fbpx

Seria: Blogerzy na studiach. Czego nauczyły mnie studia?

czego nauczyły mnie studia

Witaj w przedostatnim odcinku serii „Blogerzy na studiach”. Tym razem zapytałam blogerów, czego nauczyły ich studia i nie miałam przy tym na myśli jedynie wiedzy teoretycznej, a raczej doświadczenie i umiejętności miękkie, które dzięki nim opanowali. Do wpisu zaprosiłam Martę z bloga Marta pisze, która właśnie kończy licencjata, oraz trzech blogerów ex-studentów, którzy mają już ten okres za sobą, a dokładniej Gosię z bloga Alchemia Kobiecości, Konrada z bloga Kondux oraz Agatę z bloga Agata bloguje. Każdy z nich inaczej przeżył swój okres studiów, każdy ma Wam coś ciekawego do powiedzenia. Dla osób, które wybierają się na studia mogą to być słowa zachęty, natomiast dla obecnych studentów słowa-drogowskazy pokazujące na czym warto skupić się na studiach i co jeszcze można z nich wyciągnąć poza wiedzą książkową. Miłej lektury!

 

czego nauczyły mnie studia

 

Marta pisze

MARTA PISZE

 

O ile studia nie nauczyły mnie chyba niczego, jeśli chodzi o wiedzę – takie uroki tego kierunku – o tyle na pewno udzieliły mi wielu lekcji życiowych, które mi się piekielnie przydały.
Po pierwsze, nauczyły mnie, że żeby zacząć robić coś fajnego, coś, o czym marzysz, musisz ruszyć tyłek i zacząć to robić, bo nikt za ciebie tego nie zrobi. Możesz uczyć się o tym, jak zostać kimś tam na studiach, ale to od ciebie i twoich decyzji zależy, czy tym kimś zostaniesz.
Po drugie, dzięki studiom dotarło do mnie, że zawsze znajdziesz na swojej drodze ludzi chamskich, niemiłych albo dwulicowych. I że naprawdę nie należy się nimi przejmować, bo to tylko zabiera energię, a nic nie zmieni. Oni będą. Zawsze.
Po trzecie, zaradności z papierami. Serio. Trzeba dbać o podania, usosy, indeksy, oceny…. i nagle okazuje się, że to nie takie trudne, wystarczy tylko trochę się zorganizować i skupić.
Po czwarte, studia nauczyły mnie tego, że to nie papier jest twoją wartością na rynku pracy, a twoje umiejętności. Studia to coś, co teraz ma każdy. :) Nie musisz ich mieć, żeby zdobyć dobrą pracę.

 

 

Alchemia Kobiecości

ALCHEMIA KOBIECOŚCI

 

Zakończyłam studiowanie kilka ładnych lat temu. I z perspektywy czasu widzę, że wiedza wyniesiona z wykładów to jedno, a życiowe doświadczenie to coś zupełnie innego. To drugie jest znacznie cenniejsze. :) A studenckie lata dają mnóstwo okazji, żeby poznać siebie i poukładać sobie w głowie. Pięć lat ciężkich zmagań z biotechnologią dało mi nie tylko wiedzę o genach i białkach. Nauczyło mnie przede wszystkim dystansu i samodzielności. Dlaczego? Opowiem Wam o trzech lekcjach, które zapamiętałam ze studenckich czasów:

1. Nie ma rzeczy niemożliwych. Każdy egzamin można zdać, każdą sesję zaliczyć, a repeta jest dla tych, którzy naprawdę się o nią proszą. Na moich studiach krążyły legendy o ciężkich egzaminach nie do przejścia i o tym ile to osób było zmuszonych powtarzać rok. Na pierwszym roku i ja uległam takiej presji. Zawaliłam egzamin z biofizyki, ponieważ uwierzyłam, że w pierwszym podejściu każdy oblewa. Zdałam go we wrześniu, co oczywiście nie było ani niemożliwe, ani szczególnie trudne. Od tamtej pory już nigdy nie oddałam pustej kartki. Zawsze próbowałam. I zawsze zdawałam.

2. Trójka to też ocena. Może nie wymarzona, ale taka, która pozwala ci zaliczyć przedmiot i iść dalej. Są takie egzaminy, które trzeba po prostu zdać i zostawić za sobą, a wtedy „dostateczny” w zupełności wystarczy. Dla mnie, wzorowej i piątkowej uczennicy, była to cenna lekcja. Jasne że uczyłam się i starałam o najlepsze oceny. Ale były też takie trójki, z powodu których skakałam pod niebo. Krótko mówiąc nauczyłam się odpuszczać i nie przejmować się głupotami.

3. Wykładowca to nie Bóg. To tylko wykładowca. Chciałabym powiedzieć, że trafiłam na studiach na wspaniałych profesorów, którzy stanowili autorytet i wzór do naśladowania. Ale niestety, więcej było takich, którzy nadużywali swojej władzy, byli niesprawiedliwi i nieprzyjemni. Dlatego tak ważne było uświadomienie sobie, że moje dobre samopoczucie nie może zależeć od wykładowców. Owszem, czasem trzeba było się nastresować żeby dostać upragniony wpis w indeksie. I wiele zależało humoru profesora. Ale im szybciej zostawiałam to za zamkniętymi drzwiami uczelni, tym szczęśliwszym byłam człowiekiem.

 

kondux

KONDUX

 

Studia to dla wielu osób najlepszy okres w ich życiu i muszę przyznać, że ja również się specjalnie na swoich nie nudziłem. Oczywiście oprócz poznawania nowych znaczków – jestem sinologiem – nauczyłem się także innych rzeczy, które czasami były ważniejsze niż sama wiedza, ale chciałbym wyróżnić dwie. Jedna z nich zdarzyła się na stypendium. Byłem wtedy po pierwszym roku studiów i umiałem angielski w stopniu komunikatywnym (każdy tak mówi jak jest w stanie powiedzieć coś więcej niż się przedstawić i ja świetne pasowałem do tego opisu) oraz miałem już całkiem przyzwoite podstawy chińskiego. To nie jednak umiejętności językowe, które znacząco poprawiłem podczas 5 miesięcy na Tajwanie były najważniejsze, ale dzięki temu wyjazdowi otworzyłem się na świat. Nie tylko poznałem inne religie, ale regularnie spotykałem ludzi z całego świata i dzięki temu mogłem zobaczyć jak oni podchodzą do życia.

Teoretycznie świat jest teraz globalną wioską i wyjazd – nawet na drugi koniec świata – nie jest już tak dużym problemem. Mimo tego różnice kulturowe w wielu kwestiach były i nadal są przeogromne. Dlatego możliwość poznania tego na własnej skórze to doświadczenie, które polecam każdemu. Oprócz tego nauczyłem się jeszcze jednej rzeczy, która na zawsze odmieniła mnie jako człowieka. Nauka uświadomiła mi co chcę, a czego nie chcę robić w życiu. Niezmiernie się z tego cieszę, ponieważ niektórzy ludzie do końca swych dni nie odnajdują sensu swojego życia. Mi się to udało i nie wiem czy zostałbym blogerem gdyby nie studia. Może nie ma to bezpośredniego powiązania z nauką, ale po kilku latach i dwóch wyjazdach (drugi do Chin) zrozumiałem, że nie chcę zajmować się zawodowo chińskim, a jednocześnie zacząłem pisać bloga. Na początku był on na blogspocie i wyglądał tragicznie, ale po długich miesiącach nieco podniosłem swój poziom. Potem nawet po raz kolejny wyjechałem do Chin, ale moim głównym celem było opisywanie tego na blogu. Na studiach oprócz tysięcy znaczków nauczyłem się wiele małych rzeczy, ale to właśnie otwartość na świat i sens mojego życia są tymi najważniejszymi.

 

agata bloguje

AGATA BLOGUJE

 

Prawie rok temu skończyłam przygodę ze studiowaniem. Wcale mi jej nie brakuje, choć muszę przyznać, że wiele mnie nauczyła. Okres studiów wspominam różnie, zależnie od tego, co konkretnie mam na myśli.

Studia to czas, który kojarzę z pijaństwem wielu znajomych i lekkomyślnym trybem życia. Może ja sama byłam zbyt poważnie do niego nastawiona, ale szczerze mówiąc, wcale tego nie żałuję. Studia utwierdziły mnie w przekonaniu, że tam, gdzie jest za dużo kobiet, są ciągłe kłótnie i niedomówienia. Po pięciu latach walki z wykładowcami, dziś wiem, że społeczność akademicka to jedna wielka klika, z którą nie warto zaczynać, jeśli nie ma się wystarczająco dobrych argumentów. Zresztą, nawet jeśli się je ma – oni będą mieć przewagę. Jeżeli ktoś chce Was upokorzyć – zrobi to. Jeżeli ktoś chce pomóc – zrobi to. Prosta zasada: licz na siebie. Wybieraj, nie patrząc na koleżanki i kolegów. Ucz się, nie sugerując tym, że „Kasia” podobno nic nie umie. Umie, a gdy dostanie pozytywną ocenę, będzie kłamać, że wszystko przez przypadek. Na studiach nie ma przypadków.

Studia, to taki specyficzny okres, w którym można naprawdę zmienić swoje życie. Wszystko zależy od tego, co chcesz a czego nie chcesz robić. Zaufanie do samego siebie to podstawa. Wiara we własne możliwości i świadomość, że jest obok ciebie chociaż jedna osoba, która wspiera, jest niesamowicie budująca. Wystarczy doceniać to, co się ma i zauważać to, co można mieć. Czego nauczyły mnie studia? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tak czy inaczej, z pewnością dzięki studiom zrozumiałam, jak ważną wartością jest rodzina. Gdyby nie moi rodzice, nie miałabym dziś tytułu magistra w kieszeni. Nie posiadałabym wiedzy w danym zakresie, nie rozwijałabym swoich zainteresowań. Przestałabym się uczyć. I nie chodzi tu wyłącznie o przyswajanie teorii z książek; formułek i określeń potrzebnych do ważnego egzaminu. Chodzi o naukę samodzielnego życia; naukę podejmowania trudnych decyzji; naukę bycia zaradnym, której nie sposób nie doświadczyć na studiach. Henry Ford powiedział kiedyś: „Każdy, kto przestaje się uczyć jest stary, bez względu na to, czy ma 20 czy 80 lat. Kto kontynuuje naukę pozostaje młody. Najwspanialszą rzeczą w życiu jest utrzymywanie swojego umysłu młodym.” – otóż to.

 

blue kangaroo

I JA!

 

Myśląc o tych wszystkich lekcjach, które dały mi studia aż nie mogę się skupić. Dużo tego, ale po kolei.

Najważniejszej rzeczy nauczyły mnie już na pierwszym roku i pisałam o tym w tekście dlaczego bezstresowe podejście do studiów jest ważne. Studia nauczyły mnie, że należy odpuszczać, nie denerwować się sprawami na które nie mamy wpływu. Dzięki nim zaczęłam czytać o technikach pozbywania się stresu. Z drugiej strony można powiedzieć, że to one doprowadziły mnie do takiej konieczności.
Kolejną rzeczą, której nauczyły mnie studia jest organizacja. Nauczyłam się planować swój dzień tak, by na wszystko starczyło mi czasu. Wcześniej miałam go widocznie za dużo i nawet trochę tęsknie do tego okresu. ;)
Przez te trzy lata zrobiłam się też bardziej pewna siebie. Wcześniej nie byłam osobą nieśmiałą, ale na pierwszym roku na pewno bardziej przerażała mnie wizja rozmowy z wykładowcą. W związku z tym, że udzielałam się w Samorządzie Studenckim i byłam oddelegowywana do dziekanów, nie straszne mi już załatwianie jakichkolwiek spraw u osób wyżej postawionych.
Nauczyłam się też tego, by zawsze ubiegać się o swoje. Ta upartość w dążeniu do sprawiedliwości uratowała mi parę razy tyłek. :) Właśnie! Upartość w dążeniu do celu. Ostatnio nawet miałam taką sytuację, że zabiegałam o dostanie się na 11 dniowy wyjazd studencki do Niemiec. Swoją drogą tematem projektu są alternatywne metody nauczania, które bardzo mnie ciekawią.  Wracając do sedna, to napisałam kilka maili, wyjaśniając to, jak bardzo mi zależy i dostałam się do projektu. Mogłam na wstępie uznać „Aa, nie dostałam się, wszystkie miejsca są już zajęte, szkoda”. Podobnie było z moim Erasmusem. Łaziłam, pytałam, w końcu miałam jechać na własny koszt, ale zwolniło się miejsce i nie muszę pokrywać wszystkich kosztów związanych z wyjazdem. :) 2 dziewczyny z mojej grupy również uparcie zabiegały o miejsca i dziekan przyznał dodatkowe pieniądze na projekt, przez co mogą jechać wszyscy, ale to tylko dlatego, że o to zabiegali, chodzili, pytali. Jak nie da się gdzieś wejść drzwiami, to trzeba oknem. Gdy czegoś bardzo się pragnie, zawsze znajdzie się rozwiązanie.

 

Myślę, że przykłady, które zostały wymienione w powyższych wypowiedziach przemawiają za tym, że studia wcale nie są takim zmarnowanym czasem jakby się mogło wydawać. ;) Blogerzy nie kłamią! Tam naprawdę można się czegoś nauczyć! Ja ślę po raz enty ogromne dziękuję w stronę dzisiejszych gości, a Wy piszcie o tym, czego Was nauczyły bądź nadal uczą studia. ;)

 

PS  Za tydzień pojawi się ostatnia część miesięcznej serii „Blogerzy na studiach”. W czwartym odcinku zapytam blogerów o ich sposób na naukę.  Zachęcam więc do śle­dze­nia mnie na Face­bo­oku, Twit­te­rze, lub Blo­glo­vin, jeśli chcesz poznać triki wykorzystywane przez polskich blogerów podczas uczenia się, oraz jeśli chcesz być na bieżąco z innymi tekstami pojawiającymi się na tym blogu.

 

do następnego czytania!

Ania

Follow

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk