarne. Np. „Idź do diabła”. Na potrzeby tego wpisu nie będziemy przywiązywać wagi do tego podziału, ale warto być go świadomym. Czasem można zaskoczyć kogoś swoją wiedzą.

 

Ludzie, którzy używają wulgaryzmów często próbują zarzucić ten zwyczaj. Chcemy przestać przeklinać, bo czujemy, że nie powinno się tego robić. Głównie kobiety czują taką presję, przecież „nam nie wypada”. Tak naprawdę nie wiemy, dlaczego nie powinniśmy przeklinać i jakie negatywne skutki ma używanie wulgaryzmów. Trudno jest doszukać się informacji na ten temat, dlatego postanowienia o nieprzeklinaniu zwykle kończą się jedynie na obietnicach.

 

Dlaczego nie warto przeklinać?

 

Art. 141. Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych,podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1 500 złotych albo karze nagany.

Kodeks wykroczeń

 

O tym, że przeklinanie jest złe może świadczyć fakt, iż w miejscach publicznych jest ono zakazane, chociaż prawo nie mówi dlaczego. W tej sytuacji trzeba by założyć, że jeśli coś jest prawnie zakazane, to na na pewno jest złe. Niestety ja tego nie czuję, więc muszę szukać dalej.

A dalej jest już tylko internet. Na pytanie dlaczego nie powinniśmy przeklinać nie znalazłam praktycznie żadnej konkretnej odpowiedzi. Najczęściej internauci tłumaczyli to w następujący sposób:

 

Bo to nieładnie. – Nieładnie jest też pić piwo i palić fajki przed 18 rokiem życia.

Bo to świadczy o kulturze osobistej. -To już lepszy argument, ale na kulturę osobistą składa się tyle czynników, których przestrzega coraz mniej osób, że wydaje mi się to ciutek za mało.

Pokazujesz, co wyniosłeś z domu. – Ja z domu wyniosłam bardzo dużo. Np. łyżeczki do jogurtów, które nigdy nie wróciły na swoje miejsce.

 

A co na to nauka?

Pomyślałam, że może nauka uratuje mnie w tej trudnej sytuacji i odpowie na pytanie: dlaczego nie warto przeklinać?Oto czego się dowiedziałam.

Brytyjscy naukowcy przeprowadzili pewien eksperyment. Poprosili 64 studentów, by zanurzyli rękę w lodowatej wodzie. Za pierwszym razem mogli oni przeklinać dowoli, za drugim mieli używać słów, które nie są wulgarne. Okazało się, że dzięki przekleństwom byli w stanie wytrzymać ból o 50% dłużej, niż gdy nie rzucali mięsem. Przeklinanie wynikające z emocji wzmaga w nas agresję i przez przypływ adrenaliny jesteśmy w stanie dłużej wytrzymać ból, ponieważ organizm jest w tym momencie nastawiony na walkę i bagatelizuje uczucie bólu. Warto zwrócić uwagę, że efekt ten był czterokrotnie silniejszy u studentów, którzy na co dzień nie używają wulgarnych słów. Jeśli zbyt często przeklinamy tracą one na sile i najzwyczajniej się osłuchują. Nauka mówi więc, że przeklinanie nie jest złe, w sytuacji gdy czujemy fizyczny ból np. uderzymy się w mały palec u stopy. W ten sposób możemy poradzić sobie z bólem.

 

Tylko do cholery, ja nadal nie wiem, dlaczego nie warto przeklinać!

 

przekleństwa i wulgaryzmy

 

Przekleństwa i wulgaryzmy niszczą Twoje samopoczucie.

 

Logicznie myśląc i biorąc pod uwagę to, co wyżej napisane, długo postrzegałam zakaz przeklinania za bezsensowny. Kilka osób, w tej mojej „młodszej młodości” przekonało mnie do tego, że przeklinanie jest sposobem na rozładowanie napięcia, pozbycie się negatywnych emocji. Według tej teorii lepiej jest soczyście zakląć niż kumulować w sobie gniew albo w wersji hard – kogoś uderzyć. W dodatku pewien mądry człowiek nazwiskiem Freud powiedział kiedyś, że „Człowiek, który pierwszy cisnął obelgę za­miast kamienia, był twórcą cywilizacji.”, co potwierdzałoby moje wcześniejsze przypuszczenia. Teoria z wyrzuceniem emocji długo miała dla mnie sens, aż do czasu, gdy zauważyłam, że przekleństwa wcale mi nie służą. One nie rozładowują wewnętrznego napięcia, a raczej je podkręcają. Są trochę jak bomba.

 

Eksplozja wulgaryzmu może i przynosi chwilową ulgę, ale trzeba pamiętać o tym, że po takim wybuchu niebo spowite jest chmurą dymu, a promienie słoneczne nie docierają do ziemi. To samo dzieje się z moim samopoczuciem. Wcale nie jest mi lepiej, wciąż utrzymuje się u mnie zły nastrój. Przekleństwo go przecież nie poprawi. Potem zastanowiłam się, co poprawiłoby mi humor w momencie, gdy jestem zła i mam ochotę zakląć jak szewc? Jestem zdenerwowana, więc potrzebuję uspokojenia. Wulgaryzmy mnie nie uspokoją, nie sprawią, że wpadnę w radosny nastrój. To dlatego powinnam z nich zrezygnować.

 

Odpowiednie dobieranie słów ma wpływ na to jak myślimy, jak się czujemy a przez to również na to, co dzieje się w naszym życiu. Nasze życie jest takie, jak słowa, którymi je opisujemy. To znaczy, jeśli często używasz brzydkich, agresywnych słów, to Twoje życie też jest brzydkie i przepełnione agresją. Konsekwentne i regularne używanie jakiegoś słowa ma wpływ na nasze samopoczucie. Podobnie dzieje się, gdy pewnych słów nie używamy wcale. Jeśli nie używamy ich do opisania emocji i tego, co nas otacza, to nie przeżywamy emocji, które te słowa określają. Idąc tym tropem można dojść do tego, że już nigdy nie będziesz mieć „chujowego dnia”, jeśli go takim nie nazwiesz. Dwie osoby, które znajdują się w tej samej sytuacji mogą ją zupełnie inaczej odbierać, tylko dlatego, że używają innych słów, by ją opisać. Wyobraź sobie na przykład podróż autobusem. (Wiem, że podróże autobusem to mój ulubiony temat, ale proszę, wybacz mi to na chwilę.)

 

Podczas ogromnych upałów musisz podróżować zatłoczonym autobusem. Pełno spoconych ludzi i  w dodatku autobus stoi w korku, przez co na miejscu jesteś nie po 20 minutach a po 1,5 godziny. Razem ze znajomym zaczynasz żartować z tej sytuacji. Ogólnie nic nie możesz zrobić, więc po co się denerwować? Swoją drogą na temat denerwowania się polecam Ci mój tekst „Człowieku, nie wkurzaj się!„. Pomoże Ci zrozumieć ten sposób myślenia. A zatem stoisz w korku. Nawet jeśli nie potrafisz sobie z tego żartować mówisz do siebie np. „Ależ niekomfortowa sytuacja! No cóż, przynajmniej mam więcej czasu, żeby poczytać książkę.”

 

Sam fakt, że określasz swoją sytuację jako „niekomfortową” jest już ogromnym sukcesem. Nie mówisz, że to pech, masakra, tragedia. Takie słowa tylko zniszczyłyby Twoje samopoczucie na cały dzień, a po co Ci to? Mógłbyś w tej sytuacji wyrazić się jeszcze gorzej, co już totalnie zrujnowałoby Twój nastrój. Wyobraź sobie, że razem z Tobą autobusem jedzie właśnie taka osoba. Człowiek, który określa Waszą sytuację w następujący sposób:

 

„Kurwa, ja pierdolę, ile jeszcze będziemy stać w tym jebanym korku?! Ale gorąco! Pierdolony autobus.”

 

Jesteście w tej samej sytuacji, a zwróć uwagę na to, jak różne są Wasze emocje. Twoja sytuacja jest „niekomfortowa”, a jego? Jak podsumujecie wieczorem swój dzień? Ty powiesz, że widziałeś się dzisiaj ze znajomymi, byłeś w pracy/szkole, poszedłeś do kina, chociaż musiałeś pójść na późniejszy seans, ponieważ stałeś w korku, co było dla Ciebie „niekomfortowe”.

A jak opisałaby swój dzień ten drugi człowiek?

Był chujowy, bo stał w jebanym korku przez półtorej godziny.

 

Ta sama sytuacja, a tak różne odczucia.

 

Mały przerywnik, czyli piękne przekleństwa w poezji śpiewanej. ;)

 

 

Nie stałam się z dnia na dzień fanatykiem i nie rzuciłam przeklinania za jednym zamachem. Znalazłam jednak świetny argument, by ograniczyć wulgarne słownictwo do minimum. Są takie sytuacje, którym przekleństwo dodaje smaku. Zazwyczaj są albo bardzo zabawne, albo bardzo tragiczne. wtedy wulgaryzmy nie tracą na swojej mocy. Dzisiaj wszystko musi być zjawiskowe i mocne. Miałkie zdania nie mają prawa bytu, trzeba je czymś podkolorować. Dlatego ludzie używają przekleństw, chcą, by ich treść była atrakcyjna. Jednak zbyt częste używanie wulgarnego słownictwa prowadzi do zatracenia się jego siły, przez co używamy go jeszcze więcej i koło się zamyka. A co z zakazem używanie przekleństw w miejscach publicznych? Rzucanie mięsem na ulicy jest atakiem na emocje drugiej osoby. Jeśli chcemy utrzymywać w sobie zły nastrój, to róbmy to przy okazji nie niszcząc humoru innym. :)

 

  1. Zakaz używania brzydkich słów nie jest wcale wymysłem współczesności, ponieważ już starożytni Grecy za używanie Aporrhety (brzydkie, wulgarne słownictwo) byli karani grzywną o wysokości od 500 do 1000 drachm, a nawet utratą czci!  Ciekawe, czy ktoś dzisiaj powstrzymałby się przed przeklinaniem, gdyby wiedział, że mógłby przez to stracić swoją cześć. ;)
  2. Koprolalia to niedająca się opanować potrzeba wypowiadania wulgarnych słów. Zdarza się u osób cierpiących na schizofrenię lub zespół Touretta.
  3. W starożytnym Egipcie przeklinanie było czynnością magiczną i za pomocą przekleństw można było rzucić na kogoś urok. Używanie magii, a więc przekleństw w codziennym życiu i przez zwykłych ludzi było zabronione, z wyjątkiem jednego święta w roku, podczas którego rzucanie mięsem zapewniało ludziom płodność i chroniło przed złymi duchami.
  4. Słowa uznawane w starożytnym Rzymie za wulgarne, jak fellatio (poddanie się gwałtowi oralnemu) czy clitoris (łechtaczka) straciły swoją wulgarność, a nawet doczekały się awansu i funkcjonują dzisiaj jako terminy medyczne.
  5. To zdjęcie przedstawia najpopularniejsze wulgaryzmy w różnych krajach Europy.

wulgaryzmy i przekleństwa

 

To by było na tyle o mojej drodze do nieprzeklinania. Jestem ciekawa, jakie jest Twoje zdanie na temat używania wulgaryzmów. Co przekonało Cię do tego, by ich nie stosować? A może uważasz, że przeklinanie nie jest niczym złym? Będzie mi bardzo miło jeśli podzielisz się swoim zdaniem, tym bardziej, że nieźle napracowałam się nad tym wpisem, dlatego będę wdzięczna za każdą wiadomość zwrotną. A jeśli treść jest Twoim zdaniem przydatna bądź interesująca, to podziel się nią ze znajomymi za pomocą przycisków poniżej. :)

Do następnego czytania!

Ania
Follow


 

Inne teksty dotyczące wpływu języka na ludzi:

 

1. O przejęzyczeniach, które pięczą mi po deptach, słów kilka.

2. Samospełniające się proroctwo. Jak je wykorzystać?

3. Jaką przeszkodę jeszcze sobie wymyślisz? – tu bardziej o wpływie naszych myśli, a nie słów, ale jednak jest w tym coś podobnego. Myślimy przecież słowami.

 

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk