fbpx

Seria: Blogerzy na studiach. Ich sposób na naukę.

sposób na naukę

Dzisiejsza, ostatnia część serii „Blogerzy na studiach” niesie ze sobą wiele praktycznych porad od blogerów dla Was. Zapytałam Anię Niebałagankę, Natalię z Jest Rudo i Kasię Gandor o ich sposób na naukę. Jeśli nie potrafisz się skupić na nauce, ciągle się rozpraszasz, nie wyrabiasz z terminami, lub po prostu chciałbyś dowiedzieć jak uczą się blogerzy, koniecznie przeczytaj ten tekst. Każda z dziewczyn stawia na coś innego, każda ma swoje utarte nawyki przystosowane do specyfiki studiów. Myślę, że warto przeczytać wszystkie te wypowiedzi i wyciągnąć z nich to, co dla nas najlepsze. Nie przedłużam już i oddaję głos dziewczynom. ;)

.

sposób na naukę

.

.

niebalaganka

NIEBAŁAGANKA

 

Studia skończyłam dwa lata temu i czas bardzo intensywnej nauki mam już za sobą, ale nawet teraz kiedy potrzebuję coś przyswoić, to wracam do wypracowanych przez lata metod.

Na studiach, mimo usilnych postanowień nauki na bieżąco, nigdy mi się to nie udało, ale przed sesją zawsze za naukę zabierałam się z wyprzedzeniem, w zależności od ilości materiału 2 tygodnie lub tydzień przed egzaminem.

Plan działania – ustalenie planu działania, to dla mnie podstawa gwarantująca sukces. Nie przyjmowałam do wiadomości, że mogę mieć poprawki, więc część egzaminów zdawałam w zerówkach, a resztę w pierwszym możliwym terminie. Starałam się by między egzaminami był co najmniej tydzień przerwy, choć nie zawsze to było możliwe. Materiał dzieliłam na ilość dni, które zostały mi do egzaminu, dwa ostatnie przeznaczając na powtórki lub ewentualne opóźnienia w realizacji planu. Zwykle wyglądało to tak, że mając 7 dni do egzaminu, w którym musiałam przyswoić 15 wykładów, uczyłam się 3 wykładów dziennie. Taki plan i rozpiska wszystkich egzaminów w sesji dawały mi pewność, że zdążę przerobić cały materiał.

Zakreślacze, karteczki samoprzylepne i notatki na papierze – dużo trudniej uczy mi się z ekranu komputera. Najszybciej zaś przyswajam wiedzę z własnych odręcznych notatek. A ilość różnych kolorów do zaznaczania treści nie zna granic. Dzięki temu łatwiej mi wyłapać i sprawdzić ważne informacje.

Powtarzanie na głos – czytanie, nawet wielokrotne to nie nauka. Po przeczytaniu zawsze powtarzałam najpierw w myślach a później (szczególnie przed ustnymi egzaminami) na głos. Taki sposób pozwalał na szybsze utrwalenie informacji.

Odpytywanie przez inną osobę i wspólne powtarzanie – przed najtrudniejszymi egzaminami bardzo sprawdzało się wspólne powtarzanie i odpytywanie. Powód ten sam co wyżej – szybciej utrwalamy informacje, a spojrzenie innej osoby na ten sam materiał czy problem jest bardzo pomocne.

Nauka w stoperach i w ciszy – po wielu latach odkryłam, że największy poziom skupienia uzyskuję w kompletnej ciszy, najlepiej ucząc się w stoperach. To pozwala zupełnie odciąć się od otoczenia, nic mnie nie rozprasza, a ja mogę skupić się tylko na danym zagadnieniu. Stopery nie przeszkadzają w powtarzaniu na głos.

Przerwy w nauce – ciągła nauka to nic dobrego! Zwykle uczyłam się w blokach 1 godzina nauki i 15 minut przerwy. W przerwie robiłam coś zupełnie innego, niezwiązanego z tematem, który przyswajałam, np. czytałam rozdział książki obyczajowej czy zmywałam.

Zapas picia i jedzenia pod ręką – żeby się nie rozpraszać i nie szukać wymówek do odkładania nauki na później.

Najlepsze miejsce i pora – pora nauki nigdy nie miała dla mnie większego znaczenia, ale na pewno łatwiej się zmotywować rano niż po całym dniu wrażeń. Dużo ważniejsze znaczenie ma dla mnie wygodne miejsce i częsta zmiana pozycji. Myślę, że każdy musi znaleźć sobie takie miejsce odpowiednie dla siebie. Przeczytałam jednak gdzieś, że powtarzać powinniśmy w tym samym miejscu, w którym się uczyliśmy, bo wtedy łatwiej przypomnieć sobie dany materiał. Sprawdziłam tą metodę i u mnie się sprawdziła, choć może to tylko siła sugestii.

 

 

JestRudo

JEST RUDO

 

Na próżno szukam odpowiednika angielskiego kursu HND, fotografia. Podobnie jak studium trwa dwa lata, a jego oś stanowią umiejętności praktyczne oraz wiedza, którą od razu możesz przełożyć na realne pieniądze. Student z dyplomem HND ma duże szanse na szybkie znalezienie pracy w zawodzie, na przykład w profesjonalnym dużym studio dużych marek. :)

Dzięki tym założeniom, na co dzień udaje mi się uniknąć męczącego ślęczenia nad teorią. Jeśli już jednak przychodzi mi przyswoić wiedzę „książkową”, uzbrajam się w mazaki i inne highlightery wszelakiej maści. Jestem wzrokowcem, aby coś zapamiętać, muszę to zobaczyć.
Najlepiej, jeśli najważniejsze informacje jakoś się wyróżniają, wszystkie moje notatki to istne tęczowe kleksy. Oprócz kolorów pomagają mi też… obrazki. Wyraźne, estetyczne. Wizualizuję te najtrudniejsze, powtarzające się elementy. No dobra, zdarza mi się szkicować graficzne wzory. Na odstresowanie.

Nigdy nie potrafiłam uczyć się na łóżku, w salonie świeże powietrze też średnio mi służy. Tryb NAUKA włącza mi się tylko przy biurku. Dużo dziennego światła i wygodne krzesło to podstawa. W collegu mamy dużą dowolność – są tacy, co notują w telefonie, przynoszą ze sobą małego laptopa, a są i tacy (ja! ja!), co bez zeszytu i ołówka nie bardzo wiedzą, jak zacząć. Bardzo lubię papier i to z nim najlepiej mi się (współ)pracuje. Nauka trochę mi szkodzi, gdy wkuwam, podjadam, a w co jak w co, ale w cycki jakoś nie idzie.

Przez większość czasu problem nie dotyczy mnie zupełnie – aby czegoś się nauczyć, zwyczajnie łapię za aparat.

 

 

KasiaGandor

KASIA GANDOR

 

Zasada numer jeden: odcinam internet, wszystkie sprzęty przerzucam na tryb samolotowy i likwiduję wszelkie możliwe rozpraszacze. Mimo że lubię się uczyć, zawsze gdy to robię, na ramieniu zasiada mi taki mały diabełek i szepcze do ucha, bym sprawdziła, co nowego wydarzyło się na Instagramie. Jeśli mu ulegam, godzinę później orientuję się, że właśnie doskrolowałam do pierwszych zdjęć, jakie na swój profil wrzuciła koleżanka znajomej sąsiadki mojej kuzynki od strony przyszywanego wujka. Nie idźcie nigdy tą drogą. :)

Jeśli mam czas i pogoda dopisuję, lubię zamontować się z książkami na balkonie albo na ławce w parku – nie wiem dlaczego, ale materiał wchodzi mi do głowy o wiele szybciej na łonie natury niż przy biurku. Kiedy pogoda jest pod psem, zaszywam się tradycyjnie w łóżku, albo też w czytelniach, których klimat sprzyja skupieniu chyba jeszcze bardziej niż szczęście lodożercom.

Staram się stosować tryb 45:15, czyli po każdych 45 minutach intensywnej i nieoszukiwanej nauki, robię sobie kwadrans przerwy na piciu i pojednanie się z tym diabełkiem od Instagramu.

 

 

blue kangaroo

I JA!

 

Ci którzy zaglądają tutaj regularnie sporo już wiedzą o moich sposobach na naukę. Podstawą są u mnie mapy myśli, o ich prawidłowym tworzeniu napisałam fajny artykuł. Podobnie jak dla dziewczyn, bardzo liczą się dla mnie przerwy. Sama myśl o tym, że nie siadam do nauki na cały wieczór, a kończę ją już za 45 minut jest motywująca. No dobra, wiem, że za 15 minut znowu do niej siądę, ale jednak inaczej na to patrzę, niż jakbym miała uczyć się przez 4 godziny non stop. Najważniejsze jest jednak to, by oderwać się od książek, mózg musi odpocząć a ciało trochę się rozruszać. O tym jak robić efektywne przerwy w nauce też pisałam.

Studiuję filologię obcą więc bardzo ważna jest dla mnie nauka języka. Napisałam już poradnik o tym jak uczyć się słówek. Właściwie wpis można zastosować do ogólnej nauki języka, ale może jednak to napiszę, że języka najlepiej uczymy się przez praktykę, czyli przez rozmowę. Ja mam to szczęście, że mój O. jest native speakerem języka niemieckiego. Czasem zapominamy o rozmawianiu po niemiecku i by temu zapobiec wydrukowałam i powiesiłam w ramce napis „Hier spricht man Deutsch”, czyli „Tutaj mówi się po niemiecku”, który nam o tym przypomina. Bardzo lubię też ćwiczenie z alfabetem, które jakby podkręca obroty mózgu. ;) To taka mała rozgrzewka, która przyśpiesza proces nauki i warto na nią poświęcić chwilkę. Pisałam o niej w tekście: Trik, który zwiększy Twoją efektywność pracy. Do tego wszystkiego dodam jeszcze, że bardzo lubię zmieniać miejsca, w których się uczę, mózg szybko się nudzi, a to dodaje swoistej świeżości. Zawsze mam przy sobie butelkę wody mineralnej. Bez niej bym umarła. Kiedyś tego nie robiłam, ale od dłuższego czasu wyciszam telefon, by nic mnie nie rozpraszało. Problem w tym, że potem zapominam włączyć dzwonki i ostatnio rzadko odbieram telefony. ;)

 

 

To był ostatni wpis z tej serii. Oczywiście nadal będę pisać o studiowaniu i nauce, o to nie musicie się martwić. :) Możliwe nawet, że zapytam w przyszłości kolejnych blogerów o ich studia, jeżeli tylko wpadnie mi do głowy jakiś pomysł, lub jeżeli mi go podsuniecie. :) Dzisiejszym gościom jestem mega wdzięczna za poświęcony czas i przydatne informacje, ale o tym już wiecie. ;)

Teraz uwaga! I Wam będę bardzo wdzięczna, tyle że za opinie na temat serii. Czy podoba Wam się taka forma, czy chętnie czytalibyście też inne wpisy publikowane seriami? Interesuje mnie wszystko, co o tym myślicie, ponieważ mam już pomysł na kolejny cykl. A jeśli ominął kogoś jeden z tekstów tej akcji, to poniżej znajduje się spis poprzednich postów.

 

 

                                                     SERIA: BLOGERZY NA STUDIACH

5 przepisów na szybkie, tanie i zdrowe dania dla studentów.

Czy warto iść na studia?

Czego nauczyły mnie studia?

Sposób na naukę.

 

Do następnego czytania!

Ania

Follow

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk