fbpx

W co wierzę? Moja filozofia życia w 3 punktach.

 

 

Za napisanie tego wpisu zabierałam się naprawdę bardzo, ale to bardzo długo. Nie chciałabym tym tekstem nikogo urazić, szanuję wszystkie religie i uważam, że każdy z nas ma wolny wybór. Chcę jedynie opowiedzieć o tym, w co ja wierzę. Jeżeli ten wpis miałby na kogoś wpłynąć, to jedynie w taki sposób, by otworzył oczy i pozwolił myśleć bez blokad nałożonych nam przez naszą kulturę, nasze otoczenie, społeczność, ale przecież staram się robić to w wielu tekstach, więc i tutaj nie powinno to być problemem. Wszystko, co napisałam w tym wpisie to tylko moje osobiste poglądy, a nie prawda absolutna, którą chcę Wam przekazać jako tą jedyną.

 

Myśli kreują rzeczywistość.

Możliwe, że zaobserwowaliście już, że bardzo wierzę w potęgę myśli i fakt, że kształtują one naszą rzeczywistość. Nazewnictwo nie ma dla mnie znaczenie, można mówić, że to Prawo Przyciągania i ja zwykle tak robię, a można mówić, że to tylko samospełniające się proroctwo i to też będzie prawdą. Swego czasu miałam pogląd, że to Bóg (ale nie ten konkretny chrześcijański, tylko po prostu istota wyższa) stworzył Prawo Przyciągania, żeby ułatwić sobie spełnianie próśb i modlitw, ale odkąd przestałam postrzegać go jako konkretną, fizyczną postać i zrozumiałam, że „Bóg” jest wszystkim, jest całym życiem, wiedzą i także Prawem Przyciągania przestałam myśleć w ten sposób.

 

Wpływ myśli na otaczającą mnie rzeczywistość dostrzegam każdego dnia bez wyjątku. Widzę go nawet w małych, prostych sprawach. Nie chcę tutaj opowiadać o samym Prawie, bo na to poświęcę jeszcze osobny wpis, ale naprawdę patrząc z boku na moje życie widzę, że to ja sama je tak ukształtowałam. Podając parę luźnych przykładów: odkąd znam Prawo nie zdarzyło mi się jeszcze stać w busie, którym jeżdżę 45-60 minut do Katowic, mimo że słyną one z tłoku. Od roku zaliczam wszystkie kolokwia i egzaminy w pierwszym terminie, chociaż wcale nie uczę się do nich więcej niż wcześniej, a u nas to naprawdę duży wyczyn. ;) Zawsze, gdy jadę w podróż mam ładną pogodę nawet, gdy prognozy mówią inaczej. Naprawdę dużo jest takich przykładów również tych negatywnych, których nie chciałabym utrwalać na piśmie. Zawsze najpierw jest myśl, a potem działanie. Sposób w jaki ocenisz siebie i swoje predyspozycje do wykonywania jakiegoś zajęcia wpłynie na to, jak będziesz je wykonywał. Więcej na ten temat pisałam w tekście: Jaką przeszkodę jeszcze sobie wymyślisz? Nic się nie dzieje, jeżeli wcześniej o tym nie pomyślimy. Jeżeli jesteśmy w pewien sposób do czegoś/kogoś nastawieni, to będziemy wyłapywali tylko to, co potwierdzi nasze myśli i dla nas to coś/ten ktoś faktycznie takim będzie. Tak samo jeśli będziemy wciąż myśleć o czymś, czego bardzo pragniemy, zaczniemy dostrzegać drogi i możliwości, które pomogą nam to osiągnąć. Świat ciągle daje nam nowe szanse, tylko trzeba z nich umieć skorzystać.

 

DSC_0914

 

Wszystko kiedyś wróci.

Nim poznałam Prawo Przyciągania na własnej skórze odczułam, że wszystko, co robimy do nas wraca. Nie nazywam tego karmą, bo nie chcę chwytać się żadnej, konkretnej religii, a co za tym idzie pojęcia ale tak, zdecydowanie jest to dokładnie tym, czym jest karma. Widzę jak wracają do mnie podarowane innym uśmiechy, słowa, gesty. Wracają pieniądze, wraca szczęście i dobry nastrój.  Ostatnio miałam taką ciekawą przygodę.

 

Jechałam na korepetycje autobusem, ale zapomniałam przełożyć do torebki portfela i nie miałam pieniędzy, by kupić bilet. Musiałam wsiąść do tego autobusu bo inaczej nie zdążyłabym dojechać do dzieci. W torebce znalazłam stary bilet, ale z innego związku komunikacji miejskiej. Był niebieski, a miejscowe bilety są różowe. Wsiadłam do autobusu z postanowieniem i obietnicą, że podczas następnej podróży tym autobusem skasuję 2 bilety. Jeden za tą podróż, którą właśnie odbywam, drugi za tą którą będę wtedy odbywać. W autobusie skasowałam skasowany już bilet innego związku komunikacyjnego i szczerze powiem, że zrobiłam to na wszelki wypadek, gdyby kontroler akurat siedział już w autobusie i mnie obserwował. Na górnej części biletu pojawiła się nowa data i godzina. Na dolnej jego części widniała ta stara. Starałam się przyciągnąć brak kontroli, ale jak wiecie przyciągnięcie braku czegoś jest wyjątkowo trudne, bo właściwie to skupiamy się na tym czymś, czego nie chcemy. Wyobrażałam sobie więc, że dojeżdżam spokojnie na miejsce, ale mimo to nie potrafiłam powstrzymać myśli o tym, co powiem, jeżeli wejdzie kontroler. A ten oczywiście się pojawił. Byłam zszokowana, bo był to ostatni przystanek przed moim wyjściem w dodatku na totalnej wsi, gdzie nikomu nigdy nie chciało się dojeżdżać. W myślach wciąż obiecywałam, że następnym razem skasuję te dwa bilety. W tym czasie podeszła do mnie kontrolerka i poprosiła o bilet. Podałam jej ten, który miałam, ona popatrzyła na niego, sprawdziła godzinę i oddała. Oddała mi niebieski bilet i nawet nie zauważyła, że powinien być różowy, że zupełnie inaczej wygląda i że był już wcześniej skasowany! Nie odwróciła go nawet na drugą stronę! Poczułam ulgę, radość i zdziwienie. Właściwie to byłam tak szczęśliwa, że pytanie, które zadała mi po chwili wcale mnie nie wystraszyło, bo byłam pewna, że wszystko będzie dobrze. Kobieta poprosiła o legitymację, niestety została ona w portfelu, więc powiedziałam, że jej nie mam, ona poprosiła tylko, bym następnym razem miała ją przy sobie, bo za jej brak grozi kara wysokości 60 złotych i poszła. Ja wysiadłam na następnym przystanku.

 

W dniu, w którym skasowałam obiecane 2 bilety tego przewoźnika spotkał mnie wyjątkowo szczęśliwy „przypadek”. Będąc już w Krakowie wrzuciłam pięciozłotówkę do automatu biletowego, a ona utknęła w środku, tak że zablokowała możliwość wrzucenia innych monet. Zadzwoniłam na infolinię i podczas mojej rozmowy nagle serwisanci podeszli do automatu. Byłam pozytywnie zaskoczona! Pojawili się akurat w momencie, gdy ich potrzebowałam i nie musiałam składać żadnego podania o zwrot pieniędzy, lecz Ci oddali mi je na miejscu. Ta sytuacja utwierdziłam mnie tylko w mojej wierze, że wszystko do nas wraca.

 

Życie, wieczność, dobro.

W co ja wierzę? Słysząc takie pytanie zastanawiamy się zwykle nad czymś konkretnym, czymś, co można sobie wyobrazić. Czymś jak Bóg, Allah czy latający talerz spaghetti. Niestety tego, w co wierzę nie da się określić jednym imieniem. Wierzę w życie, w energię sprawczą, w tę myśl, która pozwala drzewom rosnąć, gwiazdom świecić, a rzekom płynąć.

Nie wierzę w to, że spośród tylu wyznań tylko jednemu ludowi udało się odkryć prawdę najprawdziwszą i jedyną, oraz że tylko on będzie nagrodzony po śmierci. To takie nasze ludzkie myślenie, że jedni muszą być nagradzani, bo zrobili coś dobrze, a inni karani, bo wybrali źle. To coś po śmierci jest o wiele mądrzejsze od nas i nie bawi się w podziały. Nie powie kilku miliardom ludzi, że muszą iść do piekła, bo nie chodzili w niedzielę do kościoła, albo dlatego, że jedli wieprzowinę.

 

Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. (Mt 7:21)

 

Dla mnie te słowa mówią jasno, że nie ten, kto woła imię Boga, bawi się w obrządki, nie ten, kto co niedzielę chodzi do kościoła, a ten, który po prostu jest dobrym człowiekiem osiągnie szczęście po śmierci. Nie wiem, czy jakiś ksiądz to tak zinterpretuje, ale nie rozumiem, dlaczego tylko interpretacja księdza miałaby być tą właściwą. Dlaczego tylko wąskie grono ludzi może mówić nam, co znaczą konkretne słowa Biblii. Bo ktoś ich wcześniej tego nauczył? A mówiąc o seminarium lepiej byłoby powiedzieć: zaprogramował do takich odpowiedzi. Dlaczego ten ktoś przyznaje sobie prawo do wyłączności na interpretację Biblii?

 

To „coś” po śmierci nie będzie wraz z „tymi dobrymi” patrzeć z góry na grzeszników. Nie będzie szczęśliwe, podobnie jak i żaden dobry człowiek, jeśli będzie wiedział, że gdzieś tam ktoś cierpi, bo zrobił coś głupiego podczas życia. A właściwie podczas bycia dzieckiem. Bo skoro dusza/świadomość (nazewnictwo nieistotne) jest nieśmiertelna, to czy 80 lat nie jest dla niej dzieciństwem przy tych miliardach, które ją czekają? Dlaczego więc karać dziecko za jego błędy?

 

W filmiku poniżej zabawna wizja piekła jako poradni psychologicznej, a raczej kompleksu resocjalizacyjnego. I to ma sens! Oczywiście jest też pewien grzech, którego się nie wybacza. ;)

 

Chcę przez to powiedzieć, że nie jest dla mnie ważne jakiego wyznania jesteś, ważne byś był dobrym człowiekiem. A nawet jeśli taki nie jesteś, to nie wierzę, że z tego powodu czeka Cię cierpienie.  Wydaje mi się, że po śmierci może nie nastąpić żaden podział na ludzi złych i dobrych. Po prostu będziemy. Nie widzę też konkretnego miejsca pobytu, nie wyobrażam sobie dusz o fizycznym wyglądzie człowieka. Dla mnie nie ma takiego miejsca do którego się udajemy, a zarazem jest ono wszędzie i w każdym czasie. To znaczy nasze ludzkie tysiąc lat temu i nasze ludzkie za tysiąc lat. Podejrzewam też ewentualną reinkarnację, jako sposób na ludzi, którzy zbłądzili podczas życia, ale nie musi ona wcale odbyć się w obrębie naszej planety. Rachunek prawdopodobieństwa dowodzi temu, że gdzieś, na innych planetach musi istnieć życie, więc możemy odrodzić się na zupełnie innej planecie, a nawet w innym wymiarze. (Polecam zobaczyć ten filmik pod spodem.)

 

Możliwe, że to te fizyczne życie w ciele jest największym z cierpień dla naszej świadomości i to ono jest naszym „piekłem”. Na pewno nie chodzi o to, by ten czas na poprawienie się trwał wiecznie, dlatego ciało umiera. Po uświadomieniu sobie tego naprawdę przestałam bać się śmierci. To znaczy przestałam bać się faktu, że kiedyś muszę umrzeć, ale nie chodzi o to, że nie przeszkadzałoby mi, gdybym miała umrzeć za rok. Jestem przyzwyczajona do mojego życia, tu na ziemi, nie wiem jak to jest po śmierci, więc oczywiście nie chciałabym umierać. ;)

 

Wierzę, że po śmierci wszystkiego się dowiadujemy. Dlaczego wszechświat istnieje, jak funkcjonuje, jaką ma ostateczną postać. Wierzę też, że możemy więcej, że ciała ogromnie nas zniewalają, a dla duszy wszystko jest możliwe i osiągalne. Wierzę, że świat jest dobry, dlatego nikogo po śmierci nie spotka wieczne cierpienie. Świat jest perfekcyjnie dobry, bo w tym chaosie planet, gwiazd, konstelacji wszystkie te powiązania funkcjonują perfekcyjnie, jak w szwajcarskim zegarku. Wszystko jest ze sobą doskonale zgrane, świat mikroorganizmów na ziemi jaki i zależności pomiędzy olbrzymimi planetami poza nią. Wszystko dąży do doskonałości, wzrostu, rozwoju.

 

Jak widzicie moja filozofia życia jest dość prosta i kręci się wokół dobra. Po prostu, jeśli jesteśmy dobrzy wszystko jest w porządku. Dla mnie tylko poprzez bycie dobrym człowiekiem można być szczęśliwym człowiekiem. Tylko ludzie, którzy pomagają innym, są mili, pozytywni, kulturalni, tylko oni mogą być szczęśliwi, również po śmierci. Ci, którzy krzywdzą innych muszą jeszcze nauczyć się jak być szczęśliwym, czyli jak być dobrym, ale na pewno nie mają cierpieć. Bo ten, kto jest dobry, nie chce, by inny cierpiał.

 

Na pewno o czymś zapomniałam, na pewno za miesiąc, dwa napisałabym ten wpis nieco inaczej, podobnie jak napisałabym go inaczej parę miesięcy wcześniej. Moja „wiara” wciąż ewoluuje. Nie mam tu na myśli tego, że zmieniam zasady funkcjonowania świata, które sobie ustaliłam, ale wciąż odnajduję nowe ulepszenia do nich, które pokazują mi tylko, że to w co wierzę ma sens i tworzy całość. Te trzy punkty w mojej filozofii życia są ze sobą ściśle powiązane i wzajemnie się tłumaczą. Chętnie posłucham o Waszym podejściu do życia, może w jakiś sposób uzupełni ono moje przekonania, może otworzy mi oczy na coś nowego. Jestem też bardzo, ale to bardzo ciekawa, ile osób ma podobną filozofię życia do mojej. ;)

Do następnego czytania!

Ania
Follow

100 PLN zniżki na AIRBNB

Wskocz na Facebooka

Studencka grupa wsparcia

Close Menu
×

Koszyk