W co wierzę? Moja filozofia życia w 3 punktach.

 

 

Za napi­sa­nie tego wpi­su zabie­ra­łam się napraw­dę bar­dzo, ale to bar­dzo dłu­go. Nie chcia­ła­bym tym tek­stem niko­go ura­zić, sza­nu­ję wszyst­kie reli­gie i uwa­żam, że każ­dy z nas ma wol­ny wybór. Chcę jedy­nie opo­wie­dzieć o tym, w co ja wie­rzę. Jeże­li ten wpis miał­by na kogoś wpły­nąć, to jedy­nie w taki spo­sób, by otwo­rzył oczy i pozwo­lił myśleć bez blo­kad nało­żo­nych nam przez naszą kul­tu­rę, nasze oto­cze­nie, spo­łecz­ność, ale prze­cież sta­ram się robić to w wie­lu tek­stach, więc i tutaj nie powin­no to być pro­ble­mem. Wszyst­ko, co napi­sa­łam w tym wpi­sie to tyl­ko moje oso­bi­ste poglą­dy, a nie praw­da abso­lut­na, któ­rą chcę Wam prze­ka­zać jako tą jedy­ną.

 

Myśli kreu­ją rze­czy­wi­stość.

Moż­li­we, że zaob­ser­wo­wa­li­ście już, że bar­dzo wie­rzę w potę­gę myśli i fakt, że kształ­tu­ją one naszą rze­czy­wi­stość. Nazew­nic­two nie ma dla mnie zna­cze­nie, moż­na mówić, że to Pra­wo Przy­cią­ga­nia i ja zwy­kle tak robię, a moż­na mówić, że to tyl­ko samo­speł­nia­ją­ce się pro­roc­two i to też będzie praw­dą. Swe­go cza­su mia­łam pogląd, że to Bóg (ale nie ten kon­kret­ny chrze­ści­jań­ski, tyl­ko po pro­stu isto­ta wyż­sza) stwo­rzył Pra­wo Przy­cią­ga­nia, żeby uła­twić sobie speł­nia­nie próśb i modlitw, ale odkąd prze­sta­łam postrze­gać go jako kon­kret­ną, fizycz­ną postać i zro­zu­mia­łam, że “Bóg” jest wszyst­kim, jest całym życiem, wie­dzą i tak­że Pra­wem Przy­cią­ga­nia prze­sta­łam myśleć w ten spo­sób.

 

Wpływ myśli na ota­cza­ją­cą mnie rze­czy­wi­stość dostrze­gam każ­de­go dnia bez wyjąt­ku. Widzę go nawet w małych, pro­stych spra­wach. Nie chcę tutaj opo­wia­dać o samym Pra­wie, bo na to poświę­cę jesz­cze osob­ny wpis, ale napraw­dę patrząc z boku na moje życie widzę, że to ja sama je tak ukształ­to­wa­łam. Poda­jąc parę luź­nych przy­kła­dów: odkąd znam Pra­wo nie zda­rzy­ło mi się jesz­cze stać w busie, któ­rym jeż­dżę 45–60 minut do Kato­wic, mimo że sły­ną one z tło­ku. Od roku zali­czam wszyst­kie kolo­kwia i egza­mi­ny w pierw­szym ter­mi­nie, cho­ciaż wca­le nie uczę się do nich wię­cej niż wcze­śniej, a u nas to napraw­dę duży wyczyn. ;) Zawsze, gdy jadę w podróż mam ład­ną pogo­dę nawet, gdy pro­gno­zy mówią ina­czej. Napraw­dę dużo jest takich przy­kła­dów rów­nież tych nega­tyw­nych, któ­rych nie chcia­ła­bym utrwa­lać na piśmie. Zawsze naj­pierw jest myśl, a potem dzia­ła­nie. Spo­sób w jaki oce­nisz sie­bie i swo­je pre­dys­po­zy­cje do wyko­ny­wa­nia jakie­goś zaję­cia wpły­nie na to, jak będziesz je wyko­ny­wał. Wię­cej na ten temat pisa­łam w tek­ście: Jaką prze­szko­dę jesz­cze sobie wymy­ślisz? Nic się nie dzie­je, jeże­li wcze­śniej o tym nie pomy­śli­my. Jeże­li jeste­śmy w pewien spo­sób do czegoś/kogoś nasta­wie­ni, to będzie­my wyła­py­wa­li tyl­ko to, co potwier­dzi nasze myśli i dla nas to coś/ten ktoś fak­tycz­nie takim będzie. Tak samo jeśli będzie­my wciąż myśleć o czymś, cze­go bar­dzo pra­gnie­my, zacznie­my dostrze­gać dro­gi i moż­li­wo­ści, któ­re pomo­gą nam to osią­gnąć. Świat cią­gle daje nam nowe szan­se, tyl­ko trze­ba z nich umieć sko­rzy­stać.

 

DSC_0914

 

Wszyst­ko kie­dyś wró­ci.

Nim pozna­łam Pra­wo Przy­cią­ga­nia na wła­snej skó­rze odczu­łam, że wszyst­ko, co robi­my do nas wra­ca. Nie nazy­wam tego kar­mą, bo nie chcę chwy­tać się żad­nej, kon­kret­nej reli­gii, a co za tym idzie poję­cia ale tak, zde­cy­do­wa­nie jest to dokład­nie tym, czym jest kar­ma. Widzę jak wra­ca­ją do mnie poda­ro­wa­ne innym uśmie­chy, sło­wa, gesty. Wra­ca­ją pie­nią­dze, wra­ca szczę­ście i dobry nastrój.  Ostat­nio mia­łam taką cie­ka­wą przy­go­dę.

 

Jecha­łam na kore­pe­ty­cje auto­bu­sem, ale zapo­mnia­łam prze­ło­żyć do toreb­ki port­fe­la i nie mia­łam pie­nię­dzy, by kupić bilet. Musia­łam wsiąść do tego auto­bu­su bo ina­czej nie zdą­ży­ła­bym doje­chać do dzie­ci. W toreb­ce zna­la­złam sta­ry bilet, ale z inne­go związ­ku komu­ni­ka­cji miej­skiej. Był nie­bie­ski, a miej­sco­we bile­ty są różo­we. Wsia­dłam do auto­bu­su z posta­no­wie­niem i obiet­ni­cą, że pod­czas następ­nej podró­ży tym auto­bu­sem ska­su­ję 2 bile­ty. Jeden za tą podróż, któ­rą wła­śnie odby­wam, dru­gi za tą któ­rą będę wte­dy odby­wać. W auto­bu­sie ska­so­wa­łam ska­so­wa­ny już bilet inne­go związ­ku komu­ni­ka­cyj­ne­go i szcze­rze powiem, że zro­bi­łam to na wszel­ki wypa­dek, gdy­by kon­tro­ler aku­rat sie­dział już w auto­bu­sie i mnie obser­wo­wał. Na gór­nej czę­ści bile­tu poja­wi­ła się nowa data i godzi­na. Na dol­nej jego czę­ści wid­nia­ła ta sta­ra. Sta­ra­łam się przy­cią­gnąć brak kon­tro­li, ale jak wie­cie przy­cią­gnię­cie bra­ku cze­goś jest wyjąt­ko­wo trud­ne, bo wła­ści­wie to sku­pia­my się na tym czymś, cze­go nie chce­my. Wyobra­ża­łam sobie więc, że dojeż­dżam spo­koj­nie na miej­sce, ale mimo to nie potra­fi­łam powstrzy­mać myśli o tym, co powiem, jeże­li wej­dzie kon­tro­ler. A ten oczy­wi­ście się poja­wił. Byłam zszo­ko­wa­na, bo był to ostat­ni przy­sta­nek przed moim wyj­ściem w dodat­ku na total­nej wsi, gdzie niko­mu nigdy nie chcia­ło się dojeż­dżać. W myślach wciąż obie­cy­wa­łam, że następ­nym razem ska­su­ję te dwa bile­ty. W tym cza­sie pode­szła do mnie kon­tro­ler­ka i popro­si­ła o bilet. Poda­łam jej ten, któ­ry mia­łam, ona popa­trzy­ła na nie­go, spraw­dzi­ła godzi­nę i odda­ła. Odda­ła mi nie­bie­ski bilet i nawet nie zauwa­ży­ła, że powi­nien być różo­wy, że zupeł­nie ina­czej wyglą­da i że był już wcze­śniej ska­so­wa­ny! Nie odwró­ci­ła go nawet na dru­gą stro­nę! Poczu­łam ulgę, radość i zdzi­wie­nie. Wła­ści­wie to byłam tak szczę­śli­wa, że pyta­nie, któ­re zada­ła mi po chwi­li wca­le mnie nie wystra­szy­ło, bo byłam pew­na, że wszyst­ko będzie dobrze. Kobie­ta popro­si­ła o legi­ty­ma­cję, nie­ste­ty zosta­ła ona w port­fe­lu, więc powie­dzia­łam, że jej nie mam, ona popro­si­ła tyl­ko, bym następ­nym razem mia­ła ją przy sobie, bo za jej brak gro­zi kara wyso­ko­ści 60 zło­tych i poszła. Ja wysia­dłam na następ­nym przy­stan­ku.

 

W dniu, w któ­rym ska­so­wa­łam obie­ca­ne 2 bile­ty tego prze­woź­ni­ka spo­tkał mnie wyjąt­ko­wo szczę­śli­wy “przy­pa­dek”. Będąc już w Kra­ko­wie wrzu­ci­łam pię­cio­zło­tów­kę do auto­ma­tu bile­to­we­go, a ona utknę­ła w środ­ku, tak że zablo­ko­wa­ła moż­li­wość wrzu­ce­nia innych monet. Zadzwo­ni­łam na info­li­nię i pod­czas mojej roz­mo­wy nagle ser­wi­san­ci pode­szli do auto­ma­tu. Byłam pozy­tyw­nie zasko­czo­na! Poja­wi­li się aku­rat w momen­cie, gdy ich potrze­bo­wa­łam i nie musia­łam skła­dać żad­ne­go poda­nia o zwrot pie­nię­dzy, lecz Ci odda­li mi je na miej­scu. Ta sytu­acja utwier­dzi­łam mnie tyl­ko w mojej wie­rze, że wszyst­ko do nas wra­ca.

 

Życie, wiecz­ność, dobro.

W co ja wie­rzę? Sły­sząc takie pyta­nie zasta­na­wia­my się zwy­kle nad czymś kon­kret­nym, czymś, co moż­na sobie wyobra­zić. Czymś jak Bóg, Allah czy lata­ją­cy talerz spa­ghet­ti. Nie­ste­ty tego, w co wie­rzę nie da się okre­ślić jed­nym imie­niem. Wie­rzę w życie, w ener­gię spraw­czą, w tę myśl, któ­ra pozwa­la drze­wom rosnąć, gwiaz­dom świe­cić, a rze­kom pły­nąć.

Nie wie­rzę w to, że spo­śród tylu wyznań tyl­ko jed­ne­mu ludo­wi uda­ło się odkryć praw­dę naj­praw­dziw­szą i jedy­ną, oraz że tyl­ko on będzie nagro­dzo­ny po śmier­ci. To takie nasze ludz­kie myśle­nie, że jed­ni muszą być nagra­dza­ni, bo zro­bi­li coś dobrze, a inni kara­ni, bo wybra­li źle. To coś po śmier­ci jest o wie­le mądrzej­sze od nas i nie bawi się w podzia­ły. Nie powie kil­ku miliar­dom ludzi, że muszą iść do pie­kła, bo nie cho­dzi­li w nie­dzie­lę do kościo­ła, albo dla­te­go, że jedli wie­przo­wi­nę.

 

Nie każ­dy, któ­ry Mi mówi: Panie, Panie!, wej­dzie do kró­le­stwa nie­bie­skie­go, lecz ten, kto speł­nia wolę moje­go Ojca, któ­ry jest w nie­bie. (Mt 7:21)

 

Dla mnie te sło­wa mówią jasno, że nie ten, kto woła imię Boga, bawi się w obrząd­ki, nie ten, kto co nie­dzie­lę cho­dzi do kościo­ła, a ten, któ­ry po pro­stu jest dobrym czło­wie­kiem osią­gnie szczę­ście po śmier­ci. Nie wiem, czy jakiś ksiądz to tak zin­ter­pre­tu­je, ale nie rozu­miem, dla­cze­go tyl­ko inter­pre­ta­cja księ­dza mia­ła­by być tą wła­ści­wą. Dla­cze­go tyl­ko wąskie gro­no ludzi może mówić nam, co zna­czą kon­kret­ne sło­wa Biblii. Bo ktoś ich wcze­śniej tego nauczył? A mówiąc o semi­na­rium lepiej było­by powie­dzieć: zapro­gra­mo­wał do takich odpo­wie­dzi. Dla­cze­go ten ktoś przy­zna­je sobie pra­wo do wyłącz­no­ści na inter­pre­ta­cję Biblii?

 

To “coś” po śmier­ci nie będzie wraz z “tymi dobry­mi” patrzeć z góry na grzesz­ni­ków. Nie będzie szczę­śli­we, podob­nie jak i żaden dobry czło­wiek, jeśli będzie wie­dział, że gdzieś tam ktoś cier­pi, bo zro­bił coś głu­pie­go pod­czas życia. A wła­ści­wie pod­czas bycia dziec­kiem. Bo sko­ro dusza/świadomość (nazew­nic­two nie­istot­ne) jest nie­śmier­tel­na, to czy 80 lat nie jest dla niej dzie­ciń­stwem przy tych miliar­dach, któ­re ją cze­ka­ją? Dla­cze­go więc karać dziec­ko za jego błę­dy?

 

W fil­mi­ku poni­żej zabaw­na wizja pie­kła jako porad­ni psy­cho­lo­gicz­nej, a raczej kom­plek­su reso­cja­li­za­cyj­ne­go. I to ma sens! Oczy­wi­ście jest też pewien grzech, któ­re­go się nie wyba­cza. ;)

 

Chcę przez to powie­dzieć, że nie jest dla mnie waż­ne jakie­go wyzna­nia jesteś, waż­ne byś był dobrym czło­wie­kiem. A nawet jeśli taki nie jesteś, to nie wie­rzę, że z tego powo­du cze­ka Cię cier­pie­nie.  Wyda­je mi się, że po śmier­ci może nie nastą­pić żaden podział na ludzi złych i dobrych. Po pro­stu będzie­my. Nie widzę też kon­kret­ne­go miej­sca poby­tu, nie wyobra­żam sobie dusz o fizycz­nym wyglą­dzie czło­wie­ka. Dla mnie nie ma takie­go miej­sca do któ­re­go się uda­je­my, a zara­zem jest ono wszę­dzie i w każ­dym cza­sie. To zna­czy nasze ludz­kie tysiąc lat temu i nasze ludz­kie za tysiąc lat. Podej­rze­wam też ewen­tu­al­ną rein­kar­na­cję, jako spo­sób na ludzi, któ­rzy zbłą­dzi­li pod­czas życia, ale nie musi ona wca­le odbyć się w obrę­bie naszej pla­ne­ty. Rachu­nek praw­do­po­do­bień­stwa dowo­dzi temu, że gdzieś, na innych pla­ne­tach musi ist­nieć życie, więc może­my odro­dzić się na zupeł­nie innej pla­ne­cie, a nawet w innym wymia­rze. (Pole­cam zoba­czyć ten fil­mik pod spodem.)

 

Moż­li­we, że to te fizycz­ne życie w cie­le jest naj­więk­szym z cier­pień dla naszej świa­do­mo­ści i to ono jest naszym “pie­kłem”. Na pew­no nie cho­dzi o to, by ten czas na popra­wie­nie się trwał wiecz­nie, dla­te­go cia­ło umie­ra. Po uświa­do­mie­niu sobie tego napraw­dę prze­sta­łam bać się śmier­ci. To zna­czy prze­sta­łam bać się fak­tu, że kie­dyś muszę umrzeć, ale nie cho­dzi o to, że nie prze­szka­dza­ło­by mi, gdy­bym mia­ła umrzeć za rok. Jestem przy­zwy­cza­jo­na do moje­go życia, tu na zie­mi, nie wiem jak to jest po śmier­ci, więc oczy­wi­ście nie chcia­ła­bym umie­rać. ;)

 

Wie­rzę, że po śmier­ci wszyst­kie­go się dowia­du­je­my. Dla­cze­go wszech­świat ist­nie­je, jak funk­cjo­nu­je, jaką ma osta­tecz­ną postać. Wie­rzę też, że może­my wię­cej, że cia­ła ogrom­nie nas znie­wa­la­ją, a dla duszy wszyst­ko jest moż­li­we i osią­gal­ne. Wie­rzę, że świat jest dobry, dla­te­go niko­go po śmier­ci nie spo­tka wiecz­ne cier­pie­nie. Świat jest per­fek­cyj­nie dobry, bo w tym cha­osie pla­net, gwiazd, kon­ste­la­cji wszyst­kie te powią­za­nia funk­cjo­nu­ją per­fek­cyj­nie, jak w szwaj­car­skim zegar­ku. Wszyst­ko jest ze sobą dosko­na­le zgra­ne, świat mikro­or­ga­ni­zmów na zie­mi jaki i zależ­no­ści pomię­dzy olbrzy­mi­mi pla­ne­ta­mi poza nią. Wszyst­ko dąży do dosko­na­ło­ści, wzro­stu, roz­wo­ju.

 

Jak widzi­cie moja filo­zo­fia życia jest dość pro­sta i krę­ci się wokół dobra. Po pro­stu, jeśli jeste­śmy dobrzy wszyst­ko jest w porząd­ku. Dla mnie tyl­ko poprzez bycie dobrym czło­wie­kiem moż­na być szczę­śli­wym czło­wie­kiem. Tyl­ko ludzie, któ­rzy poma­ga­ją innym, są mili, pozy­tyw­ni, kul­tu­ral­ni, tyl­ko oni mogą być szczę­śli­wi, rów­nież po śmier­ci. Ci, któ­rzy krzyw­dzą innych muszą jesz­cze nauczyć się jak być szczę­śli­wym, czy­li jak być dobrym, ale na pew­no nie mają cier­pieć. Bo ten, kto jest dobry, nie chce, by inny cier­piał.

 

Na pew­no o czymś zapo­mnia­łam, na pew­no za mie­siąc, dwa napi­sa­ła­bym ten wpis nie­co ina­czej, podob­nie jak napi­sa­ła­bym go ina­czej parę mie­się­cy wcze­śniej. Moja “wia­ra” wciąż ewo­lu­uje. Nie mam tu na myśli tego, że zmie­niam zasa­dy funk­cjo­no­wa­nia świa­ta, któ­re sobie usta­li­łam, ale wciąż odnaj­du­ję nowe ulep­sze­nia do nich, któ­re poka­zu­ją mi tyl­ko, że to w co wie­rzę ma sens i two­rzy całość. Te trzy punk­ty w mojej filo­zo­fii życia są ze sobą ści­śle powią­za­ne i wza­jem­nie się tłu­ma­czą. Chęt­nie posłu­cham o Waszym podej­ściu do życia, może w jakiś spo­sób uzu­peł­ni ono moje prze­ko­na­nia, może otwo­rzy mi oczy na coś nowe­go. Jestem też bar­dzo, ale to bar­dzo cie­ka­wa, ile osób ma podob­ną filo­zo­fię życia do mojej. ;)

Do następ­ne­go czy­ta­nia!

Ania
Fol­low

  • nie­wa­zne

    Myślę prak­tycz­nie tak samo jak Ty.
    Szko­da ze w real­nym życiu nie spo­ty­ka się podob­nie mysla­cych ludzi. Zwy­kle jak zaha­czam o temat filo­zo­fii życia czy ogól­nie wia­ry, to ludzie patrzą jak na głu­pie­go ze nie wie­rze w jedy­ne słusz­ne kato­lic­kie Praw­dy. Ewen­tu­al­nie dobry zna­jo­my w ramach żar­tu nazwie mnie A bo ty to bez­boż­nik jesteś.
    Ja myślę ze ci co np zabi­li dru­gie­go czło­wie­ka ale nie tyl­ko lub spra­wia­li mu cier­pie­nie to beda musie­li przejść przez życie jesz­cze raz. Doświad­cza­jąc tego co zro­bi­li kie­dyś.

  • Pingback: Jak mam uczyć się języka, którego nie lubię? - Blog studencki()

  • Pingback: O tym, jak mocno się wkurzyłam, a potem pozbyłam się guzka w piersi. - Blue Kangaroo()

  • Jeśli w prze­cią­gu mie­sią­ca przy­cią­gniesz do sie­bie kwo­tę 1000 zł ot tak, z dupy, to uwie­rzę. Czas START! ;)

    • Pro­blem w tym, że nie czu­ję, żebym potrze­bo­wa­ła taką kwo­tę. Nie dam rady tego zro­bić, bo po pro­stu tego nie potrze­bu­ję i nie czu­ję tego. Ale zaj­rzyj sobie w moją zakład­kę podró­że. Jestem stu­dent­ką, a zawsze mam pie­nią­dze na to, cze­go pra­gnę. To jest sens rów­no­wa­gi w życiu. Mieć tyle, ile potrze­bu­jesz.

  • Karo­la Pał­gan

    Tekst jest bar­dzo oso­bi­sty więc jako takie­go oce­niać go nie chcę. Zwłasz­cza, że jest mądry i wywa­żo­ny. Ale jeden ele­ment spra­wił, że się tak trosz­kę zło­śli­wie uśmiechn­nę­łam. Sko­ro żad­na reli­gia nie ma racji (albo może każ­da go ma, zale­ży jak na to spoj­rzeć) to dla­cze­go wła­ści­wie odwo­łu­jesz się aku­rat do Biblii? To tyl­ko książ­ka i gene­ral­nie ktoś ją napi­sał w jed­nym celu: żeby zebrać swo­je reli­gij­ne racje w jed­nym miej­scu. Więc aku­rat uza­sad­nie­nie swo­jej życio­wej wia­ry cyta­tem z Biblii jest w kon­tek­ście całe­go wpi­su tro­chę zabaw­ne. Z dru­giej stro­ny w pew­nym sen­sie mogę je zro­zu­mieć — żyje­my na takiej spe­cy­ficz­nej sze­ro­ko­ści geo­gra­ficz­nej, że czy chce­my czy nie to wła­śnie ta kon­kret­na “obja­wio­na” książ­ka jest nam wtła­cza­na do głów przy każ­dej oka­zji.

    • Nie, nie. ;) Wła­śnie dla­te­go, że czy­ta­ją to oso­by z tego obsza­ru geo­gra­ficz­ne­go. By poka­zać, jak­by na ich przy­kła­dzie, o co tak napraw­dę moim zda­niem w życiu cho­dzi. A co do Biblii, to uwa­żam, że to wspa­nia­ła księ­ga i już chy­ba od roku pla­nu­ję, że kie­dyś ją prze­czy­tam w cało­ści, ale wiecz­nie mam jakieś inne, krót­sze książ­ki do prze­czy­ta­nia. Nie skre­ślam żad­nej świę­tej księ­gi, bo w każ­dej znaj­du­ję coś z moje­go myśle­nia. Nie wiem, czy czy­ta­łaś “Sekret“lub “Potę­gę Pod­świa­do­mo­ści”, ale tam były cyta­ty z Biblii, któ­re nawią­zy­wa­ły do Pra­wa Przy­cią­ga­nia, ale były tak­że cyto­wa­ne sło­wa Bud­dy. ;)

      • Karo­la Pał­gan

        Z “Sekre­tem” ani “Potę­gą pod­świa­do­mo­ści” nie mia­łam do tej pory oka­zji się zapo­zać.
        I dzię­ki za odpo­wiedź, lepiej rozu­miem teraz Twój tok myśle­nia.
        A Biblię czy­ta­łam, całą, od deski do deski i ten, no… Gene­ral­nie Sta­ry Testa­ment to dla mnie taki reli­gij­ny, oszo­łom­ski beł­kot. Nowy Testa­ment wyglą­da na tym tle znacz­nie lepiej.

  • Anna S

    Dopie­ro dzi­siaj tra­fi­łam na Two­je­go blo­ga i zde­cy­do­wa­nie zosta­je na dłu­żej! Nor­mal­nie nie pisze komen­ta­rzy i tyl­ko pod­czy­tu­je tek­sty ale ten wpis zde­cy­do­wa­nie jest war­ty sko­men­to­wa­nia. Dokład­nie w ten sam spo­sób odbie­ram Boga i ota­cza­ją­cy nas świat! Pole­cam prze­czy­ta­nie “Roz­mo­wy z Bogiem” N. D. Walsch. Myślę, że Ci się spodo­ba ;)

    • Dzię­ku­ję za pole­ce­nie! Już doda­ję książ­kę na lubi­my czy­tać. ;) Faj­nie, że są oso­by, któ­re myślą podob­nie. :)

  • Wio­la Star­czew­ska

    Oczy­wi­ście, jeśli o czymś myślisz to się sta­nie, mimo, że odsu­wa­łaś myśli o kon­tro­le­rze, to jed­nak to była rzecz, któ­ra zaj­mo­wa­ła twój umysł. Wyło­ży­łaś się na pod­sta­wach z książ­ki “Sekret”:)

    A tak w ogó­le to lubię czy­tać takie wpi­sy, poka­zu­ją one blo­ge­ra od innej stro­ny, nie tyl­ko jako oso­bę któ­ra radzi co kupić, co robić.

    • Wiem, wła­śnie wiem, ale powiem Ci, że cie­szę się, że tak się sta­ło. To tyl­ko poka­zu­je, że PP dzia­ła. ;)
      Cie­ka­we jest to, że tek­sty, któ­re czy­tel­ni­cy lubią czy­tać, czę­sto są naj­przy­jem­niej pisa­ne. :)

  • Wero­ni­ka

    Muszę przy­znać, że masz nie­mal iden­tycz­ne podej­ście do moje­go! :) Do podob­nych wnio­sków doszłam po latach prze­my­śleń, roz­mów, czy­ta­nia ksią­żek, a nawet oglą­da­nia nie­któ­rych fil­mów. Mogła­bym o tym pisać i pisać, ale na razie się powstrzy­mam :) Jeśli masz otwar­ty umysł (a widzę, że masz), to pole­cam książ­kę “Ram­tha — Bia­ła Księ­ga”. War­to ją prze­czy­tać choć­by jako cie­ka­wost­kę, skła­nia do roz­my­ślań i jest zwy­czaj­nie ład­na. Ma w sobie spo­ro ele­men­tów podob­nych do Two­jej filo­zo­fii.
    Mam też jed­no pyta­nie — czy pole­casz jakieś książ­ki, któ­re w pewien spo­sób zmie­ni­ły Two­je postrze­ga­nie świa­ta i zain­spi­ro­wa­ły do takie­go podej­ścia, jakie opi­su­jesz w poście?
    Pozdra­wiam! :))

    • Ten pro­ces wyglą­dał u mnie bar­dzo podob­nie. Był bar­dzo dłu­go­trwa­ły i moje aktu­al­ne poglą­dy wyni­ka­ją wła­śnie z róż­nych prze­czy­ta­nych ksią­żek, prze­my­śleń, fil­mów, roz­mów a tak­że blo­gów. Z tych nie­stan­dar­do­wych ksią­żek gorą­co pole­cam “O reli­gii” Scho­pen­hau­era. Byłam bar­dzo zdzi­wio­na, że spo­so­ba­ło mi się dzie­ło tego filo­zo­fa, nie wie­dzia­łam, że je tak szyb­ko pochło­nę. No i “Prze­wod­nik po Matri­xie”. To bar­dzo uświa­da­mia­ją­ca i oświe­ca­ją­ca książ­ka. Jest dość spe­cy­ficz­na, bo trze­ba ją oglą­dać na bie­żą­co z róż­ny­mi fil­mi­ka­mi na YT. Nie wie­rzę we wszyst­ko, co jest tam napi­sa­ne, ale wie­le fil­mów i wie­le zdań z tej książ­ki otwar­ło mi oczy. :)

      • Wero­ni­ka

        Wła­śnie pole­ce­nie Scho­pen­hau­era tro­chę mnie zasko­czy­ło, ale chęt­nie prze­czy­tam. Dzię­ki za odpo­wiedź :)

        • To dia­log mię­dzy zwo­len­ni­kiem a prze­ciw­ni­kiem reli­gii chrze­ści­jań­skiej. Nie­sa­mo­wi­te jest, jak jed­na oso­ba mogła wypo­wie­dzieć się po obu stro­nach i zro­bić to w tak świet­ny spo­sób. Dzię­ki tej książ­ce zro­zu­mia­łam, po co powsta­wa­ły reli­gie, dla­cze­go były i są potrzeb­ne oraz pozna­łam też kil­ka wad reli­gii chrze­ści­jań­skiej, któ­rych wcze­śniej nawet sama nie zauwa­ża­łam. Książ­ka jest chu­dziu­teń­ka, ale cza­sa­mi będziesz musia­ła spraw­dzać łaciń­skie nazwy. Dla mnie to było faj­ne inte­lek­tu­al­ne ćwi­cze­nie. :)

  • Jeśli inte­re­su­je Cię idea 10 wymia­rów, pole­cam genial­ną nowel­kę “Fla­tland” :)

  • To chy­ba Twój naj­lep­szy wpis na tym blo­gu. Ja mam bar­dzo podob­ne podej­ście do Cie­bie (a przy­naj­mniej bar­dzo sta­ram się mieć), bo Pra­wo Przy­cią­ga­nia i pozy­tyw­ne myśle­nie to coś, co już nie raz wie­le mi przy­nio­sło. Kie­dy nasta­wia­łam się pozy­tyw­nie i zapo­mi­na­łam o nega­tyw­nych odczu­ciach, popra­wi­łam swo­je rela­cje z ludź­mi, uda­ło mi się wyna­jąć wyma­rzo­ne miesz­ka­nie, cho­ciaż było dzie­się­ciu innych chęt­nych! Wie­rzę, że to Pra­wo ma sens. Faj­nie było poczy­tać te Two­je prze­my­śle­nia ;)

    • Dzię­ku­ję! Wiem, że u Cie­bie się spraw­dza, oby jak naj­wię­cej takich pozy­tyw­nych sytu­acji. :) Uści­ski!

  • Bra­wa za ten oso­bi­sty wpis! ;* Nie­wie­lu by się na to zde­cy­do­wa­ło :) Jak naj­bar­dziej sza­nu­ję :)

  • Faj­nie jest wie­rzyć, że ludzie z natu­ry swej są dobrzy. Wte­dy czy­nie­nie cze­goś dobre­go jest takie… oczy­wi­ste. Bo jak tu się nie zgo­dzić z wła­sną natu­rą? A skrzyw­dze­nie inne­go czło­wie­ka lub zwie­rzę­cia (jedy­ne zna­ne mi zło, to czy­jaś krzyw­da, nikt mi nie wmó­wi, że na górze kogoś obcho­dzi, czy się modlę lub coś odpra­wiam) jest wbrew poczu­ciu spra­wie­dli­wo­ści. Dobrych istot nikt nie chce krzyw­dzić.

    • Pięk­nym za nadob­ne odpła­caj — u mnie się spraw­dzi­ło. :) Też uwa­żam, że czymś złym jest krzyw­dze­nie innej oso­by i nic inne­go. ;)

  • Oso­bi­sty tekst z któ­rym trud­no pole­mi­zo­wać. Dużo mówi o Tobie jako
    dobrej i wraż­li­wej isto­cie :) Swo­iste świa­dec­two życia i tego czym w nim
    się kie­ru­jesz. Ale sko­ro jest tak­że wokół tego co jest mi bli­skie
    odpo­wiem, że nie czu­ję się “zapro­gra­mo­wa­ny do takich (a nie innych)
    odpo­wie­dzi” :) Sło­wo z Biblii dla­te­go przez nie­mal 4000 lat (od Sta­re­go
    Test.) jest atrak­cyj­ne i wciąż czy­ta­ne bo (tak mi się wyda­je, że) Jego
    Twór­ca zawarł w Sło­wie klucz do odczy­ty­wa­nia go oso­bi­ście. Tak…świat
    jest dobry, ale… nie do koń­ca. Dla­te­go tak trud­no być dobrym pośród
    tak­że i złych. Jezus z Naza­re­tu, któ­ry był dobry spo­tkał się z ludź­mi,
    któ­rzy uwa­ża­li ina­czej — że on jest zły, a oni dobrzy i wyko­naw­ca­mi
    pra­wa. Nie miał im tego za złe: “Ojcze wybacz im, bo nie wie­dzą co
    czy­nią”. Na dro­dze ducho­wej dąży­my do tego, żeby coraz lepiej
    poznać Boga. Ale dro­gą do pozna­nia Boga wca­le nie są jakieś
    nad­zwy­czaj­ne oświe­ce­nia. Jezus mówi, że nawet ci, któ­rzy czy­ni­li wiel­kie cuda, czy­li wła­śnie te
    nad­zwy­czaj­ne rze­czy ducho­we, ale któ­rzy rów­no­cze­śnie peł­ni­li nie­pra­wość i
    nie wypeł­nia­li woli Chry­stu­sa — nie zna­ją Go i On też ich nie zna,
    ponie­waż
    się nie zespo­li­li we wspól­nym pra­gnie­niu. Co wię­cej — sądzę, że to po
    pro­stu.… MIŁOŚĆ… Jeśli kocham, to chcę być jak naj­bli­żej i jak
    naj­czę­ściej z oso­bą kocha­ną. Czy tyl­ko przez pój­ście raz na tydzień do
    kościół­ka na jed­ną godzi­nę pobu­jać w obło­kach? Sła­bo ta Miłość wte­dy
    wyglą­da… A może jak moi bli­scy wie­rzą­cy ze Wspól­not zaan­ga­żo­wać się w
    czy­nie­nie dobra? Prze­cież tak jak pisa­łaś: nie cho­dzi o “Panie, Panie”. A
    dobrem może być np. też pamięć w modli­twie — o czym Cię Aniu zapew­niam
    :)

    • Masz rację, miłość jest tu chy­ba sło­wem — klu­czem. :) Co do “zapro­gra­mo­wa­nia” napi­sa­łam tak, bo naczy­ta­łam się o tym jak wyglą­da życie w semi­na­rium i byłam prze­ra­żo­na, dla mnie to wyglą­da jak pro­gra­mo­wa­nie czło­wie­ka, ale może nie wszę­dzie tak jest? Możesz coś na ten temat powie­dzieć, albo może masz jakiś tekst na swo­im blo­gu na ten temat?

  • Ania! Fan­ta­stycz­ny tekst! Pożar­łam go na raz! Ide­al­nie opi­su­ją­cy mój świa­to­po­gląd, zwłasz­cza w kwe­stiach reli­gij­nych. Nie wiem nawet co mogła­bym dopo­wie­dzieć! :*

    • Oo! Super, nie wie­dzia­łam, że mamy aż tak zbli­żo­ne poglą­dy. ;)

  • jesz­cze nikt w inter­ne­cie nie napi­sał tak traf­nie o wie­rze, któ­ra jest jed­no­cze­śnie podob­na do moje­go podej­ścia! świet­ny tekst, bar­dzo Ci za nie­go dzię­ku­ję:)

    • :) Faj­nie sły­szeć, że wię­cej osób myśli podob­nie do mnie. :) Ślę uści­ski! :)

  • Tro­chę się zga­dzam, ale głów­nie się nie zga­dzam. Tak to jest po moje­mu:

    Przede wszyst­kim wyda­je mi się, że zbyt swo­bod­nie trak­tu­jesz defi­ni­cję Pra­wa Przy­cią­ga­nia. Okre­śle­nie to, o ile się nie mylę, pocho­dzi z książ­ki „Sekret” i ozna­cza ezo­te­rycz­ną wła­ści­wość umy­słu, któ­ry ma rze­ko­mo wpra­wiać Wszech­świat w wibra­cje i w bez­po­śred­ni i nie­ogra­ni­czo­ny spo­sób for­mo­wać rze­czy­wi­stość. Nie moż­na sto­so­wać tego zamien­nie z samo­speł­nia­ją­cym się pro­roc­twem, któ­re z defi­ni­cji pole­ga na tym, że nasze ocze­ki­wa­nia z sto­sun­ku do do pew­nych zda­rzeń wpły­wa­ją na nasze zacho­wa­nia, któ­re mogą dopro­wa­dzić do tych wła­śnie zda­rzeń. I to zja­wi­sko jest dla mnie akcep­to­wal­ne. Róż­ni­ca jest sub­tel­na, ale klu­czo­wa. W jed­nym i dru­gim wypad­ku myśli for­mu­ją rze­czy­wi­stość, ale w przy­pad­ku PP ma to być wpływ bez­po­śred­ni i nie­ogra­ni­czo­ny, a w przy­pad­ku samo­speł­nia­ją­ce­go się pro­roc­twa pośred­ni (myśli -> zacho­wa­nie -> rze­czy­wi­stość) i oczy­wi­ście ogra­ni­czo­ny. Jak zresz­tą zauwa­żył pol­ski men­ta­li­sta, Piotr Dep­tuch, jeśli myśli fak­tycz­nie wpły­wa­ją w tak wiel­kim stop­niu na rze­czy­wi­stość, to dla­cze­go tylu ludzi codzien­nie umie­ra z gło­du. Jestem prze­ko­na­ny, że myślą o jedze­niu w stop­niu więk­szym, niż jeste­śmy sobie to w sta­nie wyobra­zić, a mimo to tego jedze­nia nie przy­cią­ga­ją. Wia­rę innych ludzi w PP moż­na moim zda­niem wyja­śnić selek­tyw­ną per­cep­cją, ilu­zją gru­po­wa­nia i bra­kiem zna­jo­mo­ści pod­staw sta­ty­sty­ki.

    Nasta­wia­nie się do kogoś/czegoś w jakiś kon­kret­ny spo­sób łączy się z Efek­tem Pol­ly­an­ny i rów­nież nie ma nic wspól­ne­go z ezo­te­ry­ką.

    Wie­le rze­czy do nas wra­ca, ale ma to zwią­zek z rela­cja­mi mię­dzy­ludz­ki­mi, a nie z magicz­ną siłą Wszech­świa­ta. W dużym skró­cie i nie­mal nie­wy­ba­czal­nym uogól­nie­niu: jeśli jeste­śmy dla kogoś mili, to popra­wia­my sobie samo­po­czu­cie i inni też są dla nas mili i wte­dy mamy jesz­cze lep­sze samo­po­czu­cie, co wpły­wa na naszą efek­tyw­ność co popra­wia nasze samo­po­czu­cie itd.

    Two­je wie­rze­nia chy­ba da się jed­nak opi­sać jed­nym sło­wem: pan­de­izm. Wygo­ogluj. Ja sam chy­ba jestem chrze­ści­jań­skim deistą.

    Jeśli uda­ło mi się w Tobie zasiać choć ziar­no ciekawości/wątpliwości i zain­try­go­wał Cię racjo­nal­ny punkt widze­nia, to pole­cam pro­gra­my Der­re­na Brow­na, a zwłasz­cza (ze wzglę­du na pokre­wień­stwo tema­tó z tema­ty­ką posta) „Mesjasz” i „Wia­ra”, są dostęp­ne w jutu­bie. Jeśli oba­wiasz się, że pod­ko­pie to lub nawet zruj­nu­je Twój świa­to­po­gląd (co jest uni­wer­sal­ną oba­wą pra­wie wszyst­kich ludzi), to pro­po­nu­ję pewien eks­pe­ry­ment myślo­wy, któ­ry kie­dyś mi pomógł.

    Wyobraź sobie, że bie­rzesz swo­je poglą­dy i wkła­dasz je do pudeł­ka. Nikt nie ma zamia­ru ich ata­ko­wać, ale na razie scho­waj pudeł­ko w bez­piecz­nym miej­scu i na jakiś czas o nim zapo­mnij. Otwórz się na nowe infor­ma­cje i poroz­ma­wiaj­my. Jeśli uznasz, że nie mam racji, będziesz mogła wyjąc swo­je pudeł­ko.

    W zasa­dzie jak­bym się tro­chę wysi­lił, to mógł­bym z tego komen­ta­rza wysma­ro­wać osob­ne­go posta, ale mi się nie chce. Pzdr:)

    • W “Sekre­cie” jest o tym, że myśl jest wibra­cją, tak jak wszyst­ko nią jest i cho­dzi o to, że takie same wibra­cje się przy­cią­ga­ją. ;) Spe­cjal­nie poda­łam je razem z samo­speł­nia­ją­cym się pro­roc­twem, bo mi jest napraw­dę obo­jęt­ne, w jaki spo­sób to się dzie­je. Po pro­stu bio­rę z wszyst­kie­go, co znam to, co czu­ję, że jest słusz­ne.

      Dla mnie tłu­ma­cze­nie wszyst­kie­go nauką nie jest dobrym pomy­słem, szcze­gól­nie jeśli cho­dzi o pró­bę wytłu­ma­cze­nia cze­goś nie­do­stęp­ne­go dla naszych zmy­słów, bo jak może­my sta­rać się wytłu­ma­czyć naszy­mi zmy­sła­mi? Nauko­wiec roz­po­czy­na­ją­cy bada­nie ma zwy­kle na celu wytłu­ma­czyć coś w nauko­wy spo­sób i oczy­wi­stym jest, że mu się to uda. Ostat­nio oglą­da­łam film na temat Nowej Medy­cy­ny i bar­dzo spodo­bał mi się w nim opis powsta­wa­nia badań. Było o tym, że np. jeśli nauko­wiec zbie­rze 1000 osób cho­rych na raka i każ­dej set­ce ludzi karze nosić inny kolor skar­pe­tek przez jakiś tam okres, to po jego upły­wie, któ­ryś kolor skar­pe­tek będzie domi­no­wał. Np. osób, któ­re nosi­ły zie­lo­ne skar­pet­ki zosta­ło naj­mniej na tym świe­cie, więc moż­na już napi­sać, że nosze­nie zie­lo­nych skar­pe­tek pogar­sza stan cho­re­go na raka i przy­spie­sza śmierć. Jest to potwier­dzo­ne nauko­wo! Potem wystar­czy jesz­cze dodać, że naukow­cy pra­cu­ją jesz­cze nad tym zagad­nie­niem i już mamy goto­wą teo­rię. Bada­nia moż­na robić pod sie­bie, a nawet trud­no jest tego unik­nąć. Nie uwa­żam badań nauko­wych za nie­pod­wa­żal­ną praw­dę, bo naukow­cy są w sta­nie zba­dać tyl­ko nasz świat, ten ludz­ki. Nie mają moż­li­wo­ści bada­nia inne­go świa­ta, bo uży­wa­ją do tego naszych, ludz­kich przy­rzą­dów, ludz­kie­go spo­so­bu myśle­nia i przede wszyst­kim, tak jak pisa­łam wcze­śniej cho­dzi im o to, żeby coś nauko­wo udo­wod­nić, więc zawsze to robią.

      Musia­łam sobie wygo­oglo­wać, co to pan­de­izm, bo już nie pamię­ta­łam. :) Nie­ste­ty nie pasu­je, ponie­waż oni uwa­ża­ją, że ta siła nie inge­ru­je w nasze życie, a ja prze­cież pisa­łam, że to robi. :) Nie chcę się utoż­sa­miać z żad­nym z wyzwań, z żad­ną z nazw, bo to strasz­nie ogra­ni­cza­ją­ce i cza­sem jed­na rzecz w danej reli­gii ruj­nu­je mi cały świa­to­po­gląd, albo też zamy­ka na coś inne­go.

      Widzę, że Ty lubisz wszyst­ko nazy­wać i ja też w sumie lubię to robić, ale po to, by zauwa­żyć “wow, to ludzie to już jakoś nazwa­li, w sumie to to logicz­ne i wie­dzia­łam, że tak jest, ale nie wie­dzia­łam, że jest to wyod­ręb­nio­nym zja­wi­skiem”. Wyda­je mi się, że nie powin­no patrzeć się na wszyst­ko tak z osob­na. Wszyst­ko jest w jakiś spo­sób połą­czo­ne, czy­li efekt Pol­ly­an­ny, samo­speł­nia­ją­ce się pro­roc­two, kar­ma i PP też, bo to jest jeden świat, ale nie kil­ka róż­nych. A fil­my tak, bar­dzo chęt­nie zoba­czę i to już na dniach. ;)

      • To, co piszesz o nauce, jest nie­do­rzecz­ne. Nie wiem, kto robił film, któ­ry oglą­da­łaś, ale dla mnie oczy­wi­ste jest, że nie miał on zie­lo­ne­go poję­cia o meto­dzie nauko­wej, bo to nie w taki spo­sób dzia­ła. Meto­do­lo­gia, któ­rą opi­sa­łaś speł­nia naj­wy­żej (i to led­wie) warun­ki para­nau­ki, ale na pew­no nie zosta­ła­by zaak­cep­to­wa­ne w śro­do­wi­sku nauko­wym. Po pierw­sze: bada­nia nauko­we kosz­tu­ją, a nie ma żad­nych pod­staw, żeby zacząć je prze­pro­wa­dzać, ponie­waż nie ma żad­ne­go robo­cze­go wyja­śnie­nia wpły­wu kolo­ru skar­pet na raka. Po dru­gie: za mała pró­ba. Po trze­cie: nie ma gru­py kon­tro­l­nej, a więc nie jest speł­nio­na zasa­da śle­pej pró­by (nie mówiąc już o podwój­nie śle­pej pró­bie, któ­ra była­by wska­za­na przy tego typu bada­niach). Po trze­cie: bada­nie nie zosta­ło wie­lo­krot­nie powtó­rzo­ne przez inne ośrod­ki nauko­we, co naj­waż­niej­szym ele­men­tem meto­dy nauko­wej. Ele­men­tów jest wię­cej, ale te w spo­sób oczy­wi­sty doty­czą przy­to­czo­ne­go przez Cie­bie przy­kła­du. Kom­plet­ną bzdu­rą już jest, że naukow­cy zawsze udo­wad­nia­ją to, co chcą udo­wod­nić. Fak­tycz­nie dość czę­sto zda­rza się, że dany nauko­wiec uwa­ża, że cze­goś dowiódł, bo pasu­je to do jego teo­rii, ale po to inni naukow­cy powta­rza­ją bada­nia w swo­ich warun­kach i po to są publicz­nie udo­stęp­nia­ne rapor­ty z badań, żeby wyeli­mi­no­wać takie sytu­acje.

        Nie napi­sa­łem, że nauka powin­na tłu­ma­czyć wszyst­ko, bo tłu­ma­czyć wszyst­kie­go nie może. Nauka z samej swo­jej natu­ry może tłu­ma­czyć tyl­ko rze­czy wery­fi­ko­wal­ne (cho­ciaż dzi­siaj sto­su­je się lep­sze kry­te­rium: fal­sy­fi­ko­wal­ność). Ale jak naj­bar­dziej może tłu­ma­czyć PP, ponie­waż ludzie doświad­cza­ją efek­tów swo­ich myśli. I meto­da nauko­wa oba­li­ła ezo­te­rycz­ną inter­pre­ta­cję dzia­ła­nia PP dzię­ki wie­lo­let­niej ana­li­zie wie­lu badań.

        Nie wiem, co masz na myśli, mówiąc o patrze­niu na wszyst­kie­go z osob­na. Przy­wią­zu­ję wiel­ką wagę do defi­ni­cji, ponie­waż okre­śle­nia, któ­re poda­łaś, zawie­ra­ją w sobie róż­ne wyja­śnie­nia na róż­ne zja­wi­ska. Efekt Pol­ly­an­ny jest nauko­wym wyja­śnie­niem ten­den­cji, któ­ra spra­wia, że opty­mi­ści są szczę­śliw­szy­mi ludź­mi od pesy­mi­stów. Samo­speł­nia­ją­ce się pro­roc­two mówi o tym, że cza­sa­mi to wła­śnie nasze dzia­ła­nia powo­du­ją speł­nie­nie się jakichś ocze­ki­wań, mimo że to wła­śnie na sku­tek tych ocze­ki­wań pod­ję­li­śmy te dzia­ła­nia. Kar­ma ozna­cza wyż­szą spra­wie­dli­wość w szer­szej filo­zo­fii, według któ­rej dobro do nas wra­ca. PP już wyja­śni­li­śmy. Nie ma pro­ble­mu z tym, że ktoś chce patrzeć na to sze­rzej i szu­kać spo­so­bów, jak to wszyst­ko się łączy, ale przed­tem musi­my każ­de zja­wi­sko dokład­nie poznać z osob­na.

        Nazy­wa­nie rze­czy jest waż­ne, ponie­waż dzię­ki temu może­my się łatwiej komu­ni­ko­wać. Ale w tym celu musi­my rozu­mieć nazew­nic­two w taki sam spo­sób. Takie seman­tycz­ne nie­chluj­stwo typu „rozum­cie to sobie jak chce­cie” albo „nazy­waj­cie to sobie jak chce­cie” tę komu­ni­ka­cję utrud­nia, pro­wa­dzi do nie­po­ro­zu­mień. Szcze­gól­nie waż­ne jest to w tego typu tema­tach, ponie­waż Pra­wo Przy­cią­ga­nia przy­czy­ni­ło się do śmier­ci ludzi. Są przy­pad­ki osób, któ­re pod wpły­wem lek­tu­ry „Sekre­tu” np. nie leczy­ły raka, bo wie­rzy­ły, że wyle­czą się dzię­ki PP. Jed­na kobie­ta była nawet u Oph­ry (świa­do­mie odrzu­ca­jąc lecze­nie raka) i na ante­nie pro­si­ła ludzi o wysy­ła­nie swo­ich pozy­tyw­nych myśli. Umar­ła.

        Dla­te­go PP zawsze szcze­gól­nie mnie poru­sza, bo to nie jest to samo co samo­speł­nia­ją­ce się pro­roc­two. To dru­gie jest dla mnie nie tyl­ko akcep­to­wal­nym, ale i oczy­wi­stym wyja­śnie­niem nie­któ­rych zja­wisk, i każ­dy, kto je zro­zu­mie, zro­zu­mie też jego ogra­ni­cze­nia i nie będzie podej­mo­wać takich głu­pich decy­zji. PP nato­miast tępię, bo a) nie ma żad­nych solid­nych prze­sła­nek prze­ma­wia­ją­cych za jego praw­dzi­wo­ścią b) jest szko­dli­we i w skraj­nych przy­pad­kach pro­wa­dzi do śmier­ci ludzi, któ­rzy w nie uwie­rzy­li.

        :)

  • Też jakiś czas temu popeł­ni­łam nie­co podob­ny tekst. Nie chcę wyzna­wać żad­nej reli­gii, nie mam ocho­ty nazy­wać tej siły, któ­ra wszyst­kim kie­ru­je — pra­wo przy­cią­ga­nia, kar­ma — jak­kol­wiek. Wiem tyl­ko, że to w świe­cie jest, czu­ję to “w powie­trzu”, akcep­tu­ję poczu­cie, że ist­nie­je coś sil­niej­sze­go od nas i sta­ram się z tego korzy­stać w dobrej wie­rze i w dobry spo­sób :) Wycho­dzi róż­nie, ale sta­ram się. Chy­ba wszyst­ko tak napraw­dę zależ­ne jest od nasze­go nasta­wie­nia i ener­gii, jaką ema­nu­je­my. Coraz czę­ściej się o tym prze­ko­nu­ję na wła­snej skó­rze!

    • Zawsze mi się wyda­wa­ło, że blo­gi czy­ta­ją i piszą oso­by do sie­bie podob­ne i widzę, że to ma sens. ;p

  • Super, że odwa­ży­łaś się napi­sać tak “oso­bi­sty” tekst. Ja rów­nież wie­rzę w pra­wo przy­cią­ga­nia. Wie­le razy zda­rzy­ło mi się, że dobre uczyn­ki przy­cią­ga­ły do mnie dobre rze­czy, a moje myśli kie­ro­wa­ły moim życiem. Piszę to w cza­sie prze­szłym, bo nie­ste­ty nie jest łatwo utrzy­my­wać cią­gle dobry nastrój i myśleć pozy­tyw­nie. Mia­łam taki czas kie­dy dosłow­nie każ­dą sekun­dę tłu­ma­czy­łam czymś co zro­bi­łam w prze­szło­ści. Uspra­wie­dli­wia­łam wszyst­kie złe rze­czy, któ­re mnie spo­ty­ka­ły i “two­rzy­łam” to co chcia­łam w danym momen­cie osią­gnąć. Bar­dzo chcia­ła­bym do tego wró­cić, ale czu­ję się taka “pusta” i pozba­wio­na moty­wa­cji. Wiem, że to może nie mieć sen­su, ale mam nadzie­ję, że wiesz o co mi cho­dzi i możesz mi coś dora­dzić.
    Pozdra­wiam!

    • Masz rację, mi też się zda­rza wypaść z ryt­mu, a potem tyl­ko pogrą­żać w tym sta­nie. Sta­ram się wte­dy jak naj­szyb­ciej wró­cić do wcze­śniej­sze­go spo­so­bu myśle­nia. Co wte­dy robię? Odświe­żam książ­ki, któ­re mnie zain­spi­ro­wa­ły, spo­ty­kam się z ludź­mi, któ­rzy mnie inspi­ru­ją, pla­nu­ję moją przy­szłość, albo po pro­stu gdzieś wyjeż­dżam, ponie­waż podró­że napa­wa­ją mnie pozy­tyw­ną ener­gią. :) Faj­nie jest też poroz­ma­wiać ze sobą. Np. prze­pro­wa­dzić roz­mo­wę zapi­su­jąc ją na kart­ce. Dla­cze­go się tak źle czu­ję? Bo to i to. Jak mogę roz­wią­zać ten pro­blem i poczuć się zno­wu dobrze? Tak i tak. Ok to dzia­łam! Mniej wię­cej na tej zasa­dzie to u mnie funkcjonuje.Próbowałaś tak już? :)

  • Według mnie masz cie­ka­we podej­ście, a przy tym hm.. mądre (oczy­wi­ście to moje zda­nie, żeby niko­go nie ura­zić :)). Z 1 i 2 punk­tem w 100% się zga­dzam, a 3 na pew­no dał mi do myśle­nia. Cze­kam na Twój wpis o Pra­wie Przy­cią­ga­nia ;)

  • Brze­ska

    Wpa­so­wa­łaś się tym tek­stem w obec­ny moment nauki do licen­cji. Oso­bi­ście zawsze pod­cho­dzi­łam do życia, że jeśli ktoś ma jakiś jasno wyty­czo­ny cel i do nie­go dąży to go osią­gnie. A siła myśli jest ogrom­na — nie wiem, cyz pod­cho­dzę stric­te do tego jak Ty, ale choć­by zauwa­ża­jąc drob­ne spra­wy, zły dzień może nagle stać się dobrym dniem

    • Mało jest osób o dokład­nie takich samych poglą­dach, zawsze się coś u nas róż­ni. :) Dzi­siaj mia­łam wła­śnie tak jak piszesz. Brzyd­ka pogo­da, deszcz i wgl nie chcia­ło mi się wsta­wać. Pomy­śla­łam tyl­ko tym, że jadę dziś na Let me out i wysko­czy­łam z łóż­ka, bo poczu­łam eks­cy­ta­cję. :)